środa, 2 kwietnia 2014
Ananas? (L - INFINITE)
niedziela, 30 marca 2014
Gwiazda (T.O.P - BigBang)
Miłosza poznałaś lecąc do Korei. Ty leciałaś po nowe doświadczenia zawodowe w związku z awansem w pracy, a on chciał rozpocząć nowe, lepsze życie w nowym kraju. Początkowo miałaś mieszkanie z pracy, więc zapewniono ci start. Chłopak go nie miał, więc zaproponowałaś, że przez jakiś czas może zamieszkać u Ciebie. Z każdym dniem wspólnego mieszkania zbliżaliście się do siebie, aż w końcu zostaliście parą, a potem Miłosz ci się oświadczył. Przyjęłaś go bez żadnego zastanowienia, ponieważ go kochałaś. Miłosz przez długi czas nie mógł znaleźć pracy, więc to ty utrzymywałaś waszą dwójkę, ale z Twoimi wysokimi zarobkami mogłaś sobie na to pozwolić. Ufałaś mu, ale jednak założyłaś dla swoich oszczędności oddzielne konto. W razie wypadku nie chciałaś zostać na lodzie. Przezorny zawsze ubezpieczony jak mawia Twoja mama.
Byliście ze sobą już dwa lata i mogłaś powiedzieć, że byłaś szczęśliwa. Zdarzały się Wam czasami ciche dni, ale byliście dość zgodną para i szybko dochodziliście do porozumienia. Jeszcze w Polsce dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży jednak nie powiedziałaś nic rodzicom. Mogłaś przypuszczać, że gdyby się tylko dowiedzieli o dziecku zmusiliby Cię do natychmiastowego ślubu, a tego nie chciałaś.
-Przepraszam bardzo! - ukłoniłaś się przestraszona.
-Nic się nie stało – przed Tobą stał przystojny Koreańczyk około trzydziestki.
-Na pewno? Powinnam uważać – ukucnęłaś, żeby pomóc mężczyźnie zebrać dokumenty, które przez zderzenie z Tobą rozsypał.
-Proszę się nie martwić – uśmiechnął się – Jestem dużym i dobrze zbudowanym chłopcem – odparł, no co roześmiałaś się – Porozmawiałbym dłużej, ale spieszę się na samolot. Do zobaczenia mam nadzieję – posłał ci uśmiech, po czym oddalił się szybkim krokiem.
* * *
-Pewnie, że tak – ucieszyła się na Twój widok – Jak było u rodziców? Przyjeżdżasz najpierw do mnie? Miłosz nie odebrał Cię z lotniska? - zadawała masę pytań.
-Widziałam go dwa dni temu w sklepie. Mówił, że rozmawiał z Tobą i że masz się dobrze – oznajmiła Ci.
Nie dawało Ci to spokoju. Nie wiedziałaś co o tym wszystkim myśleć, przecież Twój narzeczony okłamał Soo Won.
-Myślę, że powinnaś wziąć prysznic i się przebrać – powiedziała dziewczyna – musimy przemyśleć to na spokojnie. W międzyczasie zadzwonię do Seung Hyuna i powiem, że nocujesz u nas. Przy okazji może coś doradzi – powiedziała, z czym się zgodziłaś. Byłaś bardzo zmęczona. Musiałaś teraz o siebie dbać, bo nawet jeśli wyobrażałaś sobie najgorsze scenariusze to musiałaś dbać o siebie dla tego maleństwa, które rozwija się w Tobie.
* * *
-Nie drwij proszę cię – odparła z uśmiechem.
-Nie jestem pewna czy mogę Ci powiedzieć. Tak w sumie nasz związek jest trochę w tajemnicy, bo Seung Hyun, a właściwie Seungri jest piosenkarzem – oznajmiła Twoja przyjaciółka, czekając na Twoja reakcję.
-Yah! Dlaczego mi o tym mówisz dopiero teraz?
-Nie pytałaś wcześniej – pokazała Ci język.
-Fakt mój błąd. No dobra, ale co ci powiedział ten Romeo?
-Teraz są z zespołem w Japonii, ale wracają pojutrze, więc do tego czasu możesz tu zostać, potem coś wymyślimy i przede wszystkim pójdzie z nami do Twojego mieszkania zobaczyć, o co chodzi. Stwierdził, że lepiej byłoby, gdybyśmy same tam nie szły – powiedziała.
-Skoro tak ma być lepiej – odparłaś – Dobrze, że mam jeszcze urlop – westchnęłaś – Mogę iść się położyć?
-Pewnie, że tak, chodź za mną – dziewczyna zaprowadziła Cię do sypialni – Niestety to jednopokojowe mieszkanie, a ja nie mogę pozwolić, żebyś spała na kanapie, dlatego śpisz tutaj.
-Jesteś kochana, ale łóżko jest duże. Twój Romeo nie obrazi się, jeśli raz będziesz spała ze mną?
-No ja nie wiem – powiedziała poważnym tonem, aby po chwili się roześmiać.
-Mogę Ci zadać pytanie?
-O co chodzi?
-Daj posłuchać jak śpiewa zespół Twojego Romeo?
* * *
-Co jest?
-Jak skończysz sprawę z tym pacanem, który nadal się do Ciebie nie odezwał weź się za Seung Hyuna.
-On ma takie same imiona jak Twój Romeo?
-Zbieg okoliczności – zaśmiała się – Nazwiska mają inne. Mówią na niego T.O.P – poinformowała Cię.
Siedziałyście jeszcze chwilę w salonie, kiedy usłyszałyście jak ktoś otwiera drzwi. Twoja przyjaciółka automatycznie wyruszyła, żeby przywitać ukochanego, a ty postanowiłaś im nie przeszkadzać. Zostałaś więc w salonie.
-Wszyscy przyszliście? Jak miło – usłyszałaś głos przyjaciółki, a potem kilka śmiechów. Seungri z pewnością nie przyszedł sam. Popatrzyłaś na swoje ubranie. Po obejrzeniu go stwierdziłaś, że możesz pokazać się w nim ludziom. Właściwie miała cichą nadzieję, że dane będzie ci porozmawiać z mężczyzną, który Cię tak zaintrygował – No chodźcie poznacie moją przyjaciółkę.
Do salonu weszło pięciu mężczyzn.
-Wiedziałem, że się jeszcze zobaczymy – oznajmił T.O.P.
-To wy się znacie?
-Krótko i nieprawda – machnęłaś ręką – To który to Twój Romeo?
-Jestem Seungri – chłopak wyciągnął rękę w Twoim kierunku, odwzajemniłaś uścisk.
-A ja ___ Miło mi Cię poznać. I dziękuję za możliwość pomieszkania tutaj.
-Właśnie musimy dowiedzieć się, o co chodzi kolesiowi – powiedział odważnie Maknae.
-Może daj się najpierw zapoznać? - powiedział z wyrzutem Ji Yong, którego poznałaś ze zdjęć, które pokazała ci dziś przyjaciółka.
Pozostali przedstawili Ci się, a ty byłaś ciekawa, dlaczego oni wszyscy przyjechali tu dzisiaj.
-Jesteście głodni? - zapytała Soo Won.
-Tęskniłem za Twoją kuchnią – odezwał się Taeyang.
-Tak w sumie ja przyjechałem tu tylko po to – odezwał się Ji Yong.
Twoja przyjaciółka jęknęła i poszła do kuchni. Nie chciałaś zostać z nimi sam na sam, więc postanowiłaś pomóc przyjaciółce. Niestety niedane ci było dokończyć, ponieważ wszystkie zapachy z kuchni tak pobudziły Twój żołądek, że zebrało Cię na mdłości. Szybko pobiegłaś więc do łazienki. Przypuszczałaś, że to właśnie jedne z pierwszych objawów ciąży.
-Wszystko w porządku? - usłyszałaś, gdy tylko wyszłaś z toalety – Soo Won się zmartwiła, ale nie mogła dopuścić do spalenia ich obiadu – popatrzyłaś na rozmówcę, którym okazał się Seungri.
-To po prostu … - biłaś się z myślami czy mu powiedzieć – Źle się poczułam – powiedziałaś.
-Tak nagle? - przed Tobą zjawiła się przyjaciółka i razem ze swoim chłopakiem patrzyła na Ciebie wyczekująco. Rozejrzałaś się czy żaden z chłopaków przypadkiem nie podsłuchuje. Nie chciałaś by o tym wiedzieli.
-Spokojnie, dopóki nie zjedzą wszystkiego nie ruszą się z salonu – poinformowała i wciągnęła Cię do sypialni.
-No, bo ja jestem w ciąży – powiedziałaś i spuściłaś głowę, a pierwsze łzy zaczęły wypływać z Twoich oczu. Poczułaś jak ktoś Cię przytula.
-Poradzimy sobie jakoś – powiedziała Soo Won – Najpierw musimy pójść zobaczyć co się dzieje z Miłoszem. Spakujemy Twoje rzeczy i znajdziemy ci inne mieszkanie. Nie wrócisz do niego nie ważne co by się działo.
-On wie o tym, że będzie ojcem? - odezwał się Seungri.
-Ja też chciałabym mieć to za sobą – odezwałaś się.
-A ty czemu zostałeś? - zapytała starszego Twoja przyjaciółka.
Nie odpowiedział. Po prostu położył się na kanapie.
-Yah! Hyung co ty robisz? Musimy zaraz wyjść, a przecież nie zostawimy Cię samego tutaj.
-To pójdę z Wami – mężczyzna powoli wstał – Nie chce mi się siedzieć samemu w domu.
Para spojrzała na Ciebie z lekką obawą, na co wzruszyłaś ramionami.
* * *
Dałaś klucze Seungriemu, a sama próbowałaś dodzwonić się do Miłosza, ale ten cały czas nie odbierał.
-Zamki są zmienione – powiedział piosenkarz.
-Pójdę do nadzorcy bloku i zapytam, o co chodzi – westchnęłaś.
-Hyung idź z nią – polecił starszemu Seungri – przydaj się na coś.
-O co tak właściwie chodzi – zapytał, gdy już oddaliliście się trochę – Nie chcę być wścibski - dodał szybko.
-Sama chciałabym wiedzieć, o co chodzi – westchnęłaś – Dzień dobry panu! - ukłoniłaś się nadzorcy bloku – Wie pan, zgubiłam klucze od mieszkania podczas pobytu u rodziców, a mojego narzeczonego nie ma w domu. Mogłabym się jakoś dostać do mieszkania?
-O dzień dobry panience – mężczyzna uśmiechnął się – Tutaj są klucze, ale to dziwne, że nikt nie otwiera. Pański narzeczony jakąś godzinę temu wrócił do domu z jakąś młodą dziewczyną.
-Dziękuję – uśmiechnęłaś się, wzięłaś klucze i ruszyłaś przed siebie.
-Muszę doprowadzić to do końca – oderwałaś się od mężczyzny trochę zarumieniona i ruszyłaś w stronę mieszkania.
Tym razem z otworzeniem drzwi nie było problemu. Wchodząc do mieszkania ujrzałaś mnóstwo porozrzucanych ubrań, a z sypialnie usłyszeliście dochodzące ciche jęki. Twoje oczy ponownie się zaszkliły, a wtedy poczułaś przyjemny, ciepły uścisk dłoni. Podniosłaś wzrok i zobaczyłaś T.O.P, który posyłał Ci pokrzepiający uśmiech.
-Zrobię to sama – oznajmiłaś przyjaciołom i podeszłaś do drzwi sypialni, w której spałaś jeszcze ponad tydzień temu razem z narzeczonym. Otworzyłaś drzwi i zacisnęłaś ręce w pięści. Miłosz tulił jakąś Koreankę do swojego boku i powtarzał jak bardzo ją kocha.
Miłosz zaczął patrzeć na Ciebie niepewnym wzrokiem.
-Ale kochanie... - odezwał się po polsku – To nie tak jak myślisz!
-A jak? Co mam myśleć, że widzę Cię z tą dziewczyną w naszym łóżku nagich, a ty powtarzasz jeszcze jak ją kochasz dałbyś spokój. Zapamiętaj, że z dniem dzisiejszym jesteś dla mnie i mojego dziecka skończony. Dla nas nie istniejesz! Sama poradzę sobie w wychowaniu go. Bez Twojej pomocy!
-Kochanie proszę Cię nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie – jęczał Miłosz – To wszystko nie tak jak myślisz ona mnie szantażowała.
-Mamy w to uwierzyć? – odezwała się Twoja przyjaciółka – Dziwi mnie, dlaczego ty w ogóle tu jeszcze jesteś.
-Kocham ___ i radziłbym Ci się nie mieszać w nasz związek – odezwał się do Soo Won i już chciał ją spoliczkować, gdyby nie ręka jej chłopaka, którą powstrzymał Twojego byłego już narzeczonego.
-Nie kochałeś mnie, kochałeś tylko moje pieniądze – oznajmiłaś, zamykając walizkę – I nigdy więcej nie podnoś ręki na moich przyjaciół – sama go spoliczkowałaś, po czym wyszłaś z sypialni, a następnie z mieszkania.
-Daj poniosę to – odezwał się T.O.P i bez czekania na jakąkolwiek zgodę zabrał od Ciebie walizkę.
* * *
-W sumie to ja mam wolne dwa pokoje – odezwał się starszy – I tak stoją puste, więc mogłabyś tam zamieszkać.
-Nie chcę robić problemu – odezwałaś się.
-Ale to jest bardzo dobry pomysł. W Twoim stanie lepiej będzie jeśli nie będziesz mieszkała sama – odezwała się Twoja przyjaciółka – A jak chłopaki będą wyjeżdżać to ja będę do Ciebie wpadała.
* * *
Od piątego miesiąca ciąży pracowałaś w domu. Szef był bardzo wyrozumiały i stwierdził, że nie może stracić tak dobrego pracownika, dlatego wszystkim zarządzałaś z mieszkania.
Z Choi Seung Hyunem mieszkało ci się bardzo dobrze, miałaś odłożone pieniądze, więc bez problemów znalazłabyś coś dla siebie, ale kiedy tylko poruszałaś ten temat chłopak dzwonił do Twojej przyjaciółki, która wybijał ci z głowy ten pomysł, śmiałaś się z niej, że powinna zostać terrorystką. Nigdy Ci niczego nie brakowało. Zawsze Cię rozpieszczał. Nie, nie byliście razem, ale chciałabyś, że on pokochał Cię tak jak ty jego. Jednak nie mogłaś sobie na to pozwolić z powodu jego kariery. Gdybyś nie była w ciąży może by to wyszło, ale to nawet nie jest jego dziecko. Mężczyzna poświęcał Ci mnóstwo czasu. Wychodziliście na spacery po parku, który był po przeciwnej stronie ulicy, spędzał z Tobą każdą możliwą chwilą. Nie padły między Wami żadne obietnice, ale kiedy po prostu Cię przytulał czułaś się szczęśliwa i bezpieczna. Dość długo zajęło mu przełamanie muru, który wybudowałaś po zdradzie Miłosza. Jednak teraz byłaś silniejsza i bogatsza w nowe doświadczenia.
Tamto mieszkanie sprzedałaś, nie miałaś pojęcia co teraz robił Miłosz. Nie chciałaś go znać, a Twoje dziecko nie potrzebuje takiego ojca.
-Och to dzisiaj – delikatnie podniosłaś się z kanapy.
-Ostrożnie – moment później znalazł się przy Tobie.
-Nie musiałeś – wskazałaś na kwiaty – Ale dziękuję – przytuliłaś się do niego.
-Wiesz, że po prostu chciałem. Seungri dzwonił i powiedział, że przyjdą wieczorem z Soo Won.
-Bo chciałbym, żebym był jedyną gwiazdą, na którą patrzysz – odezwał się cicho, po czym delikatnie wplótł palce w Twoje włosy i przysunął się do Ciebie, a po chwili czułaś jego wargi na swoich. Nie odepchnęłaś go, choć wiedziałaś, że powinnaś. Nie chciałaś niszczyć mu życia, a tak się zapewne stanie, jeżeli fanki dowiedzą się, że jesteście razem, a w dodatku ty jesteś w ciąży, a to nie jego dziecko.
-Ja. Ja też Cię kocham, ale Seung Hyun ty jesteś gwiazdą, a ja w ciąży i to nie jest Twoje dziecko.
-Myślę, że teraz największym problemem będą Twoi rodzice – odezwał się niepewnie.
-Co ty wykombinowałeś?
-Rozmawiałem z Twoim bratem. Kupiłem im bilety i zaprosiłem tutaj. Soo Won i Seungri odbiera ich z lotniska.
-To mój ostatni dzień życia – jęknęłaś.
-Jestem przy Tobie, więc nic ci się nie stanie – przytulił Cię.
-Ale co z Twoją karierą? - dalej się martwiłaś.
-Jestem w tej branży kilka dobrych lat. Myślę, że to najwyższy czas bym się ustatkował i założył rodzinę – oznajmił – A ty jesteś jak najbardziej odpowiednią do tego osobą – uśmiechnął się.
* * *
-Wszystko będzie dobrze piękna. Jestem obok – pocałował Cię w czoło.
Chwilę później weszli do salonu. Twoja mama jak Cię zobaczyła prawie zemdlała. Brat nie był zaskoczony. Ojciec natomiast kiwał twierdząco głową.
-Kochanie usiądźmy i wysłuchajmy co mają do powiedzenia – oznajmił Twój ojciec. Dziękowałaś w duchu, że był on osoba zawsze spokojną, co w stosunku do porywczego charakteru mamy było zabójcze.
-O czym mamy rozmawiać? Nasza córka będzie miała nieślubne dziecko z jakimś Koreańczykiem, a ty mówisz, żebyśmy ich słuchali?
-Mamo – jęknęłaś – Proszę.
-To może ja opowiem – odezwała się Twoja przyjaciółka - ___ opowiedziała mi całą historię, więc nie powiem nic co będzie kłamstwem- zapewniła.
-Przepraszam Cię dziecko. Nie powinnam tak pochopnie oceniać sytuacji.
-Mamo nic się nie stało. Przecież wiesz, że nie zrobiłbym nic głupiego.
-Yay! Siostra a myślałem, że to ze mnie niezłe ziółko – odezwał się Twój brat – I niezła jazda wyszła. Będę wujkiem.
-Te młody nie pozwalaj sobie – upomniałaś go, na co on się zaśmiał.
-Tak swoją droga to moje błogosławieństwo macie. Niezły ten koleś – wskazał głową na Twojego chłopaka, który nie wiedział, o co chodzi, więc przetłumaczyłaś mu słowa brata, no co się zaśmiał.
-Nie płacz piękna – ucałował Cię w kącik ust.
-To po prostu najpiękniejsze urodziny w moim życiu – szepnęłaś.
-W przyszłości będzie jeszcze lepiej – powiedział.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki – zarządziła Twoja przyjaciółka.
czwartek, 27 marca 2014
Niedzielny kierowca (Eunkwang - BTOB)
wtorek, 18 marca 2014
Powód ( E. Den - LC9)

- Yoboseyo? - odebrałaś z lekką niepewnością – Przepraszam, że odbieram ten telefon, ale znalazłam go na parapecie w szkole i nie wiem do kogo należy.
- Nic się nie stało dziecko – po drugiej stronie usłyszałaś ciepły, kobiecy głos – Ten dzieciak mnie wykończy. I tak rzadko chodzi do tej szkoły – mówiła do siebie – Czy mogłabyś mi odnieść ten telefon? - zapytała.
- Nie ma problemu. Za godzinę kończę lekcje.
Kobieta podała Ci adres, a ty pobiegłaś na lekcje, gdyż i tak byłaś już spóźniona.
- Przepraszam za spóźnienie – ukłoniłaś się nauczycielowi wchodząc na lekcję.
Wasza ogólna relacja była dość burzliwa. Nie zdarzyło się byście doszli do porozumienia. Aczkolwiek ci dwaj tylko z nielicznymi ze szkoły byli blisko. Zazwyczaj się po prostu wywyższali, a niektóre dziewczyny zniżały się do takiego poziomu traktowania ze względu na ich wygląd i sławę, gdyż należeli oni do jednego z koreańskich zespołów – LC9.
Musiałaś się przyznać, że mimo dość niemiło zachowania chłopaka względem Ciebie ty też należałaś do dziewczyn, które wzdychały do Jaedyn'a jednak robiłaś to po cichu. Miałaś jeszcze trochę rozumu w głowie i swoją dumą, która nie pozwalała Ci być traktowaną jak śmieć, a tak zazwyczaj chłopak traktował dziewczyny.
Usiadłaś w swojej ławce obok przyjaciółki. Z -_-_- przyjaźnisz się od małego, a wszystko przez waszych rodziców, którzy razem studiowali. Była ona Twoją przyjaciółką i siostrą jednocześnie. I tylko ona znała Twoje wszystkie sekrety.
- Co się stało? - zapytałaś cicho.
Nie odpowiedziała Ci, bo rozległ się głos nauczyciela.
- Panowie jak tak dalej pójdzie to albo ponownie będziemy widzieć się w ostatniej klasie, ewentualnie w tej szkole się już nie zobaczymy.
- A może mamy być tak przykładni, jak nasza pani przewodnicząca? – spokojny przepełniony ironią głos E. Den'a rozległ się po klasie.
- Myślę, że nawet nie powinieneś porównywać się do ____ - odezwała się Twoja przyjaciółka – Nawet nie sięgasz jej do pięt – byłaś jej wdzięczna, że stanęła w Twojej obronie. Ty mogłaś powiedzieć o kilka słów za dużo, a potem żałowałabyś tego.
Widziałaś, że J-Hyo chce coś dodać, ale nie pozwolił u na to nauczyciel.
Wstałaś z miejsca i po wyjściu z sali podziękowałaś przyjaciółce, która machnęła tylko ręką i pobiegła tłumacząc się dodatkowymi zajęciami. Ty udałaś się do swojej szafki, gdzie schowałaś niepotrzebne książki i wyszłaś ze szkoły.
* * *
Mieszkanie było przestronne i ładnie urządzone. Kobieta zaprowadziła Cię jak przypuszczałaś do salonu, po czym zniknęła. Usiadłaś, z chwilę później wróciła ona z ciastem i herbatą.
- Nie trzeba było – uśmiechnęłaś się niepewnie.
- Jak to nie trzeba było? Znalazłaś telefon tego rozrabiaki. Ja to się z nim mam.
- Ano właśnie telefon – otworzyłaś torbę i wyjęłaś z niego zgubę.
Kobieta podziękowała Ci bardzo, po czym zaczęłyście rozmawiać. Więcej mówiła Ahjumma opowiadając o swoim synu, między wierszami narzekając. Dziwiłaś się, jak dobrze o nim mówiła, mimo że zachowywał się on czasami dosyć buntowniczo. Chodź kobieta powtarzała, że to dobre dziecko, które trochę zgubiło drogę.
- Jestem mamo – usłyszałaś znajomy głos – Mam nadzieję, że nie dzwoniłaś, bo zgubiłem gdzieś telefon.
- Jestem w salonie – odparła kobieta – nie wiem czy się znacie z moim synem, ale jeśli nie to poznacie – uśmiechnęła się.
Chłopak wszedł do salonu, a ty popatrzyłaś na niego z lekkim strachem. Tak to był obiekt Twoich westchnień i wróg zarazem – E. Den.
Kolejnego dnia obudziłaś się z gorączką i katarem.
- Bądź tu dobry dla ludzi – warknęłaś pod nosem robiąc sobie herbatę.
Stwierdziłaś, że nic się nie stanie, jeżeli nie pójdziesz do szkoły. Rodzice wyszli już do pracy, więc powiesz im wieczorem, że nie było Cię w szkole. Wolałaś odpuścić sobie jeden dzień, kiedy choroba jeszcze się nie rozwinęła niż leżeć potem w łóżku przez tydzień.
* * *
Pewnym krokiem weszłaś do szkoły i skierowałaś się w stronę swojej szafki, z której wyjęłaś książki, po czym udałaś się do sali. Przywitałaś się z klasą, po czym rozpoczęłaś rozmowę z kilkoma koleżankami. Stałaś tyłem do drzwi, więc nie zauważyłaś, gdy do klasy wszedł Jaedyn, który zauważając Cię przy jednej z ławek podszedł do Ciebie i chwycił z nadgarstek wyprowadzając z sali. Szarpałaś się jednak sprawiało Ci to ból, więc przestałaś.
- Zaraz wracam – powiedział i zniknął.
- No chyba to jakieś żarty – prychnęłaś pod nosem i już chciałaś wychodzić, kiedy przed Tobą pojawił się chłopak z kwiatami.
Zaniemówiłaś. Nie wiedziałaś jak się zachować, co zrobić.
- Chciałbym Cię przeprosić, że wtedy tak się zachowałem. Niepotrzebnie się uniosłem. Naprawdę jestem ci wdzięczny, że to ty znalazłaś ten telefon. I jeszcze zaniosłaś go do mojego domu – widziałaś w jego oczach szczerość, gdy to mówił – Naprawdę niepotrzebnie się uniosłem i zrozumiem, jeśli zignorujesz teraz moje słowa. Jednak mam nadzieję, że ...
- Przestań tyle gadać – przerwałaś mu uśmiechając się. Nigdy nie gniewałaś się długo na ludzi, zwyczajnie nie potrafiłaś, dlatego teraz gdy stał on przed Tobą z kwiatami tym bardziej nie mogłaś powiedzieć nic złego.
- Czyli nie gniewasz się? - zapytał patrząc na Ciebie.
- Jestem bardzo przekupna na kwiaty – uśmiechnęłaś się patrząc na niego.
- A mógłbym mieć do Ciebie jeszcze jedną prośbę? - zaczął tym razem bardzo niepewnie.
- To zależy, o co chcesz mnie prosić – odparłaś zastanawiając się, o co może mu chodzić.
- Chciałbym w końcu skończyć tę szkołę, bo nie będzie już powodu, żebym w niej zostawał – powiedział spokojnie patrząc na Ciebie – I w związku z tym czy mogłabyś mi pomóc nadrobić materiał. Oczywiście, jeśli będziesz miała czas.
- Pewnie, że Ci pomogę. W końcu jestem przykładna przewodniczącą – powiedziałaś patrząc na niego.
- Za to tez Cię przepraszam – jęknął – Więc kiedy masz czas?
- Zacznijmy korepetycje jutro po lekcjach w bibliotece, a potem będziemy dogadywać się na bieżąco odpowiada Ci?
- Oczywiście pani profesor – zasalutował – A teraz chodźmy, bo chyba nie chcesz się spóźnić na lekcje?
Ruszyłaś za nim trzymając w rękach kwiaty, które zwracały uwagę każdego napotkanego ucznia. Kiedy zobaczyła je Twoja przyjaciółka odparłaś tylko, że opowiesz jej wszystko później, gdyż do sali weszła nauczycielka.
* * *
Siedziałaś czekając na ostatnia lekcję w ławce, kiedy podszedł do Ciebie E. Den.
- Co robisz dzisiaj? - zapytał po prostu.
- Miałam zamiar obejrzeć zaległe odcinki dram, bo nie muszę douczać jakiegoś typka – zaśmiałaś się widząc jego minę.
- Ej to nie było zabawne – jęknął – Sama widzisz, że idzie mi lepiej. Nie sądzisz, że mogę dostać jakąś nagrodę?
- A co byś chciał?
- Mam takie dwie zachcianki – powiedział uśmiechnięty, na co spojrzałaś na niego pytająco – Chodźmy dzisiaj do kina – zaproponował – Drugą zachciankę powiem Ci kiedy indziej.
- I dobrze, co za dużo to niezdrowo – wystawiłaś mu język.
- Czyli się zgadzasz na to kino?
- Tylko, jeżeli pójdziemy na komedię – odparłaś – A teraz znikaj mi z oczu.
- Będę o 17 i już znikam – zasalutował i oddalił się do ławki, w której siedział z przyjacielem.
Tak swoja drogą J-Hyo też postanowił się zmienić. Nawet przychodził do Ciebie z prośba o pomoc, ale stwierdziłaś, że gdybyś pomagała też mu nie miałabyś czasu dla siebie, dlatego poprosiłaś swoją przyjaciółkę, by mu pomogła. Dziewczyna zgodziła się z wielkimi oporami, ponieważ nie była wielką fanka chłopaka, a wręcz przeciwnie. Nienawidziła go. O ile ty nie trzymałaś nigdy urazy długo, to -_-_- była strasznie pamiętliwa i uparta. Do tej pory pamiętasz ich pierwsze wspólne spotkania w bibliotece, kiedy to siedzieli przy sąsiednim stoliku i kłócili się o wszystko. Ostatnio zauważyłaś, że zaczynają się porozumiewać. E. Den zdradził Ci, że to wszystko dzięki temu, że jego przyjaciel pomaga -_-_- w tańcu, czym Twoim zdaniem niewątpliwie zapunktował, ponieważ dziewczyna od zawsze chciała nauczyć się jakkolwiek tańczyć.
* * *
- Cześć. To dla Ciebie – chłopak uśmiechnął się podając ci różowego tulipana.
- Nie trzeba była – mogłaś się założyć, że się zarumieniłaś – Wejdź. Ja tylko zaniosę go na górę i możemy wychodzić – powiedziałaś biorąc od niego kwiat.
- Gotowa? - zapytał patrząc na Ciebie uśmiechnięty, no co tylko skinęłaś twierdząco głową.
* * *
- Zależy na co?
- Na spacer? Chodźmy do parku – wpadł na pomysł.
- Chodźmy – roześmiałaś się. Nie chciałaś kończyć jeszcze tego spotkania.
- Ale, o co chodzi? - zapytał chłopak.
- A tak narzekał na nią, że jest strasznie uparta.
- Trafił swój na swego – stwierdziłaś – Nie idźmy tamtędy. Tylko się zawstydzą.
- Masz rację. Nie jest ci zimno? - spojrzał na Ciebie uważnie – Może chodźmy gdzieś wypić coś ciepłego?
- Nie miałabym nic przeciwko – odparłaś.
- Chodźmy. Niedaleko stąd jest najlepsze, jakie znam miejsce, gdzie robią najlepszą na świecie gorącą czekoladę – uśmiechnął się.
- Moja mama robi najlepszą gorącą czekoladę na świecie. Chodź – pociągnął Cię za rękę – Dawno Cię nie widziała. Na pewno się ucieszy.
Z lekkimi oporami poszłaś za nim. Tak jak mówił chłopak jego mama bardzo się ucieszyła, że Cię widzi. Posiedzieliście chwilę z nią, po czym chłopak zaprowadził Cię do swojego pokoju, w którym mimo kilkukrotnego pobytu u niego w mieszkaniu jeszcze nie byłaś. Zawsze uczyliście się w salonie.
- Ładnie tu masz – stwierdziłaś.
- Dziękuję – uśmiechnął się – Co powiesz na jeszcze jeden film? - zaproponował.
- W porządku – odparłaś – Wybierzesz coś? Ja muszę iść skorzystać z toalety.
Chłopak skinął głową, a ty opuściłaś jego pokój. Patrząc na swoje odbicie zastanawiałaś się, dlaczego jeszcze tu jesteś. Nie chciałaś żadnych niezręcznych sytuacji, a tu zanosiło się na taką. Chyba jednak miałaś nadzieję, że chłopak lubi Cię bardziej niż przyjaciółkę.
- Znalazłem jakąś komedię romantyczną. Podobno bardzo dobra.
- Oglądasz romansidła? - zapytałaś zdziwiona.
- Zdarza mi się. No chodź – pociągnął Cię za rękę, żebyś usiadła obok niego, na co lekko się zrumieniłaś.
* * *
- Lubię, gdy się uśmiechasz – usłyszałaś szept przy uchu.
Odwróciłaś się lekko w stronę chłopaka, który siedział bardzo blisko Ciebie, na co Twoje serce zaczęło bić bardzo szybko.
- Nie wiem ile jeszcze będę w stanie utrzymywać w sekrecie, że Cię lubię, że bardzo Cię lubię – spuścił głowę w dół – Chyba już nie ma żadnego sekretu.
- Kiedy po raz pierwszy zaczynałem ostatnią klasę ty pojawiłaś się w szkole – podniósł lekko głowę – Jednak miałem już wyrobiona opinię o sobie i wiedziałem, że taka osoba jak ty nie spojrzy na mnie, dlatego zacząłem ci trochę dogadywać. Jednak starałem się mieć jakieś granice.
- Nie powiem, że nie byłam zaskoczona, gdy zacząłeś z niewiadomego powodu mnie zaczepiać. Potem się dowiedziałam, że masz tak w zwyczaju, więc zignorowałam Twoją osobę.
- Zauważyłem to, dlatego po prostu nie zdałem. Pierwszy rok, potem drugi. Później zrobiłem wszystko, żeby wylądować z Tobą w jednej klasie – patrzyłaś na niego zaskoczona – Nie patrz tak mnie – jęknął – Powiedz coś.
Nie wiedziałaś co masz odpowiedzieć, dlatego odwróciłaś się całym ciałem w jego stronę, zbliżyłaś do niego lekko i musnęłaś delikatnie jego wargi. Patrzył na Ciebie zdziwiony, gdy odsunęłaś się od niego, po czym delikatnie Cię przytulił i ucałował Twoje czoło.
- Ne. Nie miałbym powodu, by w ogóle przychodzić do tej szkoły. Ty ją skończysz, więc co mi pozostaje? Też muszę, żebym nie wyszedł na frajera – zaśmiał się.
- Nie jesteś frajerem, Oppa – odparłaś patrząc na niego – I ja też Cię lubię, nawet bardzo.
Nigdy nie sądziłaś, że chłopak lubi Cię dłużej niż ty jego. Nigdy nawet w najmniejszym stopniu tego nie okazał. Domyślałaś się, że się wstydził, ale nie chciałaś go o to pytać. Po prostu wtuliłaś się w niego.
- ____?
- Ne? - oderwałaś się od niego przypatrując mu się uważnie.
- Spełnisz więc moją drugą zachciankę?
- Yah! To ja poświęcałam Ci swój czas, więc może ty byś spełnił jakąś moją?
- Ile będziesz chciała.
- Więc co mam tym razem zrobić?
- Zostań moją dziewczyną – powiedział patrząc na Ciebie z powagą.
- Arraso – powiedziałaś z uśmiechem.
- Chincha? - zapytał z niedowierzaniem, po czym mocno Cię przytulił – Mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie – powiedział z uśmiechem.
- Jaedyn? - popatrzyłaś na chłopaka jak na idiotę.
- Ne?
- Zamknij się i pocałuj swoją dziewczynę.
Nie musiałaś długo czekać, bo moment później czułaś jak Wasze usta łączą się w czułym pocałunku.
niedziela, 16 marca 2014
Zamknij się! ( U-KISS - Rozdział 8 )
- Przepraszam. – powiedziałaś cicho i wyszłaś z salony. Bardzo lubiłaś Elia, ale nic więcej do niego nie czułaś. Nie chciałaś też patrzyć na jego smutną twarz, dlatego tak szybko opuściłaś salon. Zamknęłaś się w pokoju, założyłaś słuchawki i włączyłaś muzykę. Miałaś tylko chwilę, a to był jedyny sposób na odstresowanie w tym momencie. Zaraz jednak rozległo się głośne pukanie do drzwi. Niechętnie zdjęłaś słuchawki i wstałaś. Otworzyłaś drzwi i zdziwiona widokiem osoby, która stała przed tobą, odsunęłaś się trochę.
- Oppa proszę…
- Zamknij się. – chłopak wepchnął cię dalej do środka i zamknął drzwi.
- Głupie przepraszam nie zmieni moich uczuć.
- Oppa … Ja wiem…
- Powiedziałem, zamknij się!
Chłopak popchnął cię na ścianę i momentalnie znalazł się bardzo blisko ciebie tak, że wasze ciała stykały się ze sobą. Pochylił się i złączył wasze usta w pocałunku. Próbowałaś się wyrwać, ale złapał cię za rękę i nie pozwolił nawet o odrobinę się ruszyć. Całował cię coraz bardziej zachłannie, a ty nie mogłaś nic zrobić. Usłyszałaś dźwięk otwieranych drzwi i zerknęłaś w jej stronę. Do pokoju wszedł Kevin i widząc was znieruchomiał. Eli przerwał pocałunek i spojrzał na niego.
- Eh… Ja… Znaczy… Nie przeszkadzajcie sobie… Pójdę już…
Zanim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć, jego już nie było. Eli w końcu się od ciebie odsunął.
- Jak mogłeś? Powiedziałam nie…
Patrzył na ciebie w ciszy przez chwilę, aż w końcu westchnął.
- Przykro mi, że nie jestem tym kogo oczekujesz.
Wyszedł z pokoju, a ty stałaś jak wmurowana. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz usłyszałaś krzyki z salonu.
- Ruszyć tyłki! Za 5 minut wychodzimy! – krzyknął lider.
Pozbierałaś się do kupy, spakowałaś kilka rzeczy do torebki i wyszłaś z pokoju. Przy drzwiach natknęłaś się na Kevina.
- Kevin… To co widziałeś… - chciałaś mu wytłumaczyć sytuację, ale nawet nie pozwolił ci skończyć.
- W porządku. To mnie przecież nie dotyczy i to co robiliście… - wzruszył ramionami i poszedł, a ty westchnęłaś i ruszyłaś za nim.
W samochodzie przez całą podróż trwała niezręczna cisza. Miałaś ochotę cos powiedzieć, cokolwiek, ale nie wiedziałaś co. Patrzyłaś więc przez okno i starałaś się nie zwracać uwagi na to, że Eli cały czas się na ciebie patrzy, chociaż widziałaś jego odbicie w szybie. Kevin za to, podobnie jak ty, patrzył przez okno i nie zwracał w ogóle uwagi na otoczenie. W końcu dotarliście do studia, kolejny wywiad, a ty jak zawsze przyglądałaś się im uważnie. Musiałaś przyznać, ze atmosfera w studio była o niebo lepsza niż kilka minut temu, co tylko podtrzymywało cię w przekonaniu, że są dobrymi aktorami, chociaż wolałabyś, żeby ich uśmiechy na twarzach nie były udawane. Przez chwilę twoje oczy i Kevina się spotkały. Momentalnie jego mina zrzedła i spuścił wzrok. Pod koniec wywiadu po prostu wstałaś i wyszłaś z budynku. Tam czekałaś na zespół, a potem wracaliście do domu w identycznej ciszy jak poprzednio. Gdy weszliście do domu zatrzymał was Hoon.
- Możecie mi powiedzieć o co tu chodzi?
Otworzyłaś już usta, aby odpowiedzieć, ale w tej chwili usłyszałaś jak coś ciężkiego spada na podłogę. Odwróciłaś się w stroną z której usłyszałaś dźwięk i zbladłaś.
- Dongho! – podbiegłaś do chłopaka jak i reszta – Zemdlał… Dzwońcie na pogotowie…
xxx
- Nic mu nie będzie. – stwierdził lekarz – To z przemęczenia. Musi odpoczywać.
- Doktorze… To nie pierwszy raz… W ciągu kilku miesięcy zemdlał 3 razy… - powiedziałaś cicho, żeby reszta cię nie słyszała.
Lekarz pokiwał głową.
- Zlecę wykonanie dodatkowych badań. Możliwe, że ma anemię.
xxx
- Noona… - do twojego pokoju wszedł Dongho.
Chłopak wyszedł ze szpitala, po kilku dniach pobytu w nim
- Tak?
- Chciałem porozmawiać. Mogę?
- Oczywiście. – poklepałaś miejsce obok siebie na łóżku.
Usiadł i przez chwilę nic nie mówił.
- Wiesz, że ostatnio często to się zdarza. Nie wiem czy długo tak wytrzymam. – skinęłaś głową, a on kontynuował – Noona… Chcę odejść z U-KISS…
Patrzyłaś na niego smutno, chociaż w głębi serca spodziewałaś się tego.
- Jak to?
- Kocham ten zespół, Hyungów, Ciebie, fanów, muzykę i taniec… Kocham to wszystko… To było moim marzeniem od zawsze, ale obawiam się, że nie dam już rady… Nie chcę marnować mojego zdrowia, życia przez moją samolubność.
Chciało ci się płakać, nie wiedziałaś co powiedzieć, więc tylko kiwałaś głową.
- Jutro powiem o tym dyrektorowi i jeżeli się zgodzi bez problemów to powiem też reszcie…
Przytuliłaś go do siebie.
- Wiesz, że zawsze możesz tu przychodzić, zawsze będziesz naszą rodziną.
Skinął głową. Było widać, że też jest bliski płaczu. Potargałaś jego włosy z uśmiechem.
- Twoi rodzice pewnie będą szczęśliwi, że będą cię mieli przy sobie.
Również się uśmiechnął.
- Dziękuję Noona… I proszę… Nie mów na razie o tym nikomu.
Znowu króciutkie, ale mam nadzieję, ze mi wybaczycie ;; Wolę wstawiać krótkie niż dwa razy takie przez co musielibyście więcej czekać... Mam nadzieję, ze się podoba ^^
~ Angel
poniedziałek, 10 marca 2014
Nocne spotkanie ( Niel - TEEN TOP )
sobota, 8 marca 2014
Nowe życie (Taeyang - BigBang)
Uważałaś się za pechowca, a za jedyny w życiu sukces Twojego 4 letniego syna Kamila. Reszta to pasmo niepowodzeń i nieszczęść. Wiedziałeś, że wina leży częściowo po Twojej stronie przez Twoje decyzje, ale dzięki nim na świat przyszedł Twój największy skarb. Zaszłaś w ciążę przed swoją osiemnastką, co spowodowało, że Twój świat wywrócił się do góry nogami. W sumie nie tylko Twój, ale ojca Twojego synka również. Przez około półtora roku nie przypominaliście rodziny. Ty mieszkałaś w domu rodziców znosząc ciągłe wypominania, a Twój chłopak w domu dziadków, którzy go wychowywali. Kiedy nastał dzień ślubu myślałaś, że będzie lepiej, jednak dopiero wtedy poznałaś prawdziwą twarz chłopaka. Codzienne awantury, przepychanki. Zdarzało się, że chłopak Cie uderzył. Kochałaś go i wszystkie takie incydenty tłumaczyłaś stresem w pracy. Do czasu. Pewnego dnia Twój mąż podniósł rękę na małego Kamila. Wtedy wiedziałaś, że miarka się przebrała. Spakowałaś rzeczy i wróciłaś do domu rodziców.
Kolejne miesiące były dla Ciebie serią kolejnych upokorzeń. Nie dość, że młodo zaszłaś w ciążę, to w wieku 21 lat rozwodziłaś się. W miejscu, gdzie mieszkałaś było to nie do pomyślenia. Jednak mimo wielu nieprzychylnych opinii wokół Ciebie miałaś wsparcie w osobie, której nie znałaś w prawdziwym życiu. Był nim Twój przyjaciel internetowy, z którym prowadziłaś już jakiś czas konwersację.
Wiedział on o Twojej trudnej sytuacji. Chciał Ci pomóc, więc nawet zaoferował, byś przyjechała do jego kraju wraz z synkiem. Ty zawsze odmawiałaś, choć czasami chciałaś rzucić wszystko i wyjechać. Nie miałaś jednak pieniędzy na kupno biletów, co było jednym z powodów, dla których cały czas pozostawałaś w kraju. Prawdą było też, że obawiałaś się, że osoba po drugiej stronie nie jest tym za kogo się podaje. Mimo to zaufałaś temu człowiekowi i opowiedziałaś o całym swoim życiu.
Ostatnimi czasy coraz poważniej myślałaś o wyjeździe, ponieważ kłótnie z Twoimi rodzicami zaczęły Cię przerastać. Podczas kolejnej spowodowanej oczywiście ich docinkami doszło do tego, że dali Ci 500 złotych i kazali się wynosić. Była zima, a ty z torbami i synkiem wylądowałaś na ulicy. Wtedy już wiedziałaś, że nie masz wyjścia i musisz zaryzykować. Skierowałaś się do najbliższej kawiarenki, gdzie był dostęp do internetu. Chciałaś jak najszybciej skontaktować się z przyjacielem. Miałaś szczęście, gdyż był akurat dostępny. Opowiedziałaś wszystko chłopakowi, no co okropnie się zdenerwował i wręcz rozkazał wsiąść do pierwszego samolotu prowadzącego do Korei, skąd pochodził. Obiecał jak najszybciej załatwić bilety i za moment ją powiadomić.
Wszystko odbyło się bez większych przeszkód. Już kilka godzin później razem z Kamilem przechodziliście przez odprawę, by zacząć nowe, lepsze życie. Wiedziałaś to, bo nic gorszego nie mogło Cię już spotkać.
* * *
Wysiadłaś z samolotu z synem na rękach. Niepewnie rozglądałaś się po poczekalni pełnej ludzi. Zdałaś sobie sprawę, że nie masz pojęcia jak wygląda Twój przyjaciel. Twoją uwagę przykuło dwóch Koreańczyków, którzy patrzyli na Ciebie i zawzięcie o czymś rozmawiali powoli zbliżając się w Twoim kierunku.
- Mówię Ci to na pewno ona – odezwał się po angielsku wyższy brunet. - Nie jestem pewny – zawahał się wyższy. - Dlaczego nie dałeś jej swojego zdjęcia, albo czemu ty nie masz jej zdjęcia. Co ja z Tobą mam – pokręcił oburzony głową, po czym podszedł do Was – Ty jesteś ____ ? - zwrócił się do Ciebie. - Tak – odparłaś patrząc na niego. - Widzisz, mówiłem Ci – zwrócił się do swojego towarzysza – Jestem Seungri, a jego to już znasz - powiedział beztrosko. - _____ - przedstawiłaś się - to mój syn Kamil. - Miło mi Cię poznać. Ciebie również – zwrócił się do chłopczyka, który od razu chwycił go za rękę – No to chodź pogadamy sobie - powiedział wesoło Koreańczyk. Stałaś i patrzyłaś na nowego znajomego i swojego syna. - Jak się czujesz? - usłyszałaś dość blisko siebie głos. Odwróciłaś się i przestraszyłaś, bo strasznie blisko Ciebie znajdował się mężczyzna. - Ach.. A.. - jąkałaś się, no co on się zaśmiał. - Takie robię wrażenie na ludziach? Jestem Taeyang. Do tej chyba nie wspomniałem jak mam na imię. - _____ - przedstawiłaś się – Jakoś ogólnie mało o sobie mówiłeś – stwierdziłaś. - Jakoś tak wyszło – odparł z uśmiechem – Może się zbierajmy powoli – zaproponował – Przez kilka dni pomieszkacie u mnie a potem coś pomyślimy – poinformował, na co skinęłaś głową. Odnaleźliście Wasze bagaże, które zabrał Seungri, natomiast drugi z Koreańczyków wziął na ręce Twojego syna, który miał bardzo dobry humor. Skierowaliście się wyjścia z lotniska przed którym czekał samochód.
Po krótkiej podróży auto zatrzymało się. Razem z synkiem wysiedliście a zaraz za Wami obaj Koreańczycy. Wnieśli do mieszkania torby, po czym wyższy pożegnał się tłumacząc, że jeszcze musi coś załatwić.
Mieszkanie było dość przestronne i elegancko urządzone. Kuchnia, dwa pokoje, łazienka i salon połączony z jadalnią.
- Czujcie się jak u siebie – powiedział, po czym zaniósł torby do Twojego tymczasowego pokoju, który będziesz dzieliła razem z synem. - To ja może coś ugotuję – zaproponowałaś, gdy weszłaś do salonu, w którym bawili się Taeyang z Twoim dzieckiem. Nawet nie zwrócili na Ciebie uwagi, tak byli pochłonięci próba dogadania się. Ruszyłaś więc do kuchni, gdzie wzięłaś się za zrobienie czegoś do zjedzenia.
* * *
Po późnym obiedzie Twój synek zasnął, a ty usiadłaś na kanapie. Po chwili dosiadł się do Ciebie Twój przyjaciel.
- Dziękuję Ci – zaczęłaś rozmowę. - Naprawdę nie dziękuj. Nie mógłbym żyć z myślą, że coś Wam mogłoby się stać. Tym bardziej wyklinałbym siebie, że ci nie pomogłem znając tą okropną historię. Poza tym nie darowałbym sobie, gdybym nie poznał Cię osobiście – uśmiechnął się. - Ale jak ci się mogę odwdzięczyć? - zapytałaś. Nie lubiłaś mieć długów u ludzi, więc od razu starałaś się myśleć nad sposobem odwdzięczenia się. - Na razie o tym nie myśl – odparł tym samym kończąc ten temat.
Resztę wieczoru przegadaliście. Poznawaliście się i mimo że po raz pierwszy widzieliście się na żywo to czułaś się przy nim swobodnie. Jak nigdy dotąd. Do tego strasznie dużo mu zawdzięczałaś.
* * *
Czas mijał bardzo szybko. Nim się obejrzałaś mieszkałaś już w Korei pół roku, ale nadal nie wyprowadziłaś się z mieszkania Taeyanga. Stwierdził, że lepiej będzie, jeśli zostaniesz dłużej do lepszego poznania języka i uzbierania większej ilości pieniędzy. Znalazłaś pracę w kwiaciarni. Może koksów nie zarabiałaś, ale miałaś jakieś pieniądze dla siebie i Kamila. Taeyang uparł się i nie chciał od Ciebie pieniędzy za to, że mieszkałaś u niego, dlatego mogłaś odkładać każdego miesiąca jakąś sumę pieniędzy.
Kiedy ty byłaś w pracy Twoim synkiem zajmowała się mama Twojego przyjaciela, która podczas jednej ze swoich niezapowiedzianych wizyt po Twoim przyjeździe poznała Cię i Kamila. Bardzo Was polubiła co Cię ucieszyło. Sama nawet zaproponowała opiekę na Twoim synkiem, dzięki czemu mogłaś znaleźć pracę bez potrzeby zatrudniania opiekunki.
- Wróciłam – krzyknęłaś wchodząc do domu.
Tak, nazywałaś to miejsce domem i im bardziej myślałaś o wyprowadzce Twoje serce cierpiało. Nie chciałaś sama przed sobą przyznać, że zależy Ci na przyjacielu.
- Mamo – przybiegł do Ciebie Twój syn z uśmiechem a twarzy.
Musiałaś tez przyznać, że i on przez pobyt tutaj strasznie się rozwinął. Podłapał koreańskie słówka i mimo że nie znał znaczenia wszystkich staraliście się z Taeyangiem, by je poznał. Miał w sobie dużo energii i jeszcze więcej uśmiechu na twarzy. Jeszcze, gdy byliście w Polsce był strasznie cichy i strachliwy, natomiast po przyjeździe tutaj zamienił się w małego diabełka.
Udaliście się do salonu, gdzie siedziała mama Taeyanga z uśmiechem na twarzy. Rozwój Twojego syna to przede wszystkim zasługa tej kobiety, która poświęciła mu mnóstwo swojego czasu i babcinego ciepła, którego nigdy nie dostał. Ukłoniłaś się jej.
- Mamo! Babcia chciałaby mnie zabrać na noc do siebie – klasnął w dłonie uradowany. - Ale nie chcemy robić Ahjummie kłopotów – powiedziałaś spokojnie. - Daj spokój ____. To moja propozycja. Już dawno mu to obiecałam. Po za tym przywiozę go jutro przed dziewiątą – wtrąciła kobieta. - Tak bardzo chcesz jechać? - zapytałaś. - Ne! - wykrzyknął.
Przez to, że był Twoim oczkiem w głowie nie potrafiłaś mu odmówić, dlatego też po chwili chłopiec udał się do swojego pokoju po najpotrzebniejsze zabawki, a ty za nim, by spakować najpotrzebniejsze rzeczy.
Gdy Kamil próbował sam nakładać buty mama Twojego przyjaciela podeszła do Ciebie.
- Wiesz, że w pełni akceptuję Cię i Twojego syna. Naprawdę chciałabym, aby mój syn był szczęśliwy. A bez Ciebie to niemożliwe. Odważ się, naprawdę warto. To wszystko widać w Twoich... Waszych oczach – uśmiechnęła się i zwróciła do chłopca – Jesteś gotowy? - Ne – podbiegł do Ciebie, by przytulić na pożegnanie. Ty jeszcze poprawiłaś mu kurtkę, po czym wyszli zostawiając Cię z natłokiem myśli.
* * *
Siedziałaś na kanapie w salonie oglądając film, a raczej próbując, bo cały czas zastanawiałaś się nad słowami Ahjummy, przez co nie zauważyłaś, że Taeyang wrócił do domu.
- Wszystko w porządku – ukucnął przed Tobą i pomachał ręką przed oczami. - Ach.. Ne, ne – uśmiechnęłaś się. – Jesteś głodny? Na pewno zaraz coś przygotuję.
Wstałaś szybko z kanapy i udałaś się do kuchni. Zdecydowałaś się na spaghetti, które wykonywało się bardzo szybko.
- Gotowe – zawołałaś, kiedy już wszystko przygotowałaś, po czym odwróciłaś się by ruszyć z powrotem do salonu. Jednak nie zrobiłaś ani kroku, ponieważ w drzwiach stał Twój przyjaciel z bukietem czerwonych róż. Patrzyliście na siebie w ciszy. - Nie umiem mówić o swoich uczuciach, ale wiedz, że nie chcę byś była dla mnie tylko przyjaciółką. Zależy mi na Tobie i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie i Kamila – powiedział to bardzo szybko, a ty patrzyłaś na niego zdumiona, kiedy wyjmował pudełeczko z pierścionkiem. Prześlicznym pierścionkiem. Patrzył na Ciebie niepewnie, a w kącikach Twoich oczu pojawiły się łzy. - Pabo, wstań – powiedziałaś z uśmiechem. - Nie płacz – momentalnie pojawił się przy Tobie, by otrzeć z Twoich policzków łzy. Znajdował się tak blisko Ciebie, że zrobiło Ci się gorąco. - Daj te kwiaty – przerwałaś ciszę, by wybrnąć z tej bliskości. Znalazłaś wazon, w który wstawiłaś rośliny, po czym postawiłaś go w salonie. - Nie uciekaj ode mnie. Zrobiłem coś źle? - podszedł do Ciebie. - Aniyo – powiedziałaś cicho. Mimo że też coś do niego czułaś to musiałaś przyznać, że obezwładnił Cię strach. - Kocham Cię – powiedział be wahania, po czym delikatnie Cię pocałował. Nie wiedziałaś co się dzieje, bo wokół Ciebie wszystko wirowało. Jednak odwzajemniłaś pocałunek.
Gdy oderwaliście się od siebie chłopak popatrzył na Ciebie niepewnie.
- Zostaniesz ze mną? - zapytał po raz drugi. - Uwielbiam Twój uśmiech – szepnął Ci do ucha, gdy postawił na podłogę.
Zarumieniłaś się na te słowa. Taeyang usiadł na kanapie, po czym pociągnął Cię za sobą. Wtuliłaś się w niego.
- Kocham Cię – szepnął do ucha – I będę to powtarzał każdego dnia – zamilkł na chwilę – Nawet nie wiesz jak ucieszyłem się, że do mnie przyjedziecie. Wtedy chciałem Cię poznać, bo zaimponowałaś mi. Podziwiłem Cię, że w tak młodym wieku ty już miałaś dziecko i byłaś po rozwodzie. Kiedy tu zamieszkałaś traktowałem Cię jak przyjaciółkę, ale z czasem zacząłem coś do Ciebie czuć. Potrzebowałem Twojej osoby obok, kiedy Cię długo nie widziałem, tęskniłem. Za Tobą, Twoim uśmiechem. Nawet Twój syn ukradł moje serce. Nawet nie wiem kiedy zacząłem myśleć o nim jak o swoim dziecku. Kocham Waszą dwójkę i nie zniosę dnia bez Waszego towarzystwa.
Patrzyłaś w jego oczy, które pokazywały tyle uczuć.
- Kocham Cię – powiedziałaś.
Chłopak uśmiechnął się nakładając Ci pierścionek na palec, po czym pocałował.
* * *
Obudziłaś się w nie swoim pokoju. Przypomniałaś sobie wczorajsze wydarzenia i rozejrzałaś. Był to pokój Twojego narzeczonego.
- To był sen, czy jawa? - zapytałaś samą siebie. -Jawa – usłyszałaś głos przy uchu, po czym poczułaś lekkie muśnięcie ust na policzku.
Zarumieniłaś się lekko. Wczoraj wieczorem chłopak nie chciał Cię nigdzie puścić, więc po krótkim prysznicu i ubraniu się w pidżamę weszłaś do jego sypialni. Czułaś się trochę niezręcznie, ale chłopak szybko zagonił Cię pod kołdrę, po czym mocno przytulił kładąc się obok. Poczułaś się wtedy po prostu bezpieczna jak nigdy dotąd. Mogłaś spać spokojnie, gdy on był obok.
Odwróciłaś głowę w jego stronę przypatrując się jego oczom, gdy drzwi do pokoju otworzyły się i wpadł do niego Twój syn.
- Wróciłem – wykrzyknął i wpadł do łóżka pomiędzy Was.
- Jak było? - zapytał Taeyang. - Babcia jest świetna – odparł z ekscytacją – Mamo! To ja będę miał swój pokój – zapytał rozbrajająco, na co zmierzwiłaś mu włosy. -Pewnie, że tak – odparł Twój narzeczony. -Odlot! - zawołał – A teraz wstawiajcie idziemy na spacer!
Była niedziela i jak co tydzień Kamil namawiał któreś z Was na spacer, który zawsze kończył się na kilkugodzinnym pobycie na placu zabaw.
-Tylko się przebiorę – odparłaś. -Tylko szybko mamo. Będę czekał w salonie – poinformował i wyszedł z pokoju, by po chwili jeszcze zajrzeć – Kiedy będę miał braciszka? - ulotnił się nie czekając na odpowiedź.
Zrobiłaś się cała czerwona, no co Taeyang uśmiechnął się.
-Ja to bym nie miał nic przeciwko, żeby i tą jego zachciankę spełnić – powiedział zawadiacko, na co uderzyłaś go lekko w ramię – Spokojnie przekonam Cię, że to dobry pomysł. -Ja tu czekam i nie mówiłem, że macie się starać od razu – oznajmił z powagą Twój syn, po czym roześmialiście się
Wszystko było na swoim miejscu. Miałaś obok siebie cały swój świat, nie potrzebowałaś niczego więcej.
Mój pierwszy opublikowany scenariusz. Mam nadzieję, że się choć trochę spodobało. Liczę na jakieś komentarze :)
Troublemaker



