wtorek, 30 kwietnia 2013

Eksperyment ( JR - NU'EST )




- Raz, dwa, trzy!
- Ha! Wygrałam! - krzyknęłaś pokazując pięść - Dziś zostajesz w klasie, a ja jutro - powiedziałaś do koleżanki.
- Zgoda - burknęła brunetka.
- To do zobaczenia jutro! - powiedziałaś i pomachałaś jej ręką.
Poszłaś do szafki i zmieniłaś obuwie. Cieszyłaś się, że tego dnia nie musisz zostać dłużej w szkole. Wyszłaś z budynku i popatrzyłaś na bezchmurne niebo. Pierwszy raz od dłuższego czasu mogłaś cieszyć się tak piękną pogodą. Spojrzałaś na drzewa wiśni, które rosły przy szkole. Płatki kwiatu spadały ci ta twarz.
- Omo! Jak ślicznie! - zachwycałaś się.
Nie ważne, że działo się to co roku. Ale kiedy kwiat wiśni pozbywał się płatków, które spadały na ulice, miasto wydawało się piękniejsze. Zrobiłaś krok do przodu, chciałaś już iść do domu, kiedy nagle zobaczyłaś pod swoimi nogami papierowy samolocik. Rozejrzałaś się zaskoczony dookoła, jednak nikogo nie widziałaś. Podniosłaś ostrożnie papier i rozwinęłaś samolot.
- Przecież to sprawdzian! - powiedziałaś do siebie - Zero punktów?! Do kogo to należy? - zastanawiałaś się.
W prawym górnym rogu zobaczyłaś nazwisko "Kim Jong Hyun". 
Spojrzałaś w prawo, później w lewo, jednak nie było wokół ciebie ani jednej żywej duszy. Wszyscy uczniowie poszli już dawno do szkoły.
- Kim Jong Hyun? On chyba jest z 3b? - spojrzałaś w niebo i zobaczyłaś kolejny samolocik - O! Chyba wylatują z sali matematycznej.
Bez zastanowienia pobiegłaś do sali, by sprawdzić kim jest chłopak, który wyrzuca swoje sprawdziany. Wbiegłaś zdyszana do pokoju i rozejrzałaś się nerwowo. W sali nikogo nie było.
- Ach... To na pewno było tutaj - powiedziałaś zawiedziona.
Coś ci podpowiedziało, żeby zajrzeć jeszcze do kanciapy. Weszłaś powoli i zobaczyłaś siedzącego chłopaka przy oknie. Był bardzo zamyślony i nie zauważył, że weszłaś. Wyglądał olśniewająco, jego włosy delikatnie falowały na wietrze. Poczułaś jak serce zaczyna ci walić szybciej.
- Ano... To chyba należy do ciebie - powiedziałaś nieśmiało.
Chłopak nie oderwał wzroku od podwórka i nic nie odpowiedział.
- Przepraszam - powiedziałaś po chwili.
- A... Możesz to sobie zabrać - odpowiedział mało zainteresowany.
- Ty jesteś Kim Jong Hyun? Dlaczego oddałeś pusta kartkę?
- A dlaczego nie? Przecież to normalne, każdy ma do tego prawo - odpowiedział.
- Ale ty?! - powiedziałaś zaskoczona - Przecież jesteś najlepszy w całej szkole - co raz bardziej tego nie rozumiałaś.
Chłopak wreszcie odwrócił się w twoją stronę, teraz wyglądał jeszcze przystojniej. Poczułaś jak nogi robią ci się jak z waty.
- Ty jesteś ___, z 2a - rzekł po chwili.
- Tak? Skąd wiesz? - powiedziałaś zszokowana.
- Jak już wiesz jestem Kim Jong Hyun, ale mów mi JR - dodał i stanął na równe nogi.
Byłaś kompletnie zaskoczona, kiedy chłopak powoli zaczął zbliżać się w twoją stronę.
- Chcesz poeksperymentować? - zaproponował nagle.
- Poeksperymentować?
- Poeksperymentować - powtórzył JR i pocałował cię.
Stałaś z bezruchu, byłaś zaskoczona. Serce waliło ci jak szalone, a w żołądku czułaś miliony motyli. JR odsunął się od ciebie i pogładził po głowie.
- Zakończony pomyślnie - uśmiechnął się - Do zobaczenia jutro ___ - dodał i wybiegł z sali.
- Zakończony pomyślnie? O co mu chodziło? - zastanawiałaś się.

Scenariusz na życzenie.
~Dżasta

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wild Maknae ( I wanna love - rozdział 18 )





*Nagrania*
- Ta~ Teraz spróbuj o ton niżej. – powiedział Zico, zapisując coś w notesie, po czym puścił muzykę, a Rina zaczęła śpiewać.
- Dobrze. Wystarczy. Na dziś koniec.
Dziewczyna uśmiechnęła się i niemal natychmiast wybiegła do Krisa, który czekał na nią, siedząc na kanapie. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na Zico.
- Tylko nie mów o tym nikomu, nawet ANGEL! – przypomniała mu, a on uśmiechnął się i pokiwał głową.
Dzisiaj kiedy wszedł do studio przyłapał Rine i Krisa, jak się całują, a ona poprosiła go, aby dochował tajemnicy i nikomu o tym nie mówił. Niezbyt go to interesowało, dlatego nie miał powodów do powiedzenia o tym komuś. Po prostu bez zbędnych gadek wyłączył sprzęt i wyszedł zostawiając „gołąbeczków” samych.
Po chwili jednak i oni wyszli, trzymając się za ręce.
*W domu Pandory *
Angel spała, a Ari i Carmen w tym czasie zaczęły grać w papier kamień i nożyce, kłócąc się która dziś zrobi kolację. Zazwyczaj robiła ją Mika lub Angel, a że obie dziewczyny były zajęte, musiały poradzić sobie same.
***
Do domu weszła Mika i patrzyła z rozbawieniem na dziewczyny, męczące się w kuchni.
- A gdzie Angel i Rina?
- Angel śpi. Wróciła jakaś zdołowana i zamknęła się w pokoju. Co do Riny to chyba jeszcze nagrywa. – odpowiedziała Ari.
- Nagrywa? – prychnęła Carmen. – Na pewno gdzieś się szlaja.
- A wy co tworzycie? – ruda spojrzała w gary.
- Chyba co PRÓBUJEMY tworzyć, bo ten makaron za nic nie chce się dobrze ugotować. – skomentowała Carmen, a Mika się zaśmiała.
- Daj ja to zrobię, a ty zajmij się sosem.
Najmłodsza bez sprzeciwów wzięła saszetkę, rozerwała i wsypała do miski, po czym dodała wody i inne składniki, robiąc sos. Ari w tym czasie smażyła mięso na patelni, a Mika próbowała „uratować” makaron. Po chwili sos był gotowy.
- Obudzę Angel. – powiedziała Carmen, nie chcąc, żeby zaciągnęli ją do innej pracy.
Zapukała do drzwi, ale nie usłyszała odpowiedzi, więc po prostu pociągnęła za klamkę. O dziwo drzwi były otwarte. Dziewczyna weszła do środka i zobaczyła Angel siedzącą na łóżku ze zwieszoną głową.
- Angel? – powiedziała cicho, zamykając za sobą drzwi.
Blondynka uniosła głowę, ale wzrok miała nieprzytomny.
- Powiesz w końcu co się stało?
- Wiesz może czy Zico skończył nagrania? – wyszeptała, zmieniając temat.
- Nie wiem. Rina jeszcze nie wróciła. Ale coś się stało? Pokłóciłaś się z nim?
Angel potrząsnęła lekko głową.
- Nie. Po prostu źle się czuję, nie przejmuj się.
- W porządku nie będę cię zmuszać do mówienia. Zaraz będzie gotowe jedzenie, więc chodź.
Niebieskooka skinęła głową i razem wyszły z pokoju.
***
Rina i Kris wyszli ze studia i pojechali do parku rozrywki. Byli niemal na każdej atrakcji: kolejkach górskich, w domu krzywych zwierciadeł itd.
- A teraz dom strachów! – krzyknęła wesoło Rina, ciągnąc chłopaka za sobą.
- Tak!~ - odkrzyknął równie radośnie.
Trzymając się za ręce weszli do domu. Zza ścian, rogów, z sufitu pojawiały się różne duchy, pułapki, a oni niewzruszeni szli dalej. Wręcz śmiali się głośno i świetnie bawili. Czasami nawet klaskali dla ludzi, którzy odgrywali role potworów. Gdy wyszli z domu strachów poszli na największą w tym parku rozrywki, kolejkę górską, a następnie na diabelski młyn. Bawili się świetnie i pod koniec, zmęczeni, poszli do kawiarni.
Zajęli ustronne miejsce, gdzie z 3 stron otaczały ich ściany i ledwo co było ich widać. Kris niemal natychmiast pozbył się czapki i okularów. Po chwili objął dziewczynę, kładąc brodę na jej ramieniu.
- Rina… - szepnął jej do ucha.
- Hymm?
- Kocham cię.
Białowłosa zaśmiała się cicho.
- Wiem.
Kris oderwał się od niej, aby po chwili znowu się zbliżyć i pocałować ją w usta. Dziewczyna poczuła jak ciepły dreszcz przeszywa jej ciało. To był ich pierwszy, prawdziwy pocałunek. Nie liczyła jego dziwnego wybryku na sali. Teraz czuła przyjemny dotyk jego warg, a nie jak wtedy, kiedy zrobił to tak nagle i brutalnie. Dziewczyna czuła się, jakby po jej ciele przechodziło milion mrówek.
Kris nie mógł powstrzymać swojego pożądania. Przyciągnął ją mocniej do siebie, zachłannie wpijając się w jej usta. Nie chciał przerywać tej chwili, jakby bał się, że błękitnooka w każdej chwili może mu uciec. Oderwał się od niej dopiero, kiedy poczuł, że braknie mu powietrza. Wziął głęboki oddech i chciał znowu złączyć ich usta w gorącym pocałunku, ale dziewczyna go powstrzymała. Popatrzył, a raczej próbował patrzeć na nią oczami sarenki.
- Mnie nie pocałujesz? – spytał zawiedziony.
- Jak przyniesiesz naszą kawę. Właśnie wołali, że jest gotowa. – zaśmiała się.
Chłopak zmrużył oczy, po czym szybko wstał. Założył czapkę oraz okulary i pobiegł po kawę, wykonując pozę supermena. Po chwili wrócił z tacką, z dwoma szklankami latte macchiato, którą położył na stoliku. Szybko pozbył się czapki i okularów, usiadł na kanapie i od razu wtulił się w Rine, próbując ją pocałować. Ona jednak odepchnęła go.
- Musze wypić kawę, bo wystygnie.
- Ty tak na serio? – spojrzał na nią zaskoczony.
- Tak. – powiedziała i przyciągnęła tackę bliżej.
- Tylko raz. Raz, raz, raz! – prosił, pokazując palec wskazujący.
- Kris nie jesteś małym dzieckiem. Wytrzymasz dziesięć minut bez pocałunku. – powiedziała i sięgnęła po szklankę.
Chłopak zrobił naburmuszoną minę i oparł się o ścianę, krzyżując ręce na piersi.
***
Carmen siedziała na kanapie i wydzwaniała do Riny. Było już po 23, a jej nadal nie było w domu. Dziewczyny zaczęły się martwić, szczególnie kiedy dowiedziały się, że nagrania skończyły się około 18 i od dobrej godziny próbowały się do niej dodzwonić.
Nagle drzwi się otworzyły i do domu weszła uradowana Rina. Dziewczyny chciały do niej podbiec i spytać czy wszystko ok, ale widząc ją całą w skowronkach, miny im zrzedły. Mika tylko zmierzyła ją wzrokiem i wkurzona weszła do pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Ari już dawno spała, a Angel jakby nie ogarniała rzeczywistości. Po otrząśnięciu się po prostu wstała i przywitała się z koleżanką, po czym poszła do pokoju, który dzieliła z Miką.
Carmen mierzyła ją wzrokiem.
- Dobrze się bawiłaś? – zapytała z sarkazmem.
- No ba! – odpowiedziała radośnie, nie łapiąc jeszcze, że wszyscy są na nią obrażeni.
- Serio niczego nie zauważyłaś?! Nam nie jest do śmiechu! – uśmiech zszedł z twarzy białowłosej. – Dzwonimy do ciebie od prawie dwóch godzin! Nawet do Zico, który twierdził, że już dawno po nagraniach! Myślisz, że kim jesteś?! Wiesz, że się martwiłyśmy?! A ty nawet nie raczyłaś odebrać! Ale widzę, że dobrze się bawiłaś. Aż brak słów na twoją głupotę.
Wstała i podeszła do drzwi, w tym czasie Rina wyjęła komórkę i zobaczyła 139 nieodebranych połączeń.
- Nie chcę na ciebie patrzeć. Śpisz dziś w salonie. – dodała Carmen, po czym weszła do pokoju i trzasnęła za sobą drzwiami.
Rina stała z otwartymi ustami, a po otrząśnięciu się podbiegła do drzwi, łapiąc za klamkę. Były zamknięte.
- Ej Carmen! Nie wygłupiaj się!
- Wygłupiać?! – prychnęła brunetka zza drzwi. – Nie bądź śmieszna!
- Otwórz te cholerne drzwi! – warknęła błękitnooka.
- W twoich snach! Śpisz w salonie!
- Ty mała… - wysyczała, po czym odeszła od drzwi i usiadła na kanapie z rezygnacją. – Mam spać w ciuchach, czy może nago?! – dodała jeszcze.
Cisza… Jakieś szmery, po czym dźwięk otwieranych drzwi. Rina ruszyła w ich stronę, ale dostała piżamą w twarz i kiedy była metr od nich, te zamknęły się przed jej nosem. Wkurzona tupnęła nogą, jak mała dziewczynka i z krzywą miną poszła do łazienki się umyć. 

~Angel

czwartek, 25 kwietnia 2013

Bądź przy mnie... ( B.A.P - rozdział 9 )




Kolejne dni w szkole mijały ci w miłej atmosferze. Hana już ciebie nie zaczepiała, a Ricky był dla ciebie bardzo pomocny. Nadszedł weekend, pomimo tego, że to dzień wolny chciałaś go spędzić z kolegą ze szkoły. Od samego rana krzątałaś się po kuchni.
- Cześć - powiedział Yongguk otwierając lodówkę - A co ty robisz tak rano?
- Przygotowuję obiad - powiedziałaś wycierając ręce - Spróbuj, dobre?
- Mmm... Pyszne! To dla nas? - zapytał.
- Nie - odparłaś - Chyba brakuje trochę soli - powiedziałaś do siebie.
- A dla kogo? - spojrzał na ciebie spode łba.
- Dziś przychodzi do nas Ricky - oznajmiłaś uradowana.
Chłopak nic nie powiedział tylko wyszedł z kuchni trzaskając drzwiami.
- Oppa! Oppa? - zawołałaś zdziwiona.
Nigdy gotowanie nie sprawiało ci tyle radości co teraz, chciałaś żeby Ricky był zachwycony twoimi zdolnościami kulinarnymi. Po 2 godzinach skończyłaś gotowanie i zabrałaś się sprzątanie. Chwyciłaś za szmatkę i zaczęłaś wycierać ubrudzoną kuchenkę.
- Noona! Pomóc ci? - w progu pojawił się uśmiechnięty Zelo.
- Nie trzeba. Już kończę - powiedziałaś.
- Arraso - opowiedział smutnym głosem.
- Ale jak chcesz możesz nakryć do stołu. Tylko daj jedno dodatkowe naczynie - powiedziałaś wręczając chłopakowi talerze.
- Dodatkowe? Spodziewamy się gościa? - zdziwił się.
Faktycznie, po za managerem nikt inny nie odwiedzał was w domu. Więc to było coś nowego.
- Tak, przyjdzie Ricky - zawsze kiedy tylko wypowiadałaś jego imię twój uśmiech robił się większy.
- Noona? Czy ty go... No wiesz... Lubisz? - zapytał lekko speszony.
- Tak - odpowiedziałaś szybko - Znaczy lubię jako kolegę ze szkoły. Nic więcej - sprostowałaś.
- Arraso.
- No, gotowe - rzekłaś kładąc wazon na środku stołu.
Nagle usłyszałaś dzwonek do domu. Szybko pobiegłaś do drzwi, stanęłaś przed nimi i wzięłaś głęboki wdech. Sięgnęłaś w stronę klamki i już chciałaś otworzyć drzwi kiedy w twoją stronę rzucił się Jongup.
- Otworzę! - wrzasnął i odepchnął cię, a ty wpadłaś w objęcia brata - Banga.
- Komawo - powiedziałaś lekko zszokowana.
- Dobrze, że tu byłem - odpowiedział i uśmiechnął się.
Drzwi się otworzyły, a w progu pojawił się twój szkolny kolega.
- Ooo... Kim jesteś? - zapytał Jongup.
- Jestem Ricky. ___ mnie zaprosiła na obiad - opowiedział grzecznym głosem
- Tak, proszę wejdź - podeszłaś do nich.
Weszliście razem do salony i zajęliście miejsca.
- Chłopcy! Obiad! - krzyknęłaś po resztę.
Bracia zjawili się w mgnieniu oka i stanęli jak wryci, byli bardzo zdziwieni widokiem Rickiego przy stole.
- Jestem Ricky. Miło mi was poznać - chłopak wstał i ukłonił się.
- Ach... tak... Chłopak, o którym gada bez przerwy ___ - powiedział żartobliwie Daehyun.
- Oppa! - skarciłaś go.
Ricky uśmiechnął się lekko i spojrzał na ciebie. Speszyłaś się i odwróciłaś wzrok w drugą stronę.
- ___ sama to wszystko przygotowałaś? - zapytał Ricky.
- Umm... - odpowiedziałaś cicho.
- Smacznego - powiedział niezadowolonym głosem Bang.
- Smacznego - odpowiedziała reszta.
- Mmmm! ___ To jest pyszne! - rzekł po chwili kolega.
- Noona to nasza najlepsza kucharka - powiedział Zelo, zajadając się krewetką - Noona! Jesteś najlepsza - zwrócił się do ciebie.
Wszystkim obiad bardzo smakował, ukradkiem patrzyłaś na przyjaciela, na jego piękne ciemne oczy i ten niewinny uśmiech. Coś cię pokusiło i spojrzałaś w stronę Yongguka. Ten nie wyglądał na zadowolonego, nie spuszczał wzroku z twojego szkolnego kolegi.
- Dziękujemy bardzo - powiedzieli bracia i odeszli od stołu.
- Proszę - odpowiedziałaś cicho.
Zaczęłaś zbierać naczynia, sięgnęłaś po talerz Rickiego, ten nie spodziewanie chwycił go w tym samym momencie i wasze dłonie dotknęły się. Serce zaczęło bić ci jak szalone.
- ___, pomogę ci - zaproponował.
Zawstydzona uśmiechnęłaś się i zgodziłaś na jego pomoc. Nie oczekiwanie wstał Bang, który siedział cicho przy stole.
- Gość nie powinien sprzątać, ___ ja się tym zajmę - powiedział ponury głosem.
Po skończonym sprzątaniu poszłaś do kolegi, który siedział na kanapie i czekał na ciebie.
- To może teraz dasz się gdzieś zaprosić w drodze rewanżu za obiad? - zapytał Ricky.
- Chętnie - uśmiechnęłaś się.
Już chcieliście wychodzić kiedy przy drzwiach zatrzymał cię Yongguk.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Wychodzę z Rickym - powiedziałaś i otworzyłaś drzwi.
- Nigdzie nie idziesz! - krzyknął.
- Spokojnie. Do kolacji wróci - wtrącił Ricky.
- Nie rozmawiam z tobą! - warknął Bang.
To chyba był pierwszy raz kiedy widziałaś swojego brata tak złego. Nie wiedziałaś dlaczego tak się zachowuje.
- Oppa. Dlaczego? Przecież...
- Nie ma żadnej dyskusji! - przerwał ci Bang.
- Oppa! - powiedziałaś ze łzami w oczach.
- Pożegnaj się z kolegą i do pokoju! - odpowiedział stanowczym głosem.
Wiedziałaś, że z nim nie wygrasz. Zrobiłaś to co kazał i z płaczem pobiegłaś do swojego pokoju.
- Nienawidzę cię! - krzyknęłaś zamykając drzwi.
Położyłaś się na łóżku i zaczęłaś płakać jeszcze głośnie. Miałaś za złe bratu, że nie pozwolił ci spędził popołudnia z przyjacielem. Kompletnie nie rozumiałaś jego zachowania.
- ___. Mogę wejść? - usłyszałaś głos Banga.
- NIE! Wynoś się! Nie chcę cię widzieć! - krzyknęłaś rozżalona.
- ___, pozwól mi to wyjaśnić - powiedział i wszedł do środka - Bo widzisz... Ja nie mogłem inaczej - dodał siadając na brzegu łóżka.
- Co? - zapytałaś zaskoczona.
- Bo widzisz. Widząc ciebie szczęśliwą z nim moje... Moje serce krwawiło - powiedział cicho.
Spojrzałaś na niego zaskoczona " Jak to krwawiło? Nie chce bym była szczęśliwa? Przecież to mój brat" - mówiłaś w duchu. Nie rozumiałaś tego co ci powiedział.
- ___. Nie umiem tego wytłumaczyć. Czuła ból, jakby ktoś wbijał mi w serce odłamki szkła. Powoli, robiąc małe, ale śmiertelne rany - ciągnął dalej.m potwornym
Spojrzałaś na brata, w jego oczach dostrzegłaś łzy. Byłaś zaskoczona, nie wiedziałaś co powiedzieć i jak się zachować. Nigdy nie słyszałaś od nikogo takich słów. Nagle Yongguk przybliżył się do ciebie i mocno przytulił.
- Potrzebuję cię ___. Błagam nie zostawiaj mnie, bądź zawsze przy mnie - rzekł po chwili.
Jego słowa sprawiły, że po twoich policzkach spłynęły łzy. Nadal nie rozumiałaś jak masz interpretować jego wyznanie, ale nie chciałaś, żeby wypuszczał cię z objąć.

~Dżasta

wtorek, 23 kwietnia 2013

Tajemniczy pocałunek ( U-KISS - rozdział 3 )





Wracając ze sklepu do domu chłopcy pokazywali ci okolicę.
- Często jesteśmy zajęci, więc jakbyś się nudziła, możesz zajść na bubble tea. – powiedział Soohyun.
- Ale hyung, czy _____ nie będzie jeździć z nami? –zapytał Kevin.

- Prezes nie podał żadnych szczegółów. Wszystkiego mamy się dowiedzieć jutro, jak do nas przyjdzie.

- Przyjdzie?! – krzyknął Dongho i spojrzał na AJ’a – Musimy posprzątać.

- Przecież nie będzie wchodził do naszego pokoju.- odpowiedział lekceważąco.

- Nigdy nie wiadomo. Macie tam taki burdel, że i tak wcześniej czy później musielibyście posprzątać. Dziś chcę widzieć u was błysk. – powiedział Soohyun, włączając swój „tryb lidera”.
Kiedy dotarliście do domu Kevin, Dongho i Eli poszli do kuchni. Nie wiedziałaś zbytnio co robić, więc zmyłaś się do pokoju i wyjęłaś laptopa. Chciałaś napisać krótkiego maila do rodziców i przyjaciół. Zapomniałaś jednak, że nie znasz hasła do wi-fi. Już miałaś wychodzić, ale do twojego pokoju, bez pukania, wszedł Kiseop.
- Kevin kazał się zapytać, czy chcesz lody waniliowe.
Skinęłaś głową, a chłopak się odwrócił.
- Ah Oppa czekaj! – krzyknęłaś, a on spojrzał na ciebie zaskoczony.
- Oppa? – uniósł brwi. - Nie tak miałam do was mówić?
Wzruszył ramionami.

- Nieważne. Powiesz mi jakie macie hasło na wi-fi?

- ukissme07

- Oryginalnie. – skomentowałaś.

- Nasz zespół nazywa się U-KISS, a nasi fani KissMe. – wytłumaczył.

- Ah rozumiem. – przytaknęłaś. – To skrót od czegoś? – zapytałaś ciekawa.

- Ta… Ale jak chcesz wiedzieć, to zapytaj Kevina. Teraz lecę. – powiedział i wyszedł.

- Dzięki! – krzyknęłaś za nim.
Szybko napisałaś maila i wysłałaś do kilku osób, po czym pobiegłaś do salonu.  Po drodze wpadłaś na Eli’a, który niósł ci lody. Zachwiałaś się, wtedy złapał cię za ramie i przytrzymał.
- Nic ci nie jest? – spytał.- Nie. Nic mi nie jest. – uśmiechnęłaś się.
- Idziesz do salonu? Kiseop mówił, że jesteś zajęta laptopem. Dlatego chciałem ci to zanieść. – pokazał miskę. Wzięłaś ją od niego.

- Nie. Ja tylko chciałam napisać do znajomych, że już dotarłam.

- Ah rozumiem. Więc chodźmy do wszystkich. – pociągnął cię za sobą.
Chwilę usiedliście przy stole. Tym razem siedziałaś obok Elia i Hoona. Zdziwiłaś się, bo Dongho i AJ’a nie było – jak się później okazało sprzątali pokój. Znowu miałaś dziwne wrażenie, że Kiseop, siedzący naprzeciwko ciebie, dziwnie się tobie przygląda, ale odsunęłaś od siebie tą myśl i zapytałaś Kevina o co oznacza skrót od U-KISS.
- Ubiquitous Korean International Idol Super Star – odpowiedział, na co Soohyun wykrzywił usta w dziwnym grymasie.
Eli wytłumaczył ci, że tylko on, Kevin i AJ znają płynnie angielski, a lider nie lubi kiedy używają tego języka. Po zjedzeniu różowowłosy i Hoon poszli pozmywać i niemal natychmiast Kevin przesiadł się na miejsce obok ciebie. Pytał się o różne rzeczy związana z Polską, ponieważ bardzo interesuje się twoim rodzinnym państwem.
- Bardzo się cieszę, że twój dziadek jest prezesem. Chciałbym poznać nasze polskie Kissme i pojechać na koncert do Polski.
- Macie dużo fanów za granicą?
- Chyba tak. Wydajemy też japońskie piosenki. Dodatkowo występowaliśmy w Ameryce i Europie. Oczywiście w samej Azji występujemy najwięcej: Korea, Japonia, Chiny, Tajlandia itd.
- Serio? Będę musiała przyjrzeć się waszej twórczości.
- Chcesz teraz? Mogę ci pokazać kilka rzeczy. – skinęłaś głową. – Super!
Kevin złapał cię za rękę i zaprowadził do swojego pokoju, który dzielił z Eliem.
- Usiądź na moim łóżku. – polecił ci.
- A które to?
- Z czerwoną pościelą.
Usiadłaś jak ci kazał. Blondyn wyjął laptopa, usiadł obok ciebie i włączył go.
- Chcesz zobaczyć wszystkie czy tylko kilka? Uprzedzam trochę tego jest.
- Więc pokaż mi na razie trzy, a potem pomyślę. – zaśmiałaś się.
- Jak sobie życzysz. – wystukał coś na klawiaturze i włączył pierwszą piosenkę. - To jest nasze najnowsze MV.
Spojrzałaś na tytuł – „Standing Still”. Bardzo spodobała ci się piosenka i teledysk. Chłopcy wyglądali nieziemsko, bardzo dobrze tańczyli, śpiewali i rapowali.
- Wow niesamowite. – powiedziałaś zafascynowana.
- Chincha?
- Jasne! Bardzo mi się podoba! Pokazuj następny!
Kevin uśmiechnął się szeroko i włączył następny, tym razem „Alone”.
- To japońska.
- Znacie japoński?
Kevin skinął głową.
- Super! Zawsze chciałam się nauczyć mówić w tym języku!
- Jeżeli chcesz mogę cię trochę nauczyć.
- Jasne! – zaśmiałaś się i wróciłaś do oglądania.
Minęło dobre pół godziny. Bardzo spodobały ci się ich piosenki, dlatego chciałaś obejrzeć jak najwięcej. Dowiedziałaś się też, że wcześniej zamiast Hoona i AJ’a było dwóch innych członków. Twoje zmęczenie jednak wzięło przewagę nad ciekawością i zasnęłaś. Twoja głowa opadła na ramię Kevina. Chłopak spojrzał w twoją stronę i niemal niesłyszalnie się zaśmiał.

*Eli pov*
 

Wszedłem do pokoju i zauważyłem jak _____ opiera głowę na ramieniu Kevina.  Poczułem dziwne ukłucie w sercu kiedy pomyślałem, że im przeszkadzam. Postanowiłem wyjść, ale chłopak mnie zawołał.
- Eli! – szepnął. – Chodź mi pomóż, ona zasnęła.
Poczułem lekką ulgę i pode szlem do nich. Zobaczyłem jak _____ śpi, wyglądała naprawdę słodko.
- Mam zanieść ją do pokoju? – spytałem. - No chyba nie będzie tu spać, a nie będę jej budzić. Wyglądała na zmęczoną, a mimo to obejrzała około 10 teledysków.
Pokiwałem głową i zgrabnie podniosłem dziewczynę. Chwilę później wyszedłem z pokoju, trzymając ja na rękach i poszedłem zanieść ją do łóżka.


***

Spałaś smacznie w łóżku, kiedy nagle poczułaś, że ktoś muska twój policzek, a następnie nachyla się w twoją stronę i całuje w usta. Poczułaś przyjemne uczucie w brzuchu i przez chwilę myślałaś, że to sen, ale otworzyłaś oczy i zobaczyłaś postać przy drzwiach. Niestety było zbyt ciemno i nie mogłaś zobaczyć jego twarzy, ani żadnych charakterystycznych szczegółów. Po chwili postać zniknęła, zamykając za sobą drzwi.


~Angel

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Randka z gwiazdą? ( Baro - B1A4 )




Wracałaś z zakupów, kiedy pod domem zaczepił cie listonosz i wręczył ci kolorową kopertę. Zdziwiłaś się , bo nie czekałaś na nic, a przynajmniej tak ci się zdawało. Weszłaś do domu, położyłaś torby i usiadłaś na kanapie. Przypatrywałaś się uważnie kopercie. W końcu wzięłaś ją do rąk i otworzyłaś. Wyjęłaś różową kartkę.
" ___ Gratulacje! 
Wygrałaś randkę z gwiazdą. Spotkanie odbędzie się 23.04.2013 r w restauracji "Te Amo" o godzinie 20:00" 
Otworzyłaś szeroko oczy, nie wierzyłaś, że to dzieje się naprawdę. Przeczytałaś jeszcze raz treść listu i zaczęłaś głośno krzyczeć. Biegłaś cały czas po domu i darłaś się. Twoją euforię przerwał telefon, zdezorientowana zaczęłaś szukać go w torebce.
- Yoboseyo? - zapytałaś.
- Czy rozmawiam z ___? - odezwał się głos mężczyzny.
- Tak? - odpowiedziałaś.
- Dzwonię do pani z pytaniem. Czy przybędzie pani na spotkanie z gwiazdą?
Słysząc to twój uśmiech zrobił się większy i z ledwością powstrzymywałaś się, by nie wrzasnąć do słuchawki.
- Tak, będę - powiedziałaś cicho.
- Dziękuję bardzo i gratuluję wygranej - odpowiedział mężczyzna i rozłączył się.
Przez chwilę patrzyłaś w milczeniu na telefon i nie wierzyłaś w to co właśnie usłyszałaś.
- Omo! Omo! Ja naprawdę wygrałam! - krzyknęłaś i znów zaczęłaś biegać po domu. W końcu położyłaś się na łóżko i głośno westchnęłaś.
- Nie wiarygodne! - powiedziałaś do siebie.
Cztery następny dnie upłynęły ci bardzo szybko i nareszcie nastał dzień spotkania z tajemniczą gwiazdą. Przez cały ten czas zastanawiałaś się kto to może być, to nie dawało ci spokoju. Od samego rana chodziłaś po kosmetyczkach, fryzjerach, wszystko dla tej osoby. Chciałaś wypaść jak najlepiej. Ustałaś przed lustrem i zobaczyłaś piękną kobietę, w zjawiskowej suknie i olśniewającym makijażu. Była to osoba podobna do ciebie jednak to nie byłaś ty. W końcu zdałaś sobie sprawę, że to nie ma sensu i przebrałaś się. Postanowiłaś być sobą. Zrobiłaś delikatny makijaż i nałożyłaś krótką, kremową sukienkę przewiązaną pod biustem grubą, brązową wstążką. Wybiła godzina 19:30, wsiadłaś w taksówkę i pojechałaś do restauracji. Byłaś tam punktualnie. Weszłaś do środka i zaczęłaś się rozglądać w poszukiwaniu znajomej gwiazdy. Nagle podeszła do ciebie kobieta.
- Ty pewnie jesteś ___. Proszę za mną, stolik już czeka - powiedziała i poszłaś za nią w głąb lokalu.
Zajęłaś swoje miejsce i zniecierpliwiona czekałaś na idola. Nie wiedziałaś kogo się spodziewać. Czułaś motyle w żołądku i suchość w gardle.
- Witaj ___ - usłyszałaś znajomy głos.
Podniosłaś powoli wzrok, czułaś strach przed tym kto stoi przed tobą, a z drugiej strony ciekawość. Ku twojemu zdziwieniu był to twój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa - Baro.
- Oppa?! - powiedziałaś zaskoczona.
- Podobno jakaś dziewczyna wygrała randkę ze mną - oznajmił.
- Oppa! Przyszedłeś na spotkanie ze mną - odpowiedziałaś i wybuchliście razem śmiechem.
- Kkkk~Co za zbieg okoliczności. Świetnie przynajmniej będziemy mogli spokojnie porozmawiać - blondyn zdjął czapkę i usiadł na przeciwko ciebie.
- Nic się nie zmieniłeś Oppa - spojrzałaś na niego i uśmiechnęłaś się.
Chłopak spojrzał na ciebie pytająco.
- Wiecznie nosisz czapki, nawet na randkę z nią przylazłeś - wyjaśniłaś.
- Przecież wiesz, że bez nich ani rusz - uśmiechnął się i poprawił grzywkę.
Długo rozmawialiście i wspominaliście lata dzieciństwa. Przez chwilę zapomniałaś o tym, że twój przyjaciel jest idolem. Nagle zobaczyłaś znajomą bransoletkę na jego ręku.
- O! Nadal ją masz? - wskazałaś na nią.
- Um. To najcenniejsze co posiadam - spojrzał ci prosto w oczy.
Poczułaś jak serce bije ci szybciej, znaliście się z Baro od dawne, bransoletkę dałaś mu 5 lat temu na jego urodziny jako dowód waszej przyjaźni. Wzruszyłaś się tym, że nadal ją nosi.
- Robi się późno. Muszę już iść - powiedziałaś po chwili i wstałaś.
- Czekaj! Odprowadzę cię - oznajmił Baro chwytając cię za rękę.
Spojrzałaś na niego zaskoczona, jednak nie wyrwałaś się tylko razem wyszliście z restauracji.
- To był wspaniały wieczór - powiedziałaś kiedy znaleźliście się pod twoim domem.
- Tak - przyznał - Trzeba będzie to powtórzyć - uśmiechnął się.
- Oczywiście. To ja będę już iść - odwróciłaś się i otworzyłaś drzwi.
- ___, czekaj! - zawołał i podbiegł do ciebie.
- Tak? - zapytałaś.
Chłopak nieoczekiwanie nachylił się i pocałował cię w usta. Poczułaś jak serce bije ci szybciej i szum w głowie.
- Komawo ___ - szepnął - Do zobaczenia - dodał i zniknął w jednej z ciemnych uliczek.

Scenariusz na życzenie.
~Dżasta

niedziela, 21 kwietnia 2013

Nie zapomnę... cz.3 (Zico - Block B)





Droga _____

Obiecałem sobie, że w listach będę cię informować jak przebiega moje życie. Mimo iż wiem, że obserwujesz mnie, tam z góry, chcę ci wszystko opowiedzieć własnymi słowami.
Pisząc do mnie opisałaś swoją chorobę, którą ja pominąłem w poprzednim liście. Wtedy nie byłem jeszcze na to gotowy. Chciałem pamiętać tylko te dobre chwile i na razie nie wspominać tych ostatnich, tragicznych. Dziś minęły już dwa lata i spokojnie mogę stwierdzić, że w końcu dorosłem, żeby porozmawiać o tym z tobą.
Dużo się zmieniło od tamtego czasu… Jednak chciałbym ci powiedzieć, jak ja widziałem przebieg twojej choroby.
To było nagłe… Byliśmy wtedy na placu zabaw i świetnie się bawiliśmy. Opowiadałaś o swoim dzieciństwie, a ja o swoim. Wyglądałaś jak zawsze – pełna energii, uśmiechnięta, żadnych oznak jakiejkolwiek choroby. Ale nagle upadłaś na podłogę… Nie wiedziałem wtedy co się dzieje. Przestraszyłem się okropnie. Wołałem cię, ale nie odpowiadałaś. Natychmiast zadzwoniłem po karetkę. Po kilkunastu minutach byliśmy już w szpitalu i wtedy okazało się, że pierwsze symptomy choroby się pojawiły. Musiałaś zostać w szpitalu i miałaś całkowity zakaz opuszczania jego terenu.
Zaczął się najgorszy koszmar w naszym życiu…
Z dnia na dzień było coraz gorzej. Widziałem powoli jak tracisz siły. Początkowo próbowałaś wszystko robić sama i prosić mnie tylko, o naprawdę ważne rzeczy, ale z czasem nawet najłatwiejsze czynności były dla ciebie trudnością. Nie chciałem zostawiać cię na pastwę pielęgniarek. Były wakacje, miałem dużo wolnego, dlatego nic nie przeszkadzało mi w tym, abym zamieszkał z tobą, w jednym ze szpitalnych pokoi. Chciałem ci pomagać, być przy tobie. Wiem, że czasem miałaś gorsze dni. Całkowicie to rozumiałem i nie winiłem cię za to. Kiedy płakałaś, próbowałem cię pocieszyć.
Twój każdy uśmiech był na wagę złota, ponieważ z tak pogodnej dziewczyny, stałaś się bardzo zamkniętą w sobie, cierpiałaś po chichu.
Z listu wywnioskowałem, że myślałaś iż jest to dla mnie trudne. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się, że mogę się tobą opiekować, a ty mnie nie odpychasz.
Nie mogłem jednak patrzyć jak cierpisz. Myślałem, że wiem kogo wtedy potrzebowałaś. Mimo iż nie chciałem cię zostawiać sądziłem, że tak będzie lepiej.
Zmobilizowałem się, chociaż było to cholernie trudne i zadzwoniłem do Hongkiego. Opowiedziałem mu o wszystkim. O tym, że nie byliśmy parą, że jesteś chora i właśnie w tym momencie go potrzebujesz. Tak myślałem… Byłem pewien, że to on doda ci sił. Miałem nadzieję tylko, że będę mógł cię czasem widywać.
Jeszcze tego samego dnia Hongki przyjechał do szpitala. Zmierzyłaś mnie wzrokiem, omal nie zabijając i przez chwilę pomyślałem że wróciła stara ____. Niemal natychmiast podszedł do ciebie i przytulił, odwzajemniłaś jego uścisk. Uśmiechnąłem się, widząc jak ty to robisz. To nie był fałszywy uśmiech i mimo, że był smutny to naprawdę się cieszyłem… Ponieważ ty byłaś szczęśliwa.
Resztę dnia czekałem, włócząc się na korytarzu.  Minęły dobre dwie godziny, zanim Hongki wyszedł. Zaczepił mnie i wyjaśnił, że nie chcesz jego pomocy. Szybko pobiegłem do pokoju, ponieważ byłem pewien, że przyjmiesz jego pomoc. Nie chciałaś odpowiadać na moje pytania, powiedziałaś tylko, że chcesz żebym ja się tobą opiekował. Radość mieszała się z wtedy niepewnością. Nie rozumiałem, dlaczego to robisz. Dowiedziałem się, dopiero kiedy przeczytałem twój list.
Najgorszy był dzień, kiedy wybłagaliśmy wyjście na spacer na zewnątrz, ale nadal na terenie szpitala. Prowadziłem cię na wózku, wszystko było w porządku. W końcu, tak jak kiedyś, uśmiechałaś się. Byłaś szczęśliwa, słysząc śpiewanie ptaków, odgłos wiatru. Promienie słoneczne lekko oświetlały twarz i znowu wyglądałaś tak jak dawniej. Ten jeden, ostatni dzień widziałem cię szczęśliwą. Kiedy wróciliśmy do Sali, twój nastrój nagle się pogorszył. Przestałaś się uśmiechać i zaczęłaś majaczyć o śmierci. Próbowałem cię uspokoić. Przytulałem, głaskałem po głowie jak małe dziecko. Powoli się ustabilizowało. Zasnęłaś….
W tym dniu coś we mnie pękło. Nie mogłem patrzyć jak cierpisz i to z każdym dniem coraz bardziej. To mnie przerażało. Myśl, że mogę cię stracić, była przerażająca. To było dla mnie gorsze niż koniec świata, gorsze niż każde złe wiadomości które słyszę.
Bałem się….
Bałem się zostawić cię chociażby na sekundę.
Ale tej nocy wyszedłem na korytarz i potajemnie płakałem. Chciałem ten raz wyrzucić z siebie wszystko, aby na następny dzień móc znowu się do ciebie uśmiechać. Nie chciałem żebyś na to patrzyła. Jak się później okazało, jednak mnie widziałaś.
Następne tygodnie szły jak zazwyczaj. Czasami ktoś cię odwiedzał, ale ty nie chciałaś nikogo widzieć. Chyba czułaś, że zbliża się twój koniec…
Dzień przed śmiercią zachowywałaś się bardzo dziwnie. Nagle zaprosiłaś do siebie wszystkich i chodź udawałaś, że czujesz się świetnie, ja wiedziałem, że tak nie jest.
To było twoje pożegnanie z nimi...  Widziałem jak potajemnie wycierałaś łzę, kiedy wychodzili, a potem patrzyłaś, stęsknionymi oczami,  na nich przez okno.
Co mnie najbardziej zdziwiło tego dnia było to, że poprosiłaś mnie, bym tej nocy spał z tobą. Zgodziłem się bez żadnych sprzeciwów. Całą noc się do mnie przytulałaś, a przed zaśnięciem pocałowałaś mnie w usta.
To było coś niesamowitego.
 Pierwszy raz mnie pocałowałaś…
Pomyślałem sobie, że to musiało mi się przyśnić, ale może to dlatego, że ostatnio bardzo dziwnie się zachowujesz. Jak później jednak się okazało, ty kochałaś mnie cały czas, a ja głupi myślałem, że nadal kochasz Hongkiego.
Tej nocy obudziłem się około trzeciej, słysząc twoją aparaturę…
Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony i niemal natychmiast zacząłem wołać o pomoc. W tym czasie nachyliłem się w twoja stronę, i sprawdziłem puls.  Wyczułem go… Ale nie oddychałaś.
Lekarze zjawili się niemal natychmiast. Próbowali ci pomóc. A ja stałem pod ścianą jak wryty. Nawet nie wiem kiedy, zaczęło robić mi się słabo. Ledwo co słyszałem pojedyncze słowa lekarzy „Puls słabnie” , „Tracimy ją”. Świat zaczął wirować i zanim zemdlałem, usłyszałem tylko ciągły dzwięk, który oznaczał tylko jedno…
Umarłaś…
Nie było cię…
Ból…
Ten niesamowity ból, który przenikał moje serce kiedy cię straciłem…
Nie możesz sobie jego wyobrazić…
To była najokropniejsza rzecz jaką przeżyłem…
To tak jakby ktoś powoli wbijał, w każdą cząstkę ciała, kawałki szkła – wolno, wiercąc nimi, tak aby bolało cię jeszcze bardziej.
Nie pamiętam dokładnie twojej śmierci… Tylko ten ból… A potem już nic, ponieważ zemdlałem.
Dziś siedzę pisząc ten list i nadal czuję ten ból. Nie, wcale nie płaczę ze smutku, to zły szczęścia, ponieważ wiem, że tak gdzie jesteś, ja też kiedyś tam będę.
Szczerze chciałem napisać ten list, aby pochwalić się tobie nową nowiną, którą dziś usłyszałem.
Moja dziewczyna – Hani – jest w ciąży. Pomyśleć, że taki mały Zico będzie chodzić po ziemi, to coś niezwykłego, nie? Keke.
Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa tam na górze i że będziesz bronić mojego maleństwa od teraz.
Na zawsze kochający cię…

Zico

~Angel

sobota, 20 kwietnia 2013

Wiem o tym... (Changsub - BTOB )

P.S "pov" oznacza z perspektywy danej osoby.


- ___? Pójdziemy do kina? - zawołał twój przyjaciel wychodząc z kuchni.
- Teraz? - spojrzałaś na niego zaskoczona.
- Tak. Mamy wolne i chciałbym pójść do kina - powiedziawszy to zrobił aegyo.
Zawsze tak robił dobrze wiedział, że nie potrafisz mu wtedy odmówić.
- No dobrze - zgodziłaś się przewracając oczami.
Changseob bardzo się ucieszył i szybko pobiegł do pokoju, by się przebrać.
- Oppa? Gotowy jesteś? - zawołałaś stojąc przy drzwiach.
- Już! - krzyknął i wybiegł z pokoju - Jeszcze czapka - dodał i chwycił jedną ze swojej ogromnej kolekcji..
Po 20 minutach spaceru dotarliście do kina. Stanęliście przed kasą.
- To co idziemy oglądać? - zapytałaś.
- Jako, że zgodziłaś się pójść ze mną wybór należy do ciebie - powiedział i pogładził cię po głowie.
- To może...Może... To! - pokazałaś na ulotkę.
- Zgoda. Idź kupić popcorn, a ja kupię bilety - uśmiechnął się.
Kiwnęłaś głową i poszłaś do stoiska z przekąskami.
- Poproszę...
- Ja już! - przerwał ci Changseob przytulając się nie spodziewanie od tyłu.
Po chwili z popcornem w ręku i colą poszliście do sali. Chłopak wybrał miejsca w ostatnim rzędzie. Film się zaczął, ku twojemu zdziwieniu nie było nikogo po za wami. Po 30 minutach filmu poczułaś jak oczy same ci się zamykają, zmęczenie wzięło górę i powoli położyłaś głowę na ramieniu kolegi.
*Changseob pov*
Położyłaś głowę na moim ramieniu. Spojrzałem na ciebie ukradkiem, wyglądałaś ślicznie. Moje serce zaczęło bić szybciej, a oddech miałem przyspieszony.  Nie ruszałem się, bałem się nawet oddychać, nie chciałem cię obudzić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Spojrzałem jeszcze raz na twoją śpiącą twarz, twoje jasne usta. Przełknąłem ślinę i nachyliłem się w twoja stronę. Marzyłem o tym by poczuć smak twych ust. Serce biło mi jak szalone, myślałem, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Nie wytrzymałem i pocałowałem cię. To było piękne, czułem się jak we śnie. Odsunąłem się delikatnie i popatrzyłem na ciebie. Bałem się, że się
obudzisz, jednak ty nadal smacznie spałaś.
***
Seans się skończył, a ty się obudziłaś. Spojrzałaś na przyjaciela i uśmiechnęłaś się. Podczas powrotnej drogi do domu panowała cisza, chłopak wyraźnie był czymś zdenerwowany. Kiedy weszliście do dormu, brunet poszedł do kuchni i nalał sobie wody.
- Oppa? Coś się stało? - zapytałaś zmartwiona.
- Co? Nie! Dlaczego? - odpowiedział zmieszany.
- Dziwnie się zachowujesz - podeszłaś do niego.
-  Mówię, że nic się nie stało - powiedział - Tylko...
- Tylko co?
- Tylko, że w kinie ...
- Co w kinie? - zapytałaś zniecierpliwiona.
Chłopak spojrzał na ciebie, wiedziałaś, że trudno mu jest to powiedzieć.
- Oppa! Wiem co się stało - przyznałaś się po chwili.
- Wiesz?! - otworzył szeroko oczy.
Kwinęłaś głową i podeszłaś do niego. Ujęłaś dłońmi jego twarz i obdarzyłaś czułym pocałunkiem.
- Wiem, że mnie pocałowałeś - powiedziałaś szeptem.

Scenariusz na życzenie.
~Dżasta

piątek, 19 kwietnia 2013

Nie zapomnę... cz.2 ( Zico - Block B )


Chciałam wam tylko powiedzieć, że mimo iż to 2 cz. to tak naprawdę, ten list był napisany pierwszy. Zico tak jakby odpowiada na ten list. Jego napisałam wcześniej, ale początkowo zdecydowałam się dodać tylko tamten, ale że wielu z was podobało się to myślę, że powinniście znać też stosunek "swój" do Zico w tym scenariuszu.
To tyle z mojej strony. Czekam na wasze opinie ^^



Drogi Zico

Chciałam napisać tych kilka słów, których nie mogłam powiedzieć ci prosto w twarz.
Przede wszystkim chciałam ci podziękować za uczucia, którymi mnie darzyłeś. W tych ciężkich chwilach przyniosły mi wiele otuchy i mimo, że nie czułam wtedy tego samego, byłeś dla mnie naprawdę ważny. Każdy dzień spędzony z tobą był czymś niezwykłym. Z czasem stało się to naszą rutyną i pragnęłam, żeby było tak na zawsze.
Niestety mimo, że chciałeś, żebym swoje ostatnie tygodnie spędziła szczęśliwie, chciałeś spełnić moje wszystkie marzenia, to niestety sielanka nie mogła trwać wiecznie.
Nadszedł czas kiedy mój stan pogarszał się z dnia na dzień i trafiłam do szpitala. Wiedziałam co mnie czeka. Niemal zachowywałam zimną krew, ale czasami zdarzało się, że naprawdę chciałam, żeby to był tylko koszmar. Miałam rodzinę, przyjaciół, miałam ciebie, więc dlaczego? Dlaczego musiałam odchodzić?
Było coraz gorzej, a ty mimo wszystko zawsze byłeś obok mnie. Nieraz wyładowywałam na tobie swoją złość, nieraz płakałam ci w ramię, nieraz musiałeś widzieć jak cierpię, jak zwijam się z bólu. Wtedy mnie to nie obchodziło. Interesował mnie własny ból, a o wszystko zaczęłam obwiniać ciebie, chociaż nie byłeś niczemu winien.
Z czasem zaczęłam czuć się wręcz jak roślinka. Moje koniczyny nie słuchały mnie tak jak kiedyś. Nie mogłam już nic sama robić, a osobą która wtedy była przy mnie, byłeś ty.

To naprawdę bolało.
Zdecydowanie bardziej niż ból cielesny.
Moje serce bolało, kiedy widziałam jak próbujesz powstrzymać swoje łzy, jak próbujesz być silny, żeby nie pokazać mi swoich słabości i tym samym, żeby mnie nie załamać.
Bardzo bolało kiedy w samotności płakałeś nad moim łóżkiem kiedy spałam, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem od ciebie zależna. Wtedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że jesteś moim całym światem.

Czasami zastanawiałam się czy to może nie była kara? Za to, że wcześniej nie zauważyłam twoich uczuć. Z każdym dniem coraz bardziej się obwiniałam i nawet zaczęłam odpychać.

Najgorszy okres przeżywałam, kiedy powiedziałeś o wszystkim Hongkiemu.
Byłam naprawdę wściekła.
Chciałam ochronić go od tego cierpienia, wolałam żeby pamiętał te dobre chwile.
Przyszedł do mnie niemal od razu. Widziałam twoją minę, kiedy mnie czule przytulił. Widziałam jak próbowałeś się opanować i jak z cieniem smutnego uśmiechu opuściłeś pokój.
Hongki chciał mi pomóc, ale ja tego nie chciałam.

Nie chciałam żebyś mnie zostawił. Chciałam być przy tobie do końca swoich dni. Nie rozumiałam wtedy jeszcze, że moje uczucia względem ciebie tak bardzo się zmieniły.

Szczerze… Ja po prostu odrzucałam od siebie tę myśl, że mogę cię kochać.
Tak bardzo żałuję, że nie zrozumiałam tego wcześniej, że nie miałam okazji powiedzieć ci tego wprost.

Zanim skończę mój list, chciałam ci coś powiedzieć. Kiedy go przeczytasz, mnie już zapewne nie będzie na tym świecie i dlatego mam do ciebie prośbę….
Wiem, jak bardzo mnie kochasz…
Twoją miłość czułam w każdym twoim geście względem mnie, w każdej pomocnej dłoni jaką mi dawałeś, w każdym ciepłym słowie pocieszenia….
Proszę cię, nie zapominaj o mnie….
 Wiem moja prośba jej bardzo samolubna. Mimo wszystko chcę, żebyś o mnie pamiętał, o dziewczynie sprzed choroby, o dziewczynie która zachorowała i umarła, ale także o swojej pierwszej miłości.

Mimo mojej prośby nie chcę, żebyś zadręczał się moją śmiercią. Chcę żebyś żył tak jak zawsze.
Znajdź nową miłość, zacznij kochać na nowo, załóż rodzinę. Nie porzucaj życia, ponieważ musisz pamiętać jedno…

Ja zawszę będę z tobą, nie ważne gdzie jestem, ponieważ ja… zawsze będę w twoim sercu.
Saranghae! <3

Twoja _____


~Angel

środa, 17 kwietnia 2013

Pierwszy dzień w szkole ( B.A.P - rozdział 8 )


 

Wielkimi krokami zbliżał się dzień pójścia do szkoły.
- Noona, to już jutro! Cieszysz się? - zapytał Zelo zajadając się swoją ulubioną czekoladą.
- Ta, bardzo - powiedziałaś bez entuzjazmu.
- Może czekoladkę na poprawę humorku? - wyciągnął tabliczkę w twoją stronę.
- Nie dziękuję.
Poszłaś do pokoju i usiadłaś na łóżku. Przed tobą wisiał idealnie wyprasowany mundurek.
- Tak, Jongup się postarał - powiedziałaś pod nosem.
Położyłaś się i zaczęłaś walić pięściami w poduszkę.
- Ja nie chcę! Niee~! - krzyczałaś.
- Czego nie chcesz? - usłyszałaś niski głos Yong Guk'a, który stał w progu.
- Nie nauczyli cię pukać! - warknęłaś na niego.
Chłopak nic nie powiedział tylko podszedł do ciebie.
- Mianhe - powiedziałaś smutnym głosem - Nie chciałam na ciebie krzyczeć.
- Denerwujesz się? - zapytał.
- Nie, wcale. Codziennie idę do nowej szkoły - powiedziałaś sarkastycznie.
- Nie przejmuj się. Każdy z nas to przechodził.
- Tak? - zdziwiłaś się.
- Oczywiście, nawet ja. Pamiętam jak dziś, kiedy wszedłem do nowej klasy. Bardzo się bałem, jednak przyjęli mnie bardzo ciepło - wspominał.
- Ale przecież ja jestem inna - powiedziałaś smutna.
- Wygląd się nie liczy. Liczy się  wnętrze - spojrzał na ciebie i przytulił cię mocno.
- Oppa?! Pójdziecie ze mną, prawda? - zapytałaś pełna nadziei.
Bang rozejrzał się i powiedział cicho.
- Mamy nagranie, ale..
- Oppa. Nie trzeba dam radę - przerwałaś mu.
- Dobrze - chłopak uśmiechnął się - Idź spać. Wcześnie wstajesz - dodał i pocałował cię czule w czoło - Dobranoc.
- Dobranoc Oppa.
Noc była dla ciebie ciężka, ciągle kręciłaś się na łóżku, nie mogłaś zasnąć. Po chwili wstałaś i poszłaś chwiejnym krokiem do kuchni. Nalałaś sobie wody i wróciłaś do pokoju. Nie zauważyłaś, kiedy nastała godzina pobudki. Usłyszałaś przerażający dźwięk swojego budzika. Otworzyłaś oczy i wpatrywałaś się w sufit. Wszystko było lepsze od pójścia do szkoły. W kończy wstałaś, wzięłaś mundurek i poszłaś do łazienki. Wychodząc z niej udałaś się do kuchni.
- Noona! Śniadanie gotowe - zobaczyłaś uśmiechniętego Zelo.
- Komawo - powiedziałaś nadal zaspana.
- O rany! - krzyknął kiedy odwrócił się w twoją stronę - Noona, Co ty masz na głowie?!
- Włosy? - spojrzałaś na niego jak na kretyna.
- Daehyun Hyung! - zawołał.
Drugi brat zjawił się w mgnieniu oka.
- O co chodzi? - zapytał lekko zdyszany.
- Spójrz na jej włosy! - pokazał na ciebie.
- o mój Boże! ___, szybko do salonu! - chłopak chwycił cię za rękę.
Posadził cię na krześle i pobiegł po szczotki i spinki.
- No, teraz się nie ruszaj - powiedział Daehyun i zaczął rozczesywać twoje włosy.
Nagle w pokoju zjawiła się reszta braci.
- Co tu się wyrabia? - zapytał Bang.
- Hyung robi "Operacja stylówa" - zażartował Zelo.
- Tada! Teraz wyglądasz lepiej - powiedział Daehyun po 20 minutach bawienia się w stylistę.
- Omo! Yeoppo! - zachwycił się Himchan.
- Dobra, dobra. Do szkoły! Już! - przerwał Youngjae.
Chwyciłaś torbę i wyszłaś z domu, nawet nie zdążyłaś zobaczyć co brat wyrobił na twojej głowie. Na dole czekał na ciebie menager Kim, stał przy białym samochodzie osobowym. Wsiadłaś i pojechaliście do szkoły. Bardzo się stresowałaś, nie wiedziałaś czego masz się spodziewać. Patrzyłaś przed siebie i rozmyślałaś. Po 30 minutach zatrzymaliście się przed wielkim budynkiem. Wyglądał na bardzo stary, zbudowany był z czerwonej cegły, a cała wschodnia część obrośnięta była bluszczem. Na samą myśl, że to twpja nowa szkoła dostawałaś gęsiej skórki.
- Przyjadę po ciebie jak skończysz lekcje - powiedział menager i podał ci twoją torbę.
Przełknęłaś głośno ślinę i spojrzałaś w stronę mężczyzny. Ten wykonał gest "Hwaiting" i odjechał. Czułaś jak strach przed nowym cię paraliżuje. Mimo to znalazłaś w sobie siłę i powolnym krokiem weszłaś do budynku. Przy wejściu czekała na ciebie kobieta.
- Witaj ___ w naszej szkole - powiedziała przyjaznym głosem.
- Dzień dobry - odpowiedziałaś rozglądając się.
Byłaś bardzo zaskoczona tym, że szkoła z zewnątrz wygląda przerażająco, a w środku to istny pałac. Na korytarzach znajdowały się fotele i stoliki, na których stały porcelanowe filiżanki.
- Chodź - powiedziała nagle - Zaprowadzę cię do twojej klasy - dodała i ruszyła w głąb budynku, a ty za nią.
Po chwili dotarłyście przed wielkie, pięknie zdobione drzwi. Azjatka chwyciła za klamki i otworzyła je. W sali panowała niepokojąca cisza. Podeszłaś za kobietą do jej biurka.
- To jest ___, będzie się z wami od dziś uczyć - zwróciła się do klasy - ___, usiądź tu przy oknie - powiedziała do ciebie.
Nieśmiało usiadłaś w wyznaczone miejsce i przygotowałaś się do lekcji.
Zajęcia z matematyki skończyły się i nadszedł czas na przerwę obiadową. Stałaś na korytarzu i nie wiedziałaś co robić, dokąd iść. Nagle podeszła do ciebie dziewczyna. Miała długie czarne włosy, bladą cerę i delikatne rumieńce.
- Cześć. Jestem Hana. Może oprowadzić cię po szkole? - powiedziała słodkim głosem.
- Tak, byłoby miło.
Dziewczyna ruszyła, a ty za nią. Chodziłaś po wszystkich piętrach i nie mogłaś wyjść z zachwytu. Po chwili skręciłyście w ciemny, wąski korytarz.
- A teraz słuchaj mnie ___ - odezwała się Hana i spojrzała na ciebie spod łba - Nie pasujesz tutaj! Wynoś się biedaku! - krzyknęła.
To juz nie była ta sama dziewczyna, która zaproponowała ci zwiedzanie szkoły. Teraz jej spojrzenie było zimne, stała na przeciwko ciebie i patrzyła z pogardą. Zacisnęłaś pięści, musiałaś to przeczekać. Chociaż bardzo chciało ci się płatać, powstrzymywałaś łzy. Musiałaś byś silna. Dziewczyna niespodziewanie wzięła zamach ręką, była wściekła i chciała cię uderzyć. Przerażona zamknęłaś oczy, chciałaś mieć to już za sobą, dlatego postanowiłaś się nie bronić. Nagle usłyszałaś jak Hana upada na podłogę.
- I żeby mi to było ostatni raz! - powiedział jakiś chłopak.
Otworzyłaś powoli oczy i zobaczyłaś przed sobą przystojnego szatyna. Włosy ułożone miał w artystycznym nieładzie, luźny krawat pod szyją dodawał mu uroku.
- Jestem Ricky - powiedział i wyciągnął dłoń.
- A ja ___ - podałaś swoją.
- Ach... Ta... Ty jesteś ta nowa?
- "Nowa" Przerażające stwierdzenie - oznajmiłaś i spojrzałaś w jego stronę.
- Chodź odprowadzę cię, zaraz zacznie się lekcja.
- Ricky! - krzyknęłaś.
- Tak? - zapytał lekko zaskoczony.
- Komawo - powiedziałaś pod nosem
- Co? Nie dosłyszałem - nachylił się w twoją stronę.
- Komawo - powtórzyłaś zawstydzona.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się i pogładził cię po głowie. W milczeniu szliście do sali.
- Tu mam lekcje - oznajmiłaś zatrzymując się pod salą 12A .
- Świetnie! Ja mam obok - oznajmił uradowany.
- To do zobaczenia na następnych przerwach - dodał szybko i pobiegł do swojej klasy.
- Aww! Pierwszy dzień w szkole, a ty wyrywasz najlepszy towar - krzyknęła do ciebie Krystal.
- Ta~ - mruknęłaś pod nosem.
Tak jak powiedział Ricky, każdą przerwę spędzaliście razem. Hana stała i obserwował was z boku. Przy nim czułaś się bezpiecznie, jednak bardziej chciałaś, żeby był przy tobie Yong Guk. Zajęcia dobiegły końca, wyszłaś ze szkoły i szukałaś wzrokiem białego samochodu, którym przyjechałaś. Jednak przed samą bramą czekała na ciebie niespodzianka. Z dużego czarnego vana wysiedli twoi bracia.
- Noona! - krzyknął Zelo i mocno cię przytulił.
- Jak było w szkole? - zapytał Daehyun.
- Fantastycznie - starałaś się powiedzieć to przekonująco, nie chciałaś wspominać o tym incydencie z Haną.
- O... To twoje koleżanki? Witajcie! - pomachał do tłumu Himchan.
Dziewczyny, które były na placu zaczęły piszczeć i machać do chłopaków.
- Omo! Co oni tu robią? - pytały jedna drugą.
- Jak wam się pracowało z naszą siostrą? - zapytał Youngjae i podszedł do ciebie.
- Więc to jest ich siostra - usłyszałaś głos Hany.
Kiedy twoi bracia pożegnali się z fankami, wsiedli do samochodu i wróciliście razem do domu. W drodze powrotnej bracia zadawali ci mnóstwo pytań, a każda twoja odpowiedź kończyła się na Rickim.

~Dżasta

wtorek, 16 kwietnia 2013

Zakupy (U-KISS - rozdział 2)




Każdy z chłopców przedstawił ci się i przyszła kolej na ciebie. W międzyczasie Tomasz wyszedł z mieszkania, zostawiając cię pod ich opieką.
- Annyeonghaseyo, jestem _____! – powiedziałaś nieśmiało.
- Ah jest taka słodka. – powiedział Soohyun i uszczypnął Hoona stojącego obok. Lekko się zarumieniłaś z powodu komplementu.
- Ile masz lat? – spytał najmłodszy.
- 19.
- Jesteś w moim wieku? – ucieszył się. – A który miesiąc?
- Maj.
- Ah! Więc jesteś moją Nooną! Mogę tak do ciebie mówić?
- Jasne. – powiedziałaś bez zastanowienia.
- Do nas możesz mówić Oppa. Jeżeli chcesz oczywiście. – uśmiechnął się Eli.
- Do mnie też możesz! – krzyknął Dongho i założył kilka kosmyków włosów za ucho.
- Aaaaa! – krzyknął nagle Kevin. – Obiad!
Razem z maknae pobiegli do kuchni i zajęli się „garami”. Reszta chłopców zaprosiła cię do stołu. Usiadłaś obok Kiseopa, który nie spuszczał z ciebie wzroku, aż zaczęłaś się zastanawiać, czy nie masz czegoś na twarzy. Po chwili z tych myśli wyrwali cię domowi „kucharze”, stawiając na stole masę naczyń z jedzeniem. Wyglądało tak smakowicie, że aż otworzyłaś usta z zachwytu. Uśmiechnęłaś się kiedy Kevin usiadł obok ciebie i nałożył ryżu do twojej miski.
- Częstuj się. – powiedział i uśmiechnął się szeroko.
Wszyscy patrzyli na ciebie z wyczekiwaniem. Wzięłaś pałeczki i chwyciłaś nimi kawałek mięsa, a następnie trochę ryżu.
- Ymm pyszne. – uśmiechnęłaś się, a wszyscy odetchnęli z ulgą i przyłączyli się do jedzenia.
Najbardziej cieszył się Kevin, który tłumaczył co za dania przygotowali. Namawiał cię do zjedzenia kimchi i tak też zrobiłaś. Bardzo ci zasmakowało. Po posiłku zaprowadził cię do pokoju wraz z Dongho. Twoja nowa sypialnia była większa niż ta w Polsce. Ściany były koloru brzoskwiniowego, miałaś duże łóżko z baldachimem, obok małą szafkę nocną, dalej biurko, szafę i komodę.
- Tu serio mieszkał menadżer? – zapytałaś zdziwiona.
- Tak, ale wszystkie jego rzeczy, w tym meble, zostały wyniesione i zastąpione nowymi. – powiedział Kevin.
- Podoba ci się prawda Noona?! – spytał Dongho.
- Jest śliczny.
- Spadajcie stąd. – powiedział Eli, wchodząc do pokoju i ciągnąc za sobą Kevina i Dongho wyszedł. Po chwili jednak wrócił.
- Odpocznij teraz. Na pewno jesteś zmęczona.
- Nie trzeba. Jest dopiero po 12, nie chcę przespać całego dnia.
- To przynajmniej z dwie godzinki. Obudzę cię ok? – uśmiechnął się, a ty skinęłaś głową.
Wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi, a ty położyłaś się do łóżka i niemal od razu zasnęłaś.
Nagle poczułaś jak ktoś lekko szturcha twoje ramie.
- _____ pobudka. _____.
Otworzyłaś lekko lewe oko i zobaczyłaś uśmiechniętego różowowłosego, który nachylał się w twoją stronę. Zarumieniłaś się, ponieważ był naprawdę blisko.
- Oh już wstałaś. – odsunął się trochę, ale nadal był dość blisko ciebie.
Speszona przesunęłaś się na łóżku, a on widząc twoją reakcję wyprostował się. Po chwili wystawił rękę, a ty ochoczo przyjęłaś jego pomoc i wstałaś z łóżka. Puściliście swoje ręce i chwilę staliście w ciszy. Eli uśmiechnął się, kiedy ziewnęłaś i poprawił twój nieład na głowie.
- No teraz możesz iść.
Weszliście do salonu, gdzie chłopcy ubierali się.
- _____ idziemy do sklepu. Chcesz iść z nami? – spytał AJ.
Skinęłaś głową i razem z Eliem zaczęliście się ubierać. Chwilę później dotarliście do pobliskiego marketu. W środku rozdzieliliście się na dwie grupy. Dongho, Kevin, Hoon i Soohyun poszli na dział mięsny, a ty wraz z Eliem, Kiseopem i AJ’em na dział warzywno – owocowy. Kevin podał ci listę zakupów.
- Nie ufaj im, szczególnie Jaeseopowi, nie gódź się na nic spoza listy chyba, że ty masz na to ochotę. – uśmiechnął się i wtedy rozdzieliliście się, idąc każdy ze swoją grupą.
Przez cały czas AJ gadał jak najęty, powtarzając w kółko, że chłopcy robią dobra jedzenie, ale wolałby jechać do domu i coś zjeść. Eli czasami wskazywał ci gdzie co jest, w razie czego jakbyś chciała sama tu przyjść. Kiseop natomiast szedł w ciszy, patrząc gdzieś w przestrzeń. Od czasu do czasu zmierzył AJ’a wzrokiem słysząc jego komentarze na temat gotowania.
Kiedy dotarliście do odpowiedniego działu Jaeseop niemal natychmiast rzucił się w stronę truskawek. Spojrzałaś na listę zakupów i zaczęłaś szukać pierwszej wymienionej rzeczy. Eli poszedł na tobą i pomógł wybierać ci pomidory. Kiseop podszedł do AJa i trzepnął go w głowę, po czym ciągnąc go za rękę, podeszli do was.
- Co jeszcze trzeba kupić? – zapytał Kiseop nie puszczając ręki rapera. Zerknęłaś na kartkę.
- Pięć pomarańczy, sałatę… - chciałaś wymieniać dalej, ale ci przerwał.
- Zajmiemy się tym, a wy resztą. – powiedział i poszedł ciągnąc za sobą kolegę. Zmarszczyłaś brwi.
- Nie przejmuj się nim. On tak ma na początku. Do wieczora mu przejdzie. – pocieszył cię różowowłosy.
Pokiwałaś głową i wróciłaś do wybierania pomidorów, po chwili włożyłaś je do koszyka i wyciągnęłaś karteczkę, żeby zobaczyć co jeszcze musicie kupić. Nagle Eli wychylił się przez twoje ramię, aby zobaczyć co jest na liście. Poczułaś jego ciepły oddech na policzku, aż przeszedł cię dreszcz i zarumieniłaś się. Na szczęście chłopak się odsunął i łapiąc cię za rękę zaciągnął do jabłek.
- Nigdy nie wiem które wybrać. Więc zdaję się na ciebie. – uśmiechnął się.
Nadal nie puścił twojej ręki, więc popatrzyłaś na niego i nieśmiało wyrwałaś ją z uścisku, po czym przyjrzałaś się owocom. Wybrałaś kilka czerwonych jabłek i włożyłaś do koszyka. Po znalezieniu wszystkich rzeczy z listy poszliście na dział z nabiałem i tam spotkaliście resztę zespołu.

~Angel