piątek, 22 sierpnia 2014

Prawda czy wyzwanie? (U-KISS - Rozdział 9)




Wszystko potoczyło się tak szybko. Nawet nie wiesz kiedy Dongho powiedział wszystkim o odejściu. To miała być jego ostatnia trasa w Japonii, ostatni występ za niecały miesiąc.  W głębi nadal nie mogłaś w to uwierzyć. Chciałaś żeby było tak samo jak kiedy do nich dołączyłaś. Lubiłaś widzieć ich uśmiechy, ale ostatnio coraz rzadziej się to zdarzało. Ciągłe napięcia, nawet ty czasami nie mogłaś się uśmiechać, to było trudne, nie wiedziałaś jak przy fanach nadal udaje im się pokazać te radosne twarze. Szkoda, że nie są to szczere uśmiechy.  Po miesiącu wróciliście do Korei, Dongho odszedł. Te całe zamieszanie, widziałaś jak bardzo ich to dotknęło, ale nie mogłaś nic zrobić… Nic… Byłaś smutna, ale nic nie przebiło twojej złości, szczególnie w chwili kiedy twój dziadek wezwał ciebie, menadżera i U-KISS do siebie.
- Od jutra zaczniecie nagrania. Trzeba przyszykować następny comeback… - przestałaś go słuchać, spojrzałaś na zespół. Byli wyczerpani. Widziałaś jak trudno pracowali przez całą trasę, Dongho i Eli byli w szpitalu, reszta też była równie wykończona. Dongho dobrze zrobił. Zacisnęłaś zęby, spojrzałaś na dziadka.
- Przestań….
- Słucham? – przerwał i spojrzał na ciebie, jak i cała reszta.
- Powiedziałam żebyś przestał. Nie wystarczy ci? Wiesz jak ciężko pracowali przez ten cały czas? Wiesz ile musieli przejść? Czy ty zdajesz sobie sprawę, że oni są ludźmi, a nie robotami?! –ostatnie zdanie wykrzyczałaś.
-____.... – Kevin cicho powiedział twoje imię. Wiedziałaś, że chce żebyś to skończyła.
- Zamknij się! Jesteś okropny! Wstydzę się, że jesteś moją rodziną! Nie wiem jak możesz tak wykorzystywać ludzi, oni nie są maszynami. Mają prawo na odpoczynek i dasz im go, a jeżeli tego nie zrobisz pożałujesz. Przysięgam ci, zrobię wszystko żebyś pożałował… - przygryzłaś wargę, łzy same zaczęły ci lecieć. Wyszłaś bez słowa, a reszta nie wiesz dlaczego zrobiła to samo. Zatrzymałaś się trochę dalej.
- Przepraszam… Jeżeli was wyrzuci przeze mnie… Jestem taka głupia, nie pomyślałam o konsekwencjach… - nie mogłaś na nich spojrzeć, było ci strasznie głupio i przykro.  Zaraz jednak usłyszałaś śmiech.
- Tak jesteś głupia, ale nie z tego powodu. Każdy z nas chciał to zrobić, ale się bał, więc dzięki. – Soohyun poklepał cię po plecach.
- Twój dziadek nas nie wyrzuci, straciłby wtedy wszystko. No ale… Nawet jeżeli to myślę, że wtedy będziesz musiała założyć własną wytwórnię. – Hoon zaśmiał się i potargał ci włosy.
-Tak zrobię. – zaśmiałaś się.
- Dobra chodźmy na pizzę bo jestem głodny!
- Jaeseop! – krzyknęliście wszyscy, a potem się zaśmialiście.
Postanowiliście pójść na obiad. Bawiliście się świetnie. Byłaś szczęśliwa, bo od dawna nie widziałaś ich szczerych uśmiechów. Po obiedzie wróciliście do domu. Menadżer czekał tam na was by obwieścić, że comeback przesunie się o pół roku! Nie mogłaś w to uwierzyć! Postanowiliście świętować. Eli, Soohyun i Hoon poszli po alkohol, a ty z resztą zaczęliście przyrządzać jakieś przekąski. Jedzenie rozstawiliście na stoliku i usiedliście na podłodze czekając na resztę. Gdy wszyscy już byli zaczęliście świętowanie, w tym kilka toastów. Procenty zaczęły działać, więc też towarzystwo było bardziej rozkręcone. Zaczęliście grać w prawda czy wyzwanie. Soohyun zakręcił butelką, wpadło na Kiseopa.
-Wyzwanie.
Soohyun uśmiechnął się diabelsko i potarł dłonie o siebie.
-No to wpadłeś! – zaśmiał się. – Musisz pocałować ____!
- Co? – powiedziałaś równocześnie z Kiseopem i Kyoungjae (Eli).
- No jedziesz!
- Myślałem, że wystarczyło wam po akcji z Dongho. –  Kiseop spojrzał na niego gniewnie.
- No daj spokój~! To tylko zabawa~!
Westchnął cicho. Przysunął się bliżej ciebie, nachylił się i pocałował cię w policzek.
- Ej! W usta!
- Nie powiedziałeś gdzie, więc stwierdziłem, że mogę wybrać miejsce. Zadanie wykonane. – zakręcił butelką.  Lider tylko prychnął i skrzyżował ręce na piersi. Tym razem wypadło na Jaeseopa (AJ).
- Wyzwanie! Biorę wszystko na klatę! – wypiął klatkę piersiową do przodu.
Kiseop uśmiechnął się.
- Pocałuj Soohyuna. W usta~. – zaśmiał się. – Zemsta jest słodka.
- Stary, ale czemu się na mnie mścisz? –udawał, że płacze, ale po chwili rzucił się na lidera i pocałował go. Wszyscy zaczęli się śmiać. Soohyun szybko go odepchnął i zaczął pluć i wycierać usta dłońmi.
- Jesteście straszni! – krzyknął.
- Sam zacząłeś. – Kiseop wzruszył ramionami.
Jaeseop zakręcił butelką, wpadło na Kyoungjae.
- Prawda.
- Pfff…. Boi się, że będę mu kazał pocałować Hoona. – zaśmiał się. – Jesteś zakochany?
Eli podniósł głowę do góry. Siedziałaś naprzeciwko niego, więc spojrzał prosto na ciebie.
- Tak. Jestem. – przez chwilę na ciebie patrzył, ale reszta chyba nie zorientowała się o co chodzi. Spojrzał na Jaeseopa.
- W kim? W kim, kim, kim? – ten zaczął nim trząsać.
- Chyba teraz moja kolej.  – zakręcił butelką. Wypadło na ciebie. Co za pech. Mogłaś się tego domyślić. I to i to w tym przypadku było złe.
- Prawda. – powiedziałaś niepewnie.
- W kim jesteś zakochana?
Wszyscy zwrócili swoje spojrzenia na ciebie, byli zaciekawieni.
- C-co to za pytanie? – byłaś w punkcie bez wyjścia.
- Normalne. Odpowiedz. Wiesz to tylko zabawa.
Sposób w jaki się w ciebie wpatrywał trochę cię przerażał.
- W n-nikim…. – wyjąkałaś. To nie była prawda. A on o tym wiedział.
- Kłamiesz. Wiem, że jesteś. Mówiłaś mi.
- O co ci chodzi co? –wstałaś. – Skoro mówię, że w nikim to w nikim! Idę spać. Dobranoc. – poszłaś szybko do pokoju, jednak on nie dał za wygraną. Poszedł za tobą. – Dasz mi w końcu spokój?
- Nie, nie dam. Powiedz mi. To łatwe pytanie. Skoro nie chcesz przy wszystkich to powiedz mi.
- Żebyś co? Poszedł do niego, pobił i powiedział żeby trzymał się ode mnie z daleka?
- Żebym wiedział kto jest moim rywale. Serio masz mnie za taką osobę? Myślisz, że mógłbym pobić przyjaciela dlatego, że dziewczyna którą kocham się w nim buja?
- Nie wiem. –powiedziałaś cicho.
- Nie. Nie mógłbym.
Nic nie powiedziałaś. Nie osądzałaś go o takie rzeczy. Próbowałaś po prostu ukryć swoje uczucia, nic więcej.
- To Kiseop, prawda? – spojrzałaś na niego zaskoczona. – Gdy Soo dał wam te wyzwanie… Zrobiłaś się czerwona, a potem… Czy nie żałowałaś tego, że nie pocałował cię w usta? Chciałaś tego… Prawda? –nic nie odpowiedziałaś. - ____... Proszę… Skoro tego nie zrobił to powinnaś wiedzieć, że nic do ciebie nie czuje.
- Skąd to możesz wiedzieć? Może sądzi, że ja nic do niego nie czuję i nie chce się naprzykrzać?
- Więc przyznajesz, że to on.
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Ale tak jest.
- Nie.
- Nie?
- Nie. No daj mi spokój… Nie. Nie kocham Kiseopa.
- Kevin?
- Nie.
- Nie?
- No nie. – przewróciłaś oczami.
- Soohyun?
- Czy teraz będziesz wymieniać każdego po kolei?
- Nie odpowiedziałaś.
- Nie… Daruj sobie, naprawdę. Skąd masz pewność, że to w ogóle ktoś z zespołu?
- Wiem to, tak po prostu… Hoon?
- Nie.
- Jaeseop?
- Nie….. Kyoungjae, proszę cię!
- Więc Dongho…
- Nie. Nie Dongho.
- Dlaczego kłamiesz? Wiem, że to któryś z nich!
- Dlaczego sądzisz, że to oni? Nie tylko oni są w tym zespole!
- Słucham? Powiedziałaś, że… Powiedziałem wszystkich!
- Nie wszystkich!
Przyglądał ci się uważnie.
- Powiedziałaś, że to nie ja…
- Tak…
- Więc nikt nie zostaje…
- Wtedy tak myślałam…
- Słucham?
- Wtedy myślałam, że czuję coś do Kiseopa… Był taki spokojny i miły i zawsze mi pomagał…
- A teraz?
- Teraz tak nie myślę… Sądzę… Nie, wiem, że kocham ciebie.
- Żartujesz?
- Dlaczego miałabym żartować? Wiesz co? Zapomn…
Nie zdążyłaś dokończyć bo chłopak przerwał ci łącząc wasze usta w pocałunku. 

~ Angel

czwartek, 21 sierpnia 2014

Początek historii (EXO)


WITAJCIE! 

Tutaj Dżasta! Niektórzy kojarzą mnie jako autorkę opowiadania z B.A.P otóż mam dla was dobrą wiadomość. Wróciłam i podjęłam się nowego projektu. Po długiej przerwie postanowiłam wziąć na tapetę zespół EXO. Może i nie będzie to w formie scenariusza jak ostatnio, ale mam nadzieję, że również przypadnie wam do gustu. Przyjmijcie mnie ciepło i chętnie czytajcie moje opowiadanie, a odzew będzie taki sam jak przy ostatnim. Liczę na wasze komentarze jak i polubienia. 


     


     Anna była studentką na koreańskiej uczelni, tam poznała swojego przyszłego męża Kim Yunga. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Dobrze wiedzieli, że to nie będzie tylko krótkotrwałe zauroczenie. Po roku mężczyzna oświadczył się jej, a  po paru miesiącach wzięli ślub. To był początek wspaniałej historii. Anna od tamtego czasu nie wróciła do Polski, została przy swoim mężu. 
20 lipca 1994 godzina 21:41. Najszczęśliwszy dzień dla Anny i Yunga. Na świat przyszła ich pierwsza córeczka. Zdrowa dziewczyna od samego początku była oczkiem w głowie rodziców. Mierzyła około 55 centymetrów i ważyła 3300 g. Oczy miała duże i ciemne, po ojcu tak samo jak i czarne włoski. Uśmiechem potrafiła zmiękczyć nie jedno zimne serce. Miała niesamowity dar. Nazwali ją Minhee. Dziewczynka dorastała w Seulu, rodzinnym mieście ojca. Ten wychowywał ją w tamtejszej kulturze jednak matka nie zapominała wpajać swojej córeczce również polskiej kultury jak i języka.
     Mała Minhee wyrosła na piękną i inteligentną kobietę. Tak można było o jej powiedzieć kiedy zaczęła edukację w renomowanej seulskiej szkole. Rodzice nigdy szczędzili na edukację, swojej jedynej córki. Od jej poczęcia wybrali za nią drogę jej kariery. Anna i Yung byli zgodni co do tego, że Minhee powinna zostać lekarzem. Od kiedy poszła do przedszkola uczęszczała na wszelkie możliwe dodatkowe zajęcia, które miały na celu poszerzenie jej horyzontów właśnie w tym kierunku. Dla dorastającej dziewczyny stało się jasne, że właśnie tak ma być. Rodzina była dla niej najważniejsza i jej zdanie również. Nie znała innego życia. Zawsze po szkole wracała do domu, a tam miał kolejne zajęcia z korepetytorami, gdyż Yung uważał, że poziom edukacji jest zbyt niski. Stało się tak, że szesnastoletnia Minhee ze swoim zasobem wiedzy mogła spokojnie zacząć studia. Jej matka była jednak przeciwna, nie chciała zabierać jej młodzieńczych lat i za jej namową posłali córkę do liceum.
     W deszczowy dzień rodzina państwa Kim udała się na rozpoczęcie roku szkolnego w nowej szkole. Było to wielkie wydarzenie dla rodziców jak i dla samej ich córki. Dziewczyna wchodząc do szkoły wydawała się jakaś zamyślona. Obawiała się, że mimo swoich talentów  nie podoła tutaj. Szkoła miała naprawdę wysoki poziom i uczyły się w niej przyszli idole. Czuła, że to nie jest odpowiednie miejsce dla niej. Minheey czuła się zagubiona stojąc na środku szkolnego holu. Poprawiła swój żółty mundurek i wzięła kilka głębokich oddechów. Spojrzała przez prawe ramię i zobaczyła stojących przy drzwiach rodziców. Uśmiechnęła się do nich lekko i pomachała ręką.
- No to do dzieła. - powiedziała do siebie jakby chciała w ten sposób dodać sobie otuchy i weszła w głąb innych uczniów. 
Była przerażona, a zarazem podekscytowana. Nowi ludzie, nauczyciele, a przede wszystkim szkoła. Stanęła pośród tłumu nerwowo bawiąc się swoimi palcami. Zaczęła się oficjalna część rozpoczęcia. Uczniowie odśpiewali pieśń, a później przyszła pora na przemówienia dyrekcji i uczniów samorządu szkolnego. Stres powoli opadał, młoda dziewczyna czuła się coraz pewniej. Zaczęła rozglądać się po sali w poszukiwaniu znajomych osób z jej poprzedniej szkoły jednak nikogo nie mogła dostrzec. Westchnęła smutno i znowu spuściła głowę wbijając wzrok z ziemię. 
- Pst... Pssst. Cześć.. - usłyszała czyjś głos za swoimi plecami. Nie była pewna czy to jest do niej więc nie zareagowała i dalej patrzyła w ziemie. Po chwili jednak poczuła lekkie szturchnięcie. Odwróciła się lekko i zobaczyła przed sobą chłopaka w blond włosach. Wyglądał na miłego. Uśmiechnęła się do niego lekko wyciągając dłoń w jego stronę. Chciała się z nim przywitać, może to będzie początek nowej znajomości. 
- Cześć - powiedziała szeptem -  Coś nie tak? - spojrzała niepewnie na chłopaka.
- Wszystko okej. Ale... musisz patrzeć przed siebie. Pamiętaj. - chłopak wskazał palcem na scenę, na której siedziało grono pedagogiczne. Faktycznie. Była jedyną osobą, która w tym momencie nie patrzyła przed siebie, tylko siedziała ze spuszczoną głową. 
- P-przepraszam -  wymamrotała i skinęła lekko głową dziękując chłopakowi za te radę.
- Jestem Sehun -  powiedział cichym głosem chłopak kiedy Minhee odwróciła się. Czarnowłosa uśmiechnęła się do niego, lekko skręcając głowę w jego stronę,
- Minhee - odparła równie cicho i znowu spojrzała przed siebie.
Więcej chłopak się nie odezwał. Po zakończeniu spotkania, wszyscy uczniowie mogli udać się wraz z rodzinami do domów. Nie spotkała ona jednak Sehuna, a chciała bliżej go poznać. Szła z rodzicami w milczeniu przez szkolne podwórko. Widziała, że wszyscy już się tutaj znają. Mijali grupki znajomych, którzy opowiadali sobie jak spędzili te wakacje, wręczali sobie podarunki, śmiali się. Tego brakowała Minhee bardzo. Chciała być jak oni. Państwo Kim nie wiedzieli co się dzieje z ich córką, ale jej zachowanie martwiło ich. Nigdy nie była tak milcząca po rozpoczęciu roku jak dziś.
- Do zobaczenia jutro, Minhee! - rozległ się głośny krzyk chłopaka. Wszyscy spojrzeli na niego tak samo jak dziewczyna. Był to Sehun. Stał razem z kolegami przy drzewie. Pomachał do niej ręką uśmiechając szeroko.
Dziewczyna nie odpowiedziała jednak nic, tylko pomachała do niego ręką. Wtedy jej rodzice chyba rozumieli co się dzieje. Od chwili pożegnania, była promienna jak zawsze.

~Dżasta

piątek, 8 sierpnia 2014

Stare rany (Doojoon - BEAST)


- Moja mama wyszła za mąż – oznajmiła Twoja przyjaciółka, kiedy to weszła niespodziewanie do Twojego mieszkania, tradycyjnie bez pukania.
- No i mnie nie zaprosiła? - zaśmiałaś się.
- Ona mnie nie zaprosiła! Była tylko ona, jej facet i świadkowie! - powiedziała oburzona – Wrócili kilka dni temu i pierwsze co zrobili to przenieśli wszystkie jej rzeczy do jego mieszkania. Dopiero jak wróciłam do domu i byłam przekonana, że nas okradli zadzwoniła do mnie z tą informacją oraz z zaproszeniem na obiad kolejnego dnia.
- I ty mi dopiero to mówisz? Dlaczego wcześniej do mnie nie przyszłaś?
- No bo przez ostatnie dni poznawałam znajomych mojego Oppy.
- Oppy? – powiedziałaś zdziwiona.
- No bo mam brata przyrodniego – uśmiechnęła się – Mamuśka pojechała po bandzie – wykrzyknęła – Ale... Jest sprawa.
- Przecież to jasne, że bezinteresownie byś tu nie przyszła – wytknęłaś jej.
- I tak jesteś moją najlepsiejszą psiapsiółą. Jest impreza – oświadczyła.
- Nie ma takiej opcji – oznajmiłaś.
- Dlatego zaprosiłam znajomych mojego Oppy tutaj – oświadczyła zadowolona.
- Yah! Ale co z jedzeniem? Alkohol? Oni mi mieszkanie rozniosą ! - zaczęłaś panikować.
- Wszystko zamówione, przestań to dosyć kulturalni ludzie.
- Jasne na pewno jacyś studenci szukający okazji, żeby się upić.
- I tu się mylisz, pewnie będziesz większość z nich znała z telewizji - klasnęła w dłonie.
- Nie sądzę – odparłam beznamiętnie – Nie mam ochoty spędzać czasu z jakimiś rozkapryszonymi gwiazdkami.
- Ja rozumiem, że cierpisz, ale nie możesz się izolować – zaczęła drażliwy dla ciebie temat.
- Nic nie rozumiesz. Myślisz, że pomoże mi spędzenie czasu z kimś, kogo nie znam, bo straciłam najważniejszą dla mnie osobę? Do tego mówisz, że powinnam ich znać z telewizji, czyli pewnie są jakimiś zadufanymi gwiazdeczkami, co nie mają pojęcia o prawdziwym ludzkim życiu. Wiesz nie potrzebuję litości. Mam dopiero 23 lata, powinnam cieszyć się z życia, a mój mąż zginął w wypadku. Może i jestem w tym momencie zapatrzona tylko w siebie, ale myślałam, że choć raz w życiu mogę. Nie jestem pewna czy to czas na żadną imprezę.
- To wszystko dla Ciebie – zasmuciła się – Myślałam, że to ci pomoże. Poza tym chcę też pomóc Oppie. Ostatnio rzuciła go dziewczyna i nie może się z tym pogodzić i chcę, żeby trochę zapomniał, ale nie w klubie, bo tam pozna i przeleci nowo poznaną dziewczynę – przerwała na chwilę – Naprawdę chcę ci pomóc. Nie wiem czy zauważyłaś, ale ten cholerny wypadek był ponad dwa miesiące temu.
- To dlaczego nadal mam ten idiotyczny gips? - zapytałaś rozgoryczona.
- Ej, spokojnie. Bo ci znów do końca się noga nie zrośnie. Przecież wiesz, że to było ciężkie złamanie – podeszła do Ciebie i przytuliła mocno – Kochana wiesz przecież, że się o ciebie martwię. Znam Cię jak mało kto i uważam, że naprawdę musisz skończyć z izolowaniem się. Poznasz nowych ludzi. Zobaczysz, ta impreza zmieni twoje życie – klasnęła w dłonie.
Widziałaś szczęście swojej przyjaciółki. Naprawdę się starała. Choć nadal czułaś, że nie do końca chcesz spotykać się z ludźmi, to nie chciałaś odbierać jej tej przyjemności.
- Na którą mam być gotowa? - zapytałaś.
- Chincha? Jesteś najlepsza! A gips zdejmują ci pojutrze! Daebak! Zaprosiłam wszystkich na 19. Pojawię się około 18 z przekąskami, alkoholem i całym dobytkiem. Do zobaczenia – wybiegła z mieszkania.

* * * *
- No proszę, nawet z gipsem jesteś śliczna – powiedziała Twoja przyjaciółka, gdy już wyszłaś, a raczej wytoczyłaś się o kulach, gotowa ze swojego pokoju – Nasi goście powinni się niedługo schodzić – uśmiechnęła się.
- Proszę Cię powiesz w końcu kto tu przyjdzie? - zapytałaś. W głębi duszy cały czas się zastanawiałaś, jakich znanych z telewizji gości poznasz.
- Bo w sumie dowiesz się jak przyjdą! Surprise – zaśmiała się.
- Aish! Nagle taka tajemnicza się stała. Jak ktoś się zjawi otwórz. Ja zasiadam na kanapie i się nie ruszam – powiedziałaś – to Twoi goście.
- Poradzę sobie jestem duża – zaśmiała się, po czym rozległ się dzwonek do drzwi.
Słyszałaś okrzyki, powitania i wzajemne zachwycania się swoim wyglądem. Z ulgą stwierdziłaś, że Twoja przyjaciółka nie zaprosiła tylko kolegów swojego brata, ale także jego znajome. Od długiego czasu nie czułaś się dość swobodnie w towarzystwie większości mężczyzn. Odkąd zginął Twój mąż, stworzyłaś pomiędzy sobą a nimi niewidzialny mur.
- Ale tu ładnie! - Twoje rozmyślania przerwały ci damskie głosy – To naprawdę ładne mieszkanie.
Odwróciłaś głowę ku wejściu do salonu, w którym pojawiło się pięć dziewczyn mniej więcej w Twoim wieku.
- To ty musisz być ____. Tyle o Tobie słyszałyśmy, miło Cię w końcu poznać. Jestem Nam Jihyun – patrzyłaś na wszystkie dziewczyny uważnie starając sobie przypomnieć czy gdzieś już je widziałaś jednak nic ci nie przychodziło do głowy.
- Ona Was nie kojarzy – pacnęła się w głowę Twoja przyjaciółka – To są dziewczyny z zespołu 4minute – wyjaśniła.
- Mianhe – jęknęłaś.
- Nie przejmuj się – powiedziała dziewczyna z krótkimi włosami – Jestem Jeon Jiyoon – po czym zaczęła się śmiać jak szalona.
Musiałaś przyznać, że rozluźniła tym atmosferę, przy czym już bez skrępowania poznałaś pozostałe dziewczyny.
- Panowie jak zwykle się spóźniają – zaśmiała się Sohyun.
- Pewnie to znowu wina Yoseoba – zaśmiała się Twoja przyjaciółka, po czym dziewczyny opowiedziały ci, że szykując się na jakieś poprzednie spotkanie z nimi chłopak kilkanaście razy się przebierał, przy czym w każdym stroju robił zdjęcie i wstawiał je na Instagrama, pytając fanów, w czym mógłby pójść. Efektem było godzinne spóźnienie chłopaków.
Całkowicie rozluźniłaś się rozmawiając z dziewczynami. Do tego stopnia, że poznając cały czas nowych ludzi po prostu się uśmiechałaś i przedstawiałaś, starając się niektórych zapamiętać, choć było to bardzo trudne.
Rozmawiałaś właśnie ze swoją przyjaciółką, mówiąc, że ta impreza w sumie to nie był taki zły pomysł, gdy Hyuna przyprowadziła pięciu chłopaków.
- W końcu jesteście! - wykrzyknęła Twoja przyjaciółka witając się z każdym z chłopaków.
- To są właśnie ci słynni już dla Ciebie BEAST, choć w niepełnym składzie – powiedziała Gayoon, pojawiając się obok Ciebie.
- Gdzie jest mój braciszek?
- Spóźni się – odparł blondyn o bladej twarzy.
- Yah! Co on sobie myśli. Co ja się z nim mam – Twoja przyjaciółka przeklinała swojego brata, a wszyscy się z niej śmiali.
- To jest właśnie ____. Najlepsza przyjaciółka siostry Doo Joona – przedstawiła Cię Hyuna.
- Yah! Jak to możliwe, że do tej pory się nie znaliśmy? Jestem Dongwoon – przedstawił się szatyn.
- A ty znowu swoje podrywy, trochę szacunku do starszych – powiedziała Twoja przyjaciółka, ciągnąc go lekko za ucho.
- Aish! - Chłopak podrapał się po głowie – Neona, mianhe.
- Nic się nie stało – odpowiedziałaś grzecznie – Jestem ____ - podałaś mu rękę, po czym poznałaś resztę zespołu, prócz tajemniczego brata Twojej przyjaciółki.

* * * *

Impreza rozkręciła się na dobre. Mimo że imion większości ludzi nie pamiętałaś, a do tego przez większość czasu urzędowałaś na kanapie, to zawsze znalazł się ktoś, kto by z Tobą pogadał. Zmęczona z powodu głośnej muzyki postanowiłaś się przewietrzyć, dlatego skierowałaś się na balkon. Chciałaś przez parę minut odetchnąć świeżym powietrzem. Jednak wychodząc z mieszkania zauważyłaś, że ktoś już się tam znajduje i właśnie próbuje wyrzucić telefon.
- Wiesz, że jest to 11 piętro i wątpię, że gdy już wytrzeźwiejesz coś z niego zostanie – powiedziałaś, po czym przedostałaś się na mini sofę, która stała w rogu. Wciągnęłaś kilka razy powietrze i popatrzyłaś na osobę, która okazała się wysokim brunetem.
- Jeśli tego nie wyrzucę to do niej zadzwonię i się zbłaźnię, bo jestem pijany – odparł patrząc na Ciebie.
- Daj ten telefon – powiedziałaś, no co on niepewnie podał ci urządzenie. Wyjęłaś kartę, po czym oddałaś mu telefon – Jaki będzie problem jak wyrzucisz tylko kartę? Rozpoczniesz nowe życie, z nowym numerem telefonu.
- Dlaczego pomagasz pijanemu?
- Bo przynajmniej mogę pomóc komuś – odparłaś i zamyśliłaś się. Może jest przesadą, że sobie nie możesz pomóc, najzwyczajniej nie czujesz się gotowa na to, by coś zmieniać. Nadal za nim tęsknisz, nadal nie wyrzuciłaś jego rzeczy. Wszystko zostało tak jak pozostawił w tym piekielnym dniu.
Twoje rozmyślania przerwał siadający obok mężczyzna.
- Może i jestem pijany, ale wszystko rozumiem. A ty?
- Co ja?
- Chciałabyś coś wyrzucić? Zacząć od nowa?
- Myślę, że nie jestem jeszcze na to gotowa – odparłaś.
- Więc jeśli już będzie zrobimy to razem. Zaczniemy od nowa w tym samym momencie – powiedział, po czym zabrał od Ciebie kartę do telefonu i schował ją w kieszeni kurtki.
- Przecież potem i tak się nie spotkamy – powiedziałaś patrząc w gwiazdy, jednak odpowiedziała ci cisza. Popatrzyłaś na chłopaka, który walczył sam ze sobą, jednak w końcu zasnął, kładąc głowę na Twoim ramieniu, a ręką obejmując w pasie. W tym samym momencie, w którym to zrobił, ogarnęło Cię ciepło w sercu. Jak gdyby narodziła się w Tobie nadzieja na lepsze jutro. Ogarnęło Cię podobne uczucie jak wtedy gdy jeszcze żył On i Cię przytulał.
Odgarnęłaś od siebie te myśli, po czym próbowałaś wstać, jednak chłopak wtedy przytulił Cię mocniej.
- Proszę nie idź – powiedział cicho.
Nie wiedziałaś co możesz zrobić, nie znałaś go, ale chciałaś mu pomóc. Czułaś, że możesz to zrobić. Sięgnęłaś po koc, który leżał na oparciu sofy i przykryłaś Was oboje, o czym oparłaś się o mebel. Patrząc na gwiazdy nawet nie wiesz, kiedy zasnęłaś.

* * * *

- Zimno – jęknęłaś otwierając jedno oko, po czym ogarnęłaś, że spałaś na balkonie, a nie w swoim pokoju. I wtedy przypomniałaś sobie o tym, dlaczego tu spałaś. Rozejrzałaś się wokół, ale chłopaka nigdzie nie było. Pomyślałaś, że obudził się i po prostu wyszedł jak pewnie większość gości z imprezy.
Wstałaś i skierowałaś się do wejścia mieszkania, w którym nie było aż tak brudno, jak się spodziewałaś. Zajrzałaś do salonu, gdzie na kanapie leżeli Sohyun, Gayoon, Jihyun, Yoseob i Dongwoon. W fotelu spał Junhyung. Skierowałaś się do kuchni i zajęłaś się śniadaniem.
- Annyeong – usłyszałaś i popatrzyłaś w wejście stali tam Hyuna i Hyunseung,
- Pomóc Ci? - zapytała dziewczyna.
- Jeśli chcecie – odparłaś z uśmiechem – Widzę impreza się udała – zaśmiałaś na wspomnienie śpiących w salonie.
- No wiesz Yoseob chciał spać w wannie, ale jakoś udało nam się go przekonać, że to nie jest koniecznie – powiedział blondyn.
- Widzę, że wy też na trzeźwo – popatrzyłaś na nich.
- Ona tak, a ja mam po prostu mocną głowę – zaśmiał się chłopak.
- A co z super organizatorką imprezy? - zapytałaś ze śmiechem, myśląc, w jakim stanie jest Twoja przyjaciółka.
- Chodziła zdenerwowana, dopóki nie pojawił się jej brat, a potem stwierdziła, że musi się upić, bo ma coś komuś ważnego do powiedzenia – zaśmiał się Hyunseung.
- Po prostu stwierdziła, że bez tego nie powie Kikwangowi co do niego czuje – stwierdziła Hyuna.
- Chincha? - powiedzieliście w tym samym momencie z tancerzem.
- Ne. Podobał jej się no w sumie odkąd bardziej się zakolegowaliśmy – zaśmiała się dziewczyna.
- No a jak sobie przypomnę to odkąd ją poznaliśmy to Kikwang dość dużo o niej mówił.
- No to niepotrzebnie się upijała – stwierdziłaś – Tylko gdzie oni są teraz?
- Możliwe, że zabrał ją do domu swoich rodziców, którzy niedaleko mieszkają – odparł chłopak.
- Zejdź ze mnie – usłyszeliście głosy z salonu – To boli. Yah!
Ze śmiechem wstaliście od stołu, po czym poszliście do salonu. Ty oczywiście w swoim żółwim tempie przez ten gips.

* * *

Kiedy wszyscy się ogarnęli drzwi do Twojego pokoju otworzyły się i wyszła zza nich Jiyoon.
- Jesteś mężatką? - zapytała.
Patrzyłaś na wszystkich przerażona. Nie znałaś ich, a mimo to od początku polubiłaś i otworzyłaś się, by choćby zamienić z każdym z tych szaleńców słowo.
- Nie musisz nam się tłumaczyć – powiedziała ciepło Jihyun i przytuliła Cię.
- Powiem Wam, ale jeszcze nie teraz – uśmiechnęłaś się.
- Już wiem – wykrzyknął Dongwoon – Noona musisz koniecznie przyjść na nasz występ. Poznasz w końcu Doo Joona Hyunga, bo pewnie wczoraj nie miałaś okazji. No i zobaczyć jak cudownie śpiewamy. Noona, przyjdziesz?
Zaśmiałaś się.
- Kiedy to będzie? - zapytałaś.
- Za trzy dni – odparł Maknae.
- Nie mam żadnych planów, a jutro zdejmują mi gips, więc bez przeszkód będę mogła przyjść – odparłaś. Tak to pora na zmiany. Miałaś postanowienie i chciałaś się go trzymać.
- Yay!

* * * *

- Ruszaj się! Bo się spóźnimy – krzyczała na Ciebie Twoja przyjaciółka, która przyjechała po Ciebie przed koncertem.
- Już idę – odparłaś z uśmiechem.
Odkąd razem z tancerzem wyznali sobie co czują, w Twoją koleżankę jakby coś wstąpiło. Miała w sobie jeszcze więcej energii i przestała się spóźniać.
Na miejsce dojechałyście na pół godziny przed czasem. Dzięki specjalnym wejściówkom nie musiałyście czekać w długiej kolejce. Gdy dotarłyście na swoje miejsca przywitałyście się z dziewczynami z 4minute.
- W końcu poznasz mojego Oppę, nie wiem jak to możliwe, że dopiero teraz – zaczęła ponownie Twoja przyjaciółka.
- Yah! Powtarzasz mi to od tych trzech dni! Na wszystko przyjdzie czas – odparłaś spokojnie.
- Zaczyna się – powiedziała podekscytowana Sohyun.
Patrzyłaś jak na scenę wbiegają ci znane twarze, prócz jednej. Ale kiedy przyjrzałaś się temu słynnemu Doo Joon'owi rozpoznałaś w nim chłopaka z balkonu, na co Twoje serce zaczęło mocniej bić. Przypatrywałaś mu się jak zaczarowana, po czym uświadomiłaś sobie, że pewnie Cię nie pamięta skoro był pijany. Jednak nie przeszkadzało ci wpatrywać się w niego niemal cały koncert zespołu.
- Chodź za kulisy, no chodź! - Twoja przyjaciółka, gdy tylko chłopaki zeszli ze sceny nie dawała ci spokoju.
- No idę, spokojnie – zaśmiałaś się – Kikwang poczeka.
- Wredna jesteś – stwierdziła.
- No to biegnij ja przyjdę z dziewczynami – nie zdążyłaś skończyć a Twojej przyjaciółki już nie było.
Cały czas się śmiejąc weszłyście w szóstkę za kulisy.
- Noona! - Dongwoon od razu do Ciebie przybiegł – Dlaczego tak wolno? A zresztą nie ważne. Chodź, no chodź. Musisz poznać Hyunga! Wiesz ile mu o Tobie opowiadałem?
- Całe trzy dni – westchnął wiążąc buta Doo Joon.
- Hyung weź się podnieś! - Maknae podbiegł szybko do lidera – No Hyung!
- Już moment – zaśmiał się najstarszy – Jestem … - zatrzymał się w pół zdania patrząc na Ciebie.
- Wpadniecie dziś do naszego dormu, nasz menadżer się zgodził, a z tego, co wiem, wy macie jeszcze dziś czas wolny - nagle pojawił się Yoseob, który przerwał milczenie.
- Pewnie, że tak – odparła Jihyun.
- A ty Noona? - zwrócił się do Ciebie.
- Przyjdzie z nami – odezwała się Hyuna, ty tylko kiwnęłaś lekko głową.

* * * *

Będąc w drodze do dormu chłopaków dziewczyny nie były wścibskie, ale dobrze wiedziałaś, że chciały Cię wypytać o to, co miało miejsce za kulisami. Co prawda po przyjściu Yoseoba, chłopaki poszli się przebrać i zmyć makijaż i nic więcej się nie zdarzyło, to każda z nich wiedziała swoje. Na szczęście nie naciskały, z czego byłaś zadowolona, bo sama nie wiedziałaś jak to wszystko zinterpretować.
- Jesteśmy – powiedział kierowca, po czym wysiadłyście z samochodu i skierowałyście się do wejścia. Gayoon zadzwoniła dzwonkiem, po czym poczekałyście chwilę i drzwi otworzył wam Junhyung.
- Noona! - zza rapera wyskoczył Maknae – Chodź. Zdążyłaś zdjąć buty, po czym zostałaś pociągnięta na górę.
- Gdzie idziemy?
- Wymogłem na Hyungu, żeby Cię przeprosił – uśmiechnął się i zapukał do jednych z drzwi, po czym wepchnął Cię do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
- Dongwoon powiedziałem, że przeproszę, zawołaj mnie po prostu jak przyjdą powiedział lider znad zeszytu, w którym coś pisał, a ci zrobiło się gorąco.
- Tym razem to ja wepchnięta przez Dongwoona – powiedziałaś nieśmiało.
Doo Joon zamyślił się przez chwilę, po czym podniósł wzrok i zaczął patrzeć na Ciebie, na co Twoje serce znów zaczęło szybciej bić.
- Usiądź – wskazał na kanapę.
Skorzystałaś z zaproszenia, po czym milczeliście przez dłuższą chwilę.
- Dlaczego powiedziałaś, że przynajmniej możesz pomóc komuś? - zapytał cicho patrząc na Ciebie uważnie.
Nie wiedziałaś co zrobić, a z Twoich oczu niekontrolowanie popłynęła łza. Chłopak wstał i niepewnie usiadł obok Ciebie. Popatrzyłaś na swoje dłonie z serdecznego palca prawej zdjęłaś obrączkę.
- Jesteś mężatką? - powiedział cicho – Jesteś taka młoda – Patrzył na Ciebie uważnie.
- Mój mąż zginął w wypadku. Jechaliśmy na lotnisko, zaplanowaliśmy wakacje idealne, ale jakiś pijany idiota musiał pokrzyżować nam plany. On zginął na miejscu, ja miałam więcej szczęścia i teraz żyję. Tylko co to za życie skoro osoba, którą kochałam najbardziej na świecie nie żyje – nie kontrolowałaś już łez – Byliśmy dopiero trzy miesiące po ślubie.
Wokalista nic nie mówił, tylko Cię przytulił, a ty wtedy znów poczułaś to ciepło, które czułaś, kiedy On żył.
- Do tej pory nie schowałam jego rzeczy, nie mam na to siły – westchnęłaś cicho.
- Pamiętasz naszą rozmowę na balkonie – zapytał nagle.
- Ne.
- Myślę, że już jesteś już na to gotowa, by zacząć od nowa. On zawsze będzie w Twoim sercu i nic tego nie zmieni – uśmiechnął się lekko, po czym wyjął z Twoich rąk obrączkę i z powrotem nasunął na palec – Nie będzie łatwo, ale dzięki wytrwałości można osiągnąć wszystko.
- Do tej pory nie myślałam, że to możliwe, ale wtedy kiedy zasnąłeś na tym balkonie na moim ramieniu i nie pozwoliłeś odejść pierwszy raz od jakiegoś czasu nie śnił mi się wypadek – powiedziałaś cicho – wtedy od jego śmierci pierwszy raz poczułam się bezpiecznie – odważyłaś się popatrzeć na niego – Nie oczekuję niczego od Ciebie … - nie dokończyłaś, bo chłopak delikatnie pocałował Cię w czoło, po czym mocno przytulił.
- Zostanę z Tobą, na zawsze. Obiecuję.





Po dość długiej przerwie. Ale matura, papiery na studia, sprawy rodzinne trochę się tego nazbierało. Oddaję do waszych rąk i liczę, że nikt o mnie nie zapomniał. Pozdrawiam !
Troublemaker

środa, 28 maja 2014

Zagubieni ( Ken - VIXX )



- Chłopaki! Przyszłam się pożegnać! – krzyknęłaś niepewnie, gdy tylko przekroczyłaś próg dormu VIXX.
Przez chwilę panowała cisza, zaraz jednak do salonu wszedł N. Uśmiechnął się szeroko i podbiegł do ciebie. Przytulił, ciasno dociskając twoją głowę do swojej klatki piersiowej.
- Awww, moja ____! – zawołał kiwając wami powoli na boki.
- Yah! Puść! – jęknęłaś odciągając Hakyeona od siebie. Pomógł ci w tym Ken, który szybko znalazł się pomiędzy wami.
- Mogę cię zawieść. – powiedział nagle.
- Co? – zmarszczyłaś brwi. – Ale ja jadę na drugi koniec kraju..
- Mogę cię zawieść. – powtórzył z dokładnie taką samą miną.
- On może cię zawieść. – wtrącił się wesoło Ravi.
Zlustrowałaś całą szóstkę wzrokiem. Jaehwan stał sztywno z lekko zdenerwowaną i przestraszoną miną. Wonsik z wielkim uśmiechem na ustach powstrzymywał lidera przed ponownym przytuleniem cię do siebie. Hongbin ulokował się obok rapera z niespokojną miną i dłońmi zaciśniętymi w pięści. Hyuk, który stał niedaleko za nim uśmiechał się niewinnie i chichotał sam do siebie. Względnie normalnie zachowywał się Leo, który jak gdyby nigdy nic opierał się o kapanę, i spoglądał na ciebie znudzonym wzrokiem.
- Co jest? – spytałaś w końcu po chwili ciszy.
- On może cię zawieść. – mruknął Taekwoon.
- Bo ma prawo jazdy. – dodał szybko visual.
Sama nie wiedziałaś co masz o tym myśleć. Niby zawsze dziwacznie się zachowali, ale nigdy tak, jak dzisiaj. Miałaś wrażenie, że coś planują i warunkiem, żeby wszystko poszło dobrze, był fakt, że wsiądziesz do samochodu z Kenem.
- Dlaczego tak nagle? – mruknęłaś niepewnie.
- Nudzi mi się? – odparł Jaehwan tonem, jakby sam był niepewny swojej odpowiedzi.
- Och zgódź się ____! – jęknął w końcu N.
- Ale, że.. – zaczęłaś, jednak gdy tylko poczułaś, jak główny wokalista złapał cię za rękę i wyciągnął z mieszkania, ucichłaś. Zaskoczona jego nagłym ruchem, pozwoliłaś się zaciągnąć do samochodu, który stał przed blokiem.
- Wsiadaj, a ja włożę twoją walizkę do bagażnika. – polecił i szybko zabrał ci bagaż. Wciąż w szoku, co się właściwie przed chwilą stało, usiadłaś na miejscu pasażera.
- Co ty kombinujesz? – zapytałaś, gdy chłopak tylko wrócił i zasiadł na swoim miejscu.
- Po prostu chcę być miły. – wydął uroczo wargę. – Nie mogę?
- M-możesz. – zacięłaś się lekko przez jego aegyo. Nie mogłaś nic na to poradzić, jednak on czasami był za słodki, jak na chłopaka w swoim wieku.
Ken tylko uśmiechnął się sam do siebie i odpalił silnik. Za chwilę także wyjechaliście z osiedlowego parkingu.
***
Jechaliście spokojnie, słuchając radia. Jaehwan oczywiście nie hamował się by śpiewać, gdy tylko znał tekst piosenki. Jednak tobie to nie przeszkadzało. Uwielbiałaś słuchać jego anielskiego głosu, a teraz miałaś go tylko dla siebie, więc to podwójny plus.
- Myślisz, że mogę pojechać w lewo? – zapytał nagle chłopak.
- Zawsze jak jeżdżę, to nie skręcam. Jadę prosto. – stwierdziłaś rozejrzawszy się dookoła.
- Z tego co widziałem na mapie kilka minut temu, to jak skręcimy w lewo, będzie szybciej. – powiedział, i nie czekając na twoją zgodę, skręcił.
- Yah, a jak się zgubimy? – szturchnęłaś go lekko w ramię.
- Nie bij kierowcy bo spowodujesz wypadek~. – upomniał cię żartobliwie i pokazał język. Ty tylko westchnęłaś głośno i oparłaś się fotel. Miałaś złe przeczucia.
Wjechaliście do jakiegoś lasu, na początku było ok, jednak po kilkudziesięciu minutach drogi, asfalt zamienił się na leśną szosę.
- Coś jest nie tak. – mruknęłaś powoli.
- Wszystko jest ok. Jest na tyle duża, żeby się zmieścił samochód, więc to normalna droga. – odparł, jednak czułaś w jego głosie lekkie zawahanie.
Siedziałaś więc w ciszy obserwując, jak wokół roi się od różnorakich drzew, krzewów i innych dzikich roślin.
- Powinniśmy zawrócić.. – spojrzałaś uważnie na Kena. – Nie podoba mi się to.
- Pf.. – wypuścił głośno powietrze. – Dobra. – burknął i zaraz zaczął kręcić kierownicą, by zawrócić. Przejechaliście może z kilka metrów, kiedy samochód zgasł. Na początku nie zmartwiło cię to, jednak, gdy Jaehwan po kilku próbach dalej nie mógł go odpalić, zwątpiłaś.
- Co jest? – zapytałaś niepewnie, jakby bojąc się, że twoje pytanie pogorszy sprawę.
- Mam kłamać czy być szczerym? – chłopak zdjął ręce z kierownicy i utkwił w tobie wzrok.
- Kłam.
- Zaraz to naprawię~. Wiem co się stało, więc nie musisz się martwić! – zawołał wesoło i klasnął w dłonie.
- Wiedziałam. – jęknęłaś, a po chwili zaczęłaś walić głową w zagłówek siedzenia. – Wiedziałam, że coś jest nie tak. Moja intuicja nigdy mnie nie zawodzi..
- Spokojnie, po prostu daj mi telefon. Zadzwonię po pomoc. – chłopak wystawił w twoją stronę otwartą dłoń.
- Nie mam nic na koncie. Użyj swojego. – mruknęłaś.
- Nie zabrałem. Widziałaś, że sam cię wyciągnąłem z domu i nie miałem czasu nic wziąć. – powiedział. – Weź kredyt.
- Brałam, jestem już na minusie.. – wyznałaś po chwili.
- Yah! Co ty robisz z tymi pieniędzmi na koncie! – oburzył się nagle. – Znowu pisałaś z Hongbinem po nocach?
- Nie. – burknęłaś.
- Przynajmniej tyle. – westchnął. – No dobra, przejdźmy się. Jak jechaliśmy widziałem domek po drodze. Zapukamy, przeprosimy i zadzwonimy od nich. – opowiedziawszy swój plan, wysiadł. Ty poszłaś w jego ślady i już za chwilę szliście ramię w ramię po leśnej ścieżce.
- Daleko stąd go widziałeś? – spytałaś w końcu przerywając tym samym ciszę.
- Kawałek. – odpowiedział niepewnie. Po jego głosie mogłaś wyczuć, że więcej niż „kawałek”. Tak też było, szliście jakieś pół godziny, kiedy zaczęło padać. Jeszcze gdyby to  był zwyczajny deszcz, ale nie, to była największa ulewa, jaką kiedykolwiek widziałaś.
- Co robimy?! – jęknęłaś, nawet nie próbowałaś się jakoś chować przed spadającymi litrami z nieba. To i tak nie miało sensu, skoro byłaś już cała przemoknięta.
- Wróćmy do samochodu! Powinno zaraz przestać. – powiedział głośno. Deszcz zagłuszał praktycznie wszystkie dźwięki, pozwalając słuchać wam tylko uderzeń kropli o konary drzew czy ziemię.
Na początku biegliście w drugą stronę, jednak po niesamowitym poślizgnięciu i wpadnięciu do pobliskiego rowu, daliście sobie z tym spokój. Szliście więc cierpiętniczym krokiem, cali mokrzy i odrobinę brudni od błota. Szczęście w nieszczęściu, że deszcz szybko zmywał z was ziemię i piach.
Chodziliście już jakąś godzinę, a samochodu nie było. Byłaś zła, przemoczona i zmęczona. Krótko mówiąc mało ci brakowało by wybuchnąć. Sytuacji nie polepszał fakt, że Ken co chwila zmieniał zdanie, w którą stronę powinniście iść. Doskonale wiedziałaś, że straciliście orientację i już nie wiecie, z  której strony przyszliście.
- Tam. Chodźmy tam. – postanowił w końcu wskazując palcem gdzieś na wschód.
- Przechodziliśmy już tamtędy. Poznaję tę skałę. – powiedziałaś szybko, wpatrując się w głaz leżący obok jednego z drzew.
- Przecież wszystkie wyglądają tak samo! – jęknął. – Mówię ci, że to tam musimy iść.
- Lee Jaehwan. – zaczęłaś ostro. – Jeśli zaraz nie ujrzę tego przeklętego gruchota, obiecuję ci, że twoja głowa odbije się od tego kamienia, jak te krople deszczu.
Widziałaś, jak chłopak głośno przełknął ślinę i zwątpił w wybrany przed chwilą kierunek. Zamknął oczy i z wyciągniętą przed siebie ręką, zakręcił się kilka razy wokół własnej osi.
- Tam! – powiedział entuzjastycznie, kiedy w końcu się zatrzymał, wskazując tym samym w losowy kierunek.
- Chyba kpisz. – zlustrowałaś go krytycznym wzrokiem.
- No dalej ____. Co masz do stracenia~. Oboje nie mamy zielonego pojęcia, gdzie iść. – uśmiechnął się niespodziewanie.
- Czy ta sytuacja cię bawi? – westchnęłaś i mimowolnie ruszyłaś w wskazanym przez chłopaka kierunku.
- Powiedziałbym bardziej, że cieszę się na świadomość, iż będziemy mieli więcej niezapomnianych wspomnień. – odparł i objął cię ramieniem.
- Ciesz się lepiej na świadomość rychłej choroby. – prychnęłaś, jednak przybliżyłaś się do boku chłopaka. To była aktualnie jedyna rzecz, która dawała znikome ciepło. Szliście tak więc przed siebie, aż nagle ujrzeliście go. Samochód stał sobie spokojnie jakieś dwadzieścia metrów od was.
- Ha! Mówiłem! – ucieszył się chlopak i pobiegł do auta. Ty momentalnie również wystrzeliłaś jak z procy i zaraz siedzieliście na miejscach w środku suchego pojazdu.
- Musimy zdjąć ubrania, przeziębimy się zaraz i zmoczymy fotele. – mruknęłaś zdegustowana.
- Myślisz, że wożę zapasowe ubrania w aucie? – Ken spojrzał na ciebie jak na kosmitę.
- Oczywiście, że nie, ale moja walizka pełna ubrań jest z bagażniku. Leć po nią. – wskazałaś na niego palcem. Chłopak szybko pokręcił głową.
- Na dworze pada! – oburzył się.
- I tak jesteś już mokry. – wzruszyłaś ramionami, rozbawiona jego miną.
- Ty też.
- Ale to ty wjechałeś w ten las. – przypomniałaś mu. Jaehwan westchnął cierpiętniczo i w końcu wysiadł. Wrócił za niecałą minutę z twoją wielką walizką. Ułożył ją sobie na kolanach i otworzył szybko. – Yah! Nie grzeb mi w rzeczach! – zawołałaś, gdy Lee zaczął szukać jakiejś zdatnej do noszenia rzeczy.
- Mam~. – zanucił wesoło i uniósł zwycięsko twoją piżamę do spania. Nie spodziewał się chyba jednak jednoczęściowego pajacyka w kwiatki, gdyż mina mu zaraz zrzedła. – Chyba jednak poszukam dalej..
- To jedyna rzecz, która będzie ci pasować. Uwierz mi. – powiedziałaś przez śmiech.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? – spytał z nadzieją.
- Niestety, tym razem nie. – zachichotałaś i zabrałaś z walizki jakąś koszulkę i spodnie. – Ok, odwróć się w stronę okna i nie podglądaj.
- C-Chcesz się tu przebierać? – zdziwił się nagle.
- Nie, wyjdę na dwór i schowam się za drzewem. – odparłaś z ironią i zdjęłaś z siebie przemoczoną koszulkę. Szybko przebrałaś się w suche ubrania i przesiadłaś się na tylne siedzenia.
- Jak się przebierzesz to też chodź tutaj, bo fotele z przodu są już mokre. – powiedziałaś wyciągając się wygodnie. Za chwilę dołączył do ciebie Ken w uroczej piżamce. Gdy tylko go zobaczyłaś, momentalnie wybuchłaś śmiechem.
- Yah, ____! Przestań, to nie jest zabawne. To jakiś żart. – fuknął urażony i usiadł na przeciwko ciebie.
- Nie, no ale nie mów. Jak wyjdziesz tak na miasto, każda dziewczyna jest twoja. – zaśmiałaś się.
- Nie potrzebuję każdej, wystarczy mi jedna. – mruknął nagle.
- Huh? Masz kogoś konkretnego na myśli? – zapytałaś, a gdy chłopak przytaknął twierdząco, poczułaś lekkie ukłucie gdzieś w środku.
Bo czy on nie był za młody na miłość?! Ma przecież dopiero 22 lata.. Nie, to idiotyczne, to chyba wystarczający wiek.. O! Ale praca! Jest wiecznie zajęty, gdzie on niby znalazł dziewczynę? Chyba, że to jakaś z branży muzycznej.. Albo śliczna aktorka, z którą nie miałabyś szans.
- ____? – twoja rozmyślania przerwał jego niepewny głos.
- Tak? – spojrzałaś na niego uważnie.
- A ty? Masz kogoś na oku? – słysząc jego pytanie ponownie się zamyśliłaś. Jedynymi bliskimi ci mężczyznami, było VIXX. Jednak, czy któregoś z nich darzyłaś większym uczuciem, niż jako brata? Jedyną osobą, jaka ci przychodziła do głowy, był sam Jaehwan. – Bo ostatnio zauważyłem, że bardzo często rozmawiasz z Leo hyungiem, N hyung też nie szczędzi na uściskach z tobą..
- Oszalałeś? – przerwałaś mu szybko. – To tylko przyjaciele. Jeśli miałabym już kogokolwiek wskazać, to.. – urwałaś, gdy zorientowałaś się, co już chciałaś powiedzieć.
- Kogo? – ożywił się momentalnie.
- Co to za głupi temat wywlokłeś? – próbowałaś się wykręcić od odpowiedzi.
- Czy moje uczucia do ciebie to głupi temat? – zapytał poważnie. W jego głosie nie poczułaś ani nutki rozbawienia, tak, jak zwykle.
- T-twoje uczucia do.. – czułaś, że byłaś cała czerwona, a twoje serce biło nienaturalnie szybko.
- Kocham cię ____. – uśmiechnął się lekko. A ciebie zatkało. Nie spodziewałaś się tego w zupełności, ale pomimo to, czułaś się niesamowicie szczęśliwa.
- Ja chyba też cię kocham. – powiedziałaś po chwili ciszy.
- Chyba? – usłyszałaś jego zdziwienie.
- Jak wyjdziemy z tego lasu, to na pewno będę cię kochać. – zaśmiałaś się cicho.
- W takim razie muszę wydostać nas stąd jak najszybciej~. – na powrót wrócił jego wesoły ton.
- Na to wygląda. – przytaknęłaś. – Um.. Mogę mieć do ciebie jedną prośbę? – zapytałaś zaraz niepewnie, wpatrując się w jego twarz.
- Prośbę? – zamyślił się na chwilę. – Aaaa~. Prośbę! Pewnie. – na jego usta wstąpił dziwny uśmieszek i w niesamowicie krótkim czasie pokonał dzielące was dwa metry. Zanim zdążyłaś upomnieć go, że znajduje się za blisko i nie możesz oddychać, on pocałował cię prosto w usta. Zaskoczona jego zachowaniem nawet się nie poruszyłaś, nie zdążyłaś też w jakikolwiek sposób zareagować, bo chłopak zaraz się odsunął. – Twoja prośba spełniona~.
- Chciałam spytać, czy mogę ci zrobić zdjęcie w tej piżamce.. – wydusiłaś wciąż w szoku.
- Oo.. – spojrzał na ciebie zażenowany.
- Ale to też przyjmuję. – uśmiechnęłaś się zaraz i przytuliłaś go do siebie.
- Uf.. Myślałem, że mnie zaraz udusisz. – zaśmiał się i również oplótł cię ramionami.
- Ale wiesz, że teraz nie masz odwrotu? Musisz wziąć za to odpowiedzialność.
- Chętnie. – usłyszałaś jego ciepły głos przy uchu i przymknęłaś oczy. Teraz nie przeszkadzał ci nawet padający deszcz.



Scenariusz z Kenem idealnie na comeback VIXX, nie uważacie? .V. Mam nadzieję, że się podoba, śmiało komentujcie i dzięki za uwagę XD.
 ~Koszka

wtorek, 20 maja 2014

Zwolniona ( Zelo - B.A.P )



- ____! Podaj komórkę Youngjae! – usłyszałaś krzyk menadżera zespołu z dołu. Byli zaledwie piętro niżej od ciebie, jednak i tak nie chciało im się wejść po schodach, by samemu wziąć urządzenie.
Pomimo niesamowitych niechęci, wstałaś z wygodnego krzesła i złapawszy za telefon, ruszyłaś biegiem w stronę schodów. Widziałaś, że maknae B.A.P jest zaledwie w połowie drogi na dół.
- Zelo! – zawołałaś, a chłopak spojrzał na ciebie zdezorientowany. – Łap! – bez zawahania rzuciłaś komórką. Pech chciał, że raper nie był gotowy do podania, i nie dość, że jej nie złapał, to z hukiem zaliczył bliskie spotkanie z schodami, z których sturlał się na sam parter.
Momentalnie podbiegłaś do niego zupełnie, tak jak reszta zespołu.
- Yah, Junhong, wszystko w porządku? – spytałaś przerażona.
- Dasz radę wstać? – zmartwił się Himchan.
- Moja ręka. – jęknął cicho i powoli podniósł się do siadu. – Chyba złamana.
- Nawet tak nie żartuj. – upomniał go zlękniony menadżer. Jeśli to prawda, wiedziałaś, że będziecie się ostro tłumaczyć przed prezesem.
- Mówię poważnie hyung. – mruknął słabo Zelo.
- Jedźmy szybko do szpitala. Nie ma co teraz siedzieć i dyskutować. – zarządził szybko lider.
***
Na oddziale ratunkowym znaleźliście się po ponad pół godzinie. Lekarz szybko zajął się Zelo. Po zrobieniu zdjęcia i obejrzeniu go, stwierdził, że to zwykłe złamanie przedramienia. Skierował was więc do gipsowni, znajdującej się na drugiej stronie szpitala, z odpowiednią karteczką. Maknae wszedł do pokoju, a menadżer odszedł dalej, by na spokojnie porozmawiać z prezesem wytwórni.
Siedziałaś zdenerwowana na ławkach razem z resztą zespołu. Nikt z nich wyjątkowo się nie odzywał, czego bardzo teraz potrzebowałaś. Przez ich milczenie, miałaś wrażenie, że zaraz zwariujesz od zamartwiania się o stan młodego chłopaka. Przecież to była twoja wina, że nie chciało ci się zejść po tych głupich schodach.
Nagle, jak na zawołanie, Junhong wyszedł z pomieszczenia. W przeciwieństwie do was, był cały uśmiechnięty bo jego wcześniejszy ból został znieczulony przez leki przeciwbólowe.
- Kto chce się pierwszy podpisać? – zapytał podnosząc prawą rękę do góry, i ukazując tym samym śnieżnobiały gips.
Ulżyło ci widząc reakcję chłopaków siedzących obok ciebie. Każdy z nich ze śmiechem poderwał się z ławek i zaczęli przepychać się w stronę młodszego, by zobaczyć z bliska gips. Zupełnie jak dzieci z podstawówki.
Za chwilę przyszedł też menadżer, jednak widząc rękę Zelo, nie zareagował w podobny sposób.
- Chodźcie, odwieziemy was do dormu. – powiedział. – Potem pojedziesz ze mną do prezesa. Chce cię widzieć. – mruknął już w twoją stronę, a ciebie przeszły ciarki. Wiedziałaś, że to jeszcze nie koniec i oberwie ci się za całą tą sytuację.
***
- ____, dobrze wiesz, że przymykałem oko na różne twoje wybryki. Na twoje spóźnianie się, zapominalstwo czy też na tamtą ostatnią historię, kiedy to wróciłaś z zespołem w samochodzie jakiegoś obcego człowieka. – mówił powoli CEO.
- Tamten pan był naprawdę miły.. Przywiózł nas bezpiecznie z Yangsam.. – przerwałaś mu, jednak ucichłaś widząc jego karcący wzrok.
- Koniec tego dobrego, postanowiłem. Będziesz pomagać tylko i wyłącznie Zelo przez pierwszy miesiąc, a potem niestety będziesz musiała poszukać sobie nowej pracy. – starszy mężczyzna westchnął przeciągle.
- Ale proszę pana! – chciałaś coś powiedzieć, jednak po chwili namysłu, zamilkłaś. To była prawda. Nie byłaś idealną pracownicą, a do tego spowodowałaś wypadek jednego z członków zespołu. – Dobrze..
- Jeśli możesz, przeprowadź się na ten czas do ich mieszkania, wszystkim tak będzie wygodniej. – przytaknęłaś słabo na dźwięk słów prezesa. – I nie bierz tego do siebie, naprawdę cię lubię ____, po prostu nie mogę już dłużej cię tu trzymać.
- Dobrze, rozumiem. Dziękuję i przepraszam za wyrządzone szkody. – skłoniłaś się lekko i razem z menadżerem wyszłaś z gabinetu byłego już szefa.
- ____? – usłyszałaś niepewny jego głos.
- Tak proszę pana?
- Pamiętaj, że zawsze będziesz mogła na mnie liczyć przy szukaniu nowej pracy. Mogę podzwonić po przyjaciołach i popytać. – uśmiechnął się wesoło.
- Było by mi bardzo miło. – powiedziałaś i ruszyliście razem w stronę wyjścia.
***
Zabrałaś najważniejsze rzeczy ze swojej kawalerki i pojechaliście do dormu B.A.P. Postanowiliście jak na razie nie mówić im o twoim zwolnieniu.
- Yah! Zgadnijcie, kto będzie z wami mieszkał? – zawołałaś, gdy tylko weszłaś do salonu z wielką walizką w ręku.
- Huh? Z jakiej racji? – jęknął Youngjae. Nadal widocznie miał ci za złe zniszczenie jego komórki.
- Och przestań~. Odkupię ci nową! – mruknęłaś urażona jego reakcją.
- Nareszcie będzie ciekawiej~! – ucieszył się Himchan.
- Ah! Ktoś rozumie moją wartość! – zaśmiałaś się i przybiłaś piątkę z visualem.
- Wszyscy się cieszymy. – uśmiechnął się Yongguk.
- A propo wszystkich.. Gdzie Zelo? – rozejrzałaś się w końcu po salonie nigdzie go nie widząc.
- W sypialni. Poszedł już spać. – odparł Daehyun.
Momentalnie przygryzłaś wargę czując wyrzuty sumienia. Gdyby nic się dzisiaj nie stało, pewnie siedział by na kanapie, podjadając coś i oglądając wesoło telewizję.
***
Na następny dzień zostaliście sami. Reszta zespołu poszła trenować, a przez stan maknae, prezes dał mu wolne od ćwiczeń tanecznych zgodnie z zaleceniem lekarza. Chłopak siedział więc przelatując po kanałach, a ty krzątałaś się w kuchni robiąc obiad. Zwykłe spaghetti, jednak Zelo specjalnie cię o nie poprosił.
Gdy tylko skończyłaś, postawiłaś talerz z gorącym makaronem na stole. Choi uśmiechnął się szeroko, gdy tylko zobaczył jedzenie i od razu usiadł prosto, łapiąc za widelec.
- Naprawdę cię przepraszam za to, co się stało. – powiedziałaś w końcu po chwili ciszy.
- Wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie, więc nie gniewam się. Nie czuj się winna. – złapał cię za dłoń, w dodającym otuchy geście. Fakt, że chłopak nie ma ci tego za złe, poprawił ci niesamowicie samopoczucie.
***
Kolejne dni mijały bardzo podobnie. Do popołudnia siedzieliście razem w domu, potem chłopak jechał na zajęcia, na których ćwiczył swój wokal i rap. Wracał już z całym zespołem i w siódemkę spędzaliście wieczory. Graliście w jakieś gry, oglądaliście filmy, czy zwyczajnie przegadywaliście godziny. Niesamowicie zbliżyłaś się do nich, szczególnie do maknae. Potrafiliście już rozumieć się praktycznie bez słow. Bardzo żałowałaś, że nastąpiło to jednak dopiero w ostatnim miesiącu twojej pracy w TS Entertainment i niedługo będziesz musiała ich opuścić.
Na samą myśl o rozstaniu, twoje serce pękało i chciało się płakać. Dlatego więc nie miałaś odwagi powiedzieć im o tym. Doskonale wiedziałaś, że prędzej, czy później by się dowiedzieli, ale wolałaś opcję później.
- ____! Mogłabyś mnie nakarmić? – spytał nagle Zelo, wychodząc z kuchni z jogurtem i łyżeczką w ręce. Zaśmiałaś się cicho z jego uroczego zachowania, ale przytaknęłaś prędko.
- Siadaj. – poklepałaś miejsce na kanapie obok siebie, a chłopak szybko tam usiadł. Otworzyłaś jogurt i nabrawszy na łyżkę trochę serka, podałaś mu ją do ust maknae.
Może i za pierwszym razem wydawało ci się to zawstydzające, jednak po kilku karmieniach i zobaczeniu, jak chłopak naprawdę się z tym męczy samemu, robiłaś to spokojnie. To była po prostu kolejna prośba z jego strony, którą chętnie spełniałaś.
Gdy tylko chłopak zjadł, zabrał ci z rąk kubeczek i łyżkę. Uśmiechnął się chytrze i zaraz pocałował cię w policzek. Cała zarumieniona spojrzałaś na niego zaskoczona.
- C-co ty? – zacięłaś się, słowa grzęzły ci w gardle.
- W ramach podziękować. – zaśmiał się i zaraz poszedł do kuchni, by wyrzucić plastikowe opakowanie po jogurcie, nie zaszczycając cię dalszymi wyjaśnieniami jego zachowania.
Ty natomiast siedziałaś sztywno na kanapie, jednocześnie szczęśliwa i smutna. Szczęśliwa, bo chłopak ostatnio zaczął ukazywać zainteresowanie twoją osobą, a smutna, bo zaczął to robić dopiero teraz, kiedy jutro musisz już od nich odejść.
***
Patrzyłaś, jak Zelo zbiera się do wyjścia na trening. Powoli czułaś, jak zbiera ci się na płacz, więc chciałaś, by wyszedł jak najszybciej. Jak na złość jednak, chłopak nigdzie nie mógł znaleźć swojego portfela, więc krzątał się po całym domu.
- Sprawdziłem w pokoju, nie ma go tutaj na pew.. – urwał, gdy tylko spojrzał na ciebie. Momentalnie podszedł i usiadł obok, na kanapie. - ____, stało się coś?
- C-czemu? – spytałaś mrugając intensywnie.
- Przecież widzę, że płaczesz. – westchnął. – Wczoraj wieczorem też dziwnie się zachowywałaś przy hyungach. Co chwila prawiłaś im komplementy i przytulałaś.
- Wydaje ci się. – zmusiłaś się na nikły śmiech. Junhong ku twojemu zaskoczeniu po prostu objął cię.
- Mam zostać? – spytał cicho.
- Nie! – zaprzeczyłaś szybko. – Idź na zajęcia, wszystko ci wyjaśnię, jak wrócisz. – powiedziałaś, chociaż doskonale zdawałaś sobie sprawę, że gdy wróci, ciebie już tu nie będzie, a w wytwórni powiedzą mu dlaczego.
- Na pewno? Wiesz, że możesz na mnie liczyć. – odsunął cię delikatnie od siebie.
- Biegnij bo się spóźnisz~. – upomniałaś go. – Portfel nie będzie ci potrzebny.
- Jesteś pewna? – zapytał, chociaż sama nie wiedziałaś o co się upewnia.
- Tak.- przytaknęłaś z lekkim uśmiechem, a chłopak posławszy ci niepewnie spojrzenie w końcu opuścił mieszkanie.
Ty natomiast wzięłaś się za gotowanie. Chciałaś po raz ostatni przyrządzić im coś dobrego na kolację.
***
Minął miesiąc od kiedy wróciłaś do siebie. Dzięki pomocy menadżera B.A.P szybko znalazłaś nową pracę, w kawiarni. Bardzo się starałaś, po przygodzie z TS Entertainment. Nie spóźniałaś się, byłaś ostrożna podając klientom zamówione przez nich napoje i ciągle się uśmiechałaś, pomimo, że czasami miałaś ochotę wygarnąć niektórym osobom.
- Awwww~! – krzyknęłaś zdenerwowana, gdy tylko wyszłaś na zaplecze. Właśnie zdarzyło ci się obsłużyć kolejnego klienta, którym z natury nie podoba się nawet fakt, że niebo jest niebieskie, a słońce przygrzewa delikatnie. Prosto mówiąc – kolejny gbur. Dlatego więc koleżanka wysłała cię tu, byś trochę ochłonęła.
Nagle zadzwonił twój telefon. Widząc połączenie przychodzące od menadżera B.A.P, odebrałaś szybko.
- Słucham? – spytałaś powoli.
- Och ____! Moglibyśmy się spotkać? – usłyszałaś w słuchawce jego zdenerwowany głos.
- Stało się coś? – zmartwiłaś się momentalnie.
- Spotkajmy się za pół godziny w parku koło wytwórni, dobrze? – mruknął po chwili zastanowienia.
- Ale..
- Będę czekał, to pilne i dotyczy Zelo. – powiedział jeszcze i rozłączył się.
Zostawił cię z głową pełną najgorszych scenariuszy. Bo co takiego złego mogłoby się mu stać, że menadżer dzwonił aż do ciebie? Nie chciałaś się nad tym długo rozwodzić.
Niewiele myśląc, szybko wyjaśniłaś sytuację swojej szefowej i pobiegłaś w kierunku budynku TS Entertainment. Potykałaś się praktycznie ciągle przez szpilki, które musiałaś nosić do pracy. Również ludzie oglądali się za tobą ze zdziwieniem na twarzy, jednak ciebie to akurat mało interesowało  Teraz ważny był tyko i wyłącznie Zelo.
Gdy tylko dotarłaś do parku, cała zdyszana zaczęłaś się rozglądać dookoła w poszukiwaniu znajomej sylwetki. Zanim jednak zdążyłaś kogoś zauważyć, poczułaś czyjąś dłoń na nadgarstku. Powoli odwróciłaś się, a gdy ujrzałaś twarz Junhonga, zamarłaś.
- Nareszcie cię mam. – powiedział uśmiechnięty. – Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć? Nie uważasz, że powinienem o tym wiedzieć?
- Nie mogłam. – odparłaś po chwili. Miałaś nadzieję, że ta rozmowa nigdy nie nastąpi, że będziesz po prostu wspominać piękne chwile, które spędziłaś razem z nim.
- Wybaczę ci, pod warunkiem, że weźmiesz odpowiedzialność. – westchnął powoli, jednak uśmiech dalej nie schodził z jego twarzy.
- Za rękę? Oczywiście. Zgadzam się w stu procentach, jeśli chcesz obciążyć mnie rachunkiem za szpital.- zaoferowałaś momentalnie się ożywiając. Pewnie dlatego menadżer cię wezwał, z powodu jego ręki.
- Yah! Głupia jesteś? – oburzył się, a ciebie zatkało. Skoro nie o to mu chodziło, to o czym on mówił?. – Masz wziąć odpowiedzialność, za moje uczucia do ciebie. – wyjaśnił zaraz.
- Och.. – mruknęłaś tępo. – Więc, ty też..?
- Oho~. Widzę, że już się wzięłaś za rekompensatę tych wszystkich dni. To było naprawdę okrutne.. Rozkochałaś mnie w sobie a potem uciekłaś, jak gdyby nigdy nic. – wydął uroczo dolną wargę.
- Przepraszam. – w końcu uśmiechnęłaś się. Zrozumiałaś, że pomimo iż nie będziesz już z nimi pracować, nie oznacza to jednak końca.
- Po prostu obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz. – przytulił cię, a zaraz również pocałował cię. Był to delikatny i w sumie krótki pocałunek, lecz chłopak rozczulił cię nim niesamowicie.
- Obiecuję. – przytaknęłaś ochoczo, wywołując jego uroczy śmiech.



~ Koszka

niedziela, 11 maja 2014

Znajomi z pracy ( Hoon - U-KISS )


- ____, potrzebne talerze! – zawołał Jaehyun.
- Przyjęłam~! – odpowiedziałaś mu i momentalnie wzięłaś się za opłukiwanie większych talerzy. Gdy tylko skończyłaś, wstawiłaś je do zmywarki i wróciłaś do zlewu.
Tak właśnie mijał ci kolejny sobotni wieczór. Pracowałaś na zmywaku w domu weselnym. Jednak nie narzekałaś, praca była znośna i całkiem dobrze płacili. Inna sprawa, że tobie, jako studentce z potrzebami, każda kwota odpowiadała. Jednak nie tylko to było zaletą tej pracy. Kolejną zaletą był Yeo Hoonmin. Uroczy i przystojny chłopak, który pracował jako jeden z kelnerów.
Hoon – bo tak kazał na siebie mówić – był kochany. Pracował za dwóch i nigdy nie chciał brać więcej niż inni. Każde zadanie wykonywał do końca i pomagał każdemu, kiedy tylko mógł. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jego głos. Udało ci się raz podsłuchać, jak śpiewał kołysankę, gdy usypiał kilkumiesięczną córkę właścicielki. Nie dało się też ukryć, że był umięśniony i męski. Był dla ciebie ideałem.
Nie mówiłaś mu jeszcze jednak o swoich uczuciach. Chciałaś jeszcze odrobinę zaczekać. Ile? Sama nie wiedziałaś. Jedyne, czego byłaś pewna to fakt, że chcesz to zrobić naturalnie, nie planować niczego, tylko dać się ponieść chwili. Dlatego czekałaś na okazję.
Z zamyślenia wyrwał cię dźwięk zmywarki, która widocznie skończyła myć talerze. Podeszłaś więc szybko do urządzenia i nie przejmując się, że zastawa parzy w ręce, układałaś ją na półkę do przeschnięcia. Twoje ręce przyzwyczaiły się już raz do lodowatej wody, raz do wrzątku.
Gdy włożyłaś kolejną część talerzy do zmywarki i włączyłaś ją, poszłaś rozkładać suche i umyte półmiski. Wkładałaś właśnie głęboki talerz do jednej z wysokich szafek, kiedy poczułaś jak coś przylega do ciebie od tyłu. Na twojej odsłoniętej szyi pojawił się czyjś gorący oddech, a męskie dłonie zabrały od ciebie trzymany w ręce przedmiot i odłożyły go na miejsce. Cała czerwona spojrzałaś na rozbawionego Hoona.
- Uznałem, że potrzebujesz pomocy. – uśmiechnął się.
- Dzięki. – burknęłaś zawstydzona.
- Polecam się na przyszłość~. – puścił ci oczko i zaraz zniknął za drzwiami, które oddzielały salę z gośćmi od zaplecza.
Wróciłaś jak na skrzydłach do zmywarki i po raz kolejny,i nie ostatni, wyjęłaś z niej świeżo umyte i wyparzone naczynia.
Tak właśnie minęło ci jakieś dziewięć godzin, gdyż dopiero około czwartej goście zaczęli się zbierać. To jednak nie oznaczało końca, gdzie tam! Zaczęło się sprzątanie.
Kelnerzy donosili ci góry brudnych naczyń, a ty nie wyrabiałaś się z zmywaniem ich, przez co na blacie obok ciebie stała pokaźna góra brudnych talerzy i półmisków.
- Pomóc ci? – usłyszałaś głos Hoona.
- Najpierw poprzynoście wszystko. – powiedziałaś ładując kolejne szklanki do zmywarki.
- Został tylko jeden stół, więc beze mnie sobie poradzą. – stwierdził i zabrał się za przepłukiwanie brudnych talerzy. – Było dzisiaj nad wyraz spokojnie.
- Też zauważyłam, nikt się nie bił, nikt nie zasnął gdzieś w kącie i żadnych skarg na jedzenie nie było. – przytaknęłaś.
- Pani Kang się dzisiaj starała, więc nie było skarg. – zaśmiał się.
- Powinieneś założyć fartuch. Ubrudzisz koszulę. – zauważyłaś nagle.
- Mogłabyś mi go założyć? Mam mokre ręce. – chłopak odwrócił się w twoją stronę.
- Jasne. – mruknęłaś i stanąwszy na palcach, przełożyłaś przez jego głową jedną ze wstążek. – Obrót~. – zachichotałaś, kiedy Hoon zawirował niczym primabalerina i zawiązałaś sznurki na jego plecach, by fartuch się z niego nie osunął.
Stanęłaś obok i razem zabraliście się za zmywanie. Szło wam szybko, więc po pół godzinie uporaliście się ze wszystkim, włącznie z pochowaniem lśniących naczyń do przypisanych im szafek.
Pozostało tylko pozmywać podłogę. Zmywając wystrojoną salę, próbowałaś dodzwonić się do swojego taty, który obiecał po ciebie dzisiaj przyjechać i zabrać do domu. Miał wyłączony telefon, więc westchnęłaś załamana.
- Stało się coś? – zainteresował się Yeo.
- Ojciec nie odbiera. – burknęłaś. – Będę musiała wracać na piechotę.
- Oszalałaś? Wiesz ile dziwnych typów się teraz kręci? – oburzył się momentalnie chłopak. – Odprowadzę cię.
- Dam sobie radę, wiem, że jesteś wymęczony ciągłym chodzeniem, więc się nie zgadzam. – uśmiechnęłaś się lekko.
- Hm.. Skoro oboje jesteśmy zmęczeni, to może przenocujesz u mnie? Mieszkam pięć minut piechotą stąd. – zaproponował nagle, a ciebie zatkało. Czy on właśnie chce cię zaprosić na noc do domu?..
- Um.. Sama nie wiem.. – mruknęłaś niepewnie.
- No to ja wiem. Napisz swojemu tacie, żeby się nie zastanawiał, gdzie jesteś i wracamy razem. – postanowił wesoło i wrócił do zmywania podłogi.
Ty natomiast lekko w szoku, napisałaś wiadomość do taty, że przenocujesz u znajomego i wróciłaś do pracy. Może to dar od losu? Może to właśnie twoja szansa, na wyznanie swoich uczuć?
Spojrzałaś ukradkiem na Hoona, który z zawziętością wypisaną na twarzy, pucował podłogę na błysk.  Uśmiechnęłaś się, bo wyglądał naprawdę uroczo w fartuszku, którego jeszcze nie zdążył zdjąć.
***
- Czuj się jak u siebie. – powiedział chłopak otwierając drzwi do swojego mieszkania. Była to mała kawalerka z jednym pokojem, łazienką i kuchnią. – Dam ci jakieś ubrania do spania~. – mruknął i zaraz zniknął za drzwiami do sypialni.
Ty w tym czasie zdjęłaś ciążące ci buty i marzyłaś już tylko o spaniu. Nie myślałaś nawet o tym, że jesteś w domu chłopaka, w którym się kochasz. Byłaś po prostu wykończona dzisiejszą pracą.
Hoon wrócił zaraz z koszulką i jakimiś dresowymi spodniami.
- Ubierz się w łazience, a ja pościelę łóżko. – polecił, na co przytaknęłaś i poszłaś do pomieszczenia obok. Ubrania były na ciebie za duże, jednak nie aż tak, by utrudniały ci ruch.
Niepewnie poszłaś do sypialni, gdzie Yeo kończył akurat układanie poduszek.
- Będzie ci przeszkadzać, jeśli będę spać obok? – zapytał nagle, a tobie momentalnie przyśpieszyło tętno.
- N-Nie. I tak będę spać jak zabita. – zaśmiałaś się nerwowo.
- Ok, to w takim razie kładź się, a ja pójdę się przebrać i zaraz wrócę. – uśmiechnął się i opuścił pokój.
Niepewnie położyłaś się przy ścianie i okryłaś kołdrą. Czułaś, jak pościel jest przesiąknięta jego zapachem, przez co na twarzy pojawił ci się lekki uśmiech. Nawet w najśmielszych snach, nie wyobrażałaś sobie, że będziesz u niego nocować.
Kilka minut później, poczułaś, jak chłopak kładzie się obok, wcześniej wyłączając światło.
- Dobranoc. – usłyszałaś jego cicho głos.
- Miłych snów. – szepnęłaś, jakby bojąc się, że gdy powiesz coś głośniej, stanie się coś złego.
***
Obudziły cię oślepiające promienie słoneczne, które uporczywie padały na twoją twarz. Jęknęłaś cicho i przewróciwszy się na drugi bok, leżałaś dalej. W końcu jednak otworzyłaś oczy, napotykając przed sobą śpiącą twarz Hoona. Momentalnie się uśmiechnęłaś.
Chłopak spał uroczo z roztrzepanymi włosami. Powoli wyciągnęłaś rękę i zaczęłaś delikatnie układać je, rozkoszując się ich miękkością. Byłaś tak pochłonięta swoim zajęciem, że nie zauważyłaś otwartych oczu Yeo.
- Jak się spało? – zapytał w końcu jeszcze trochę zachrypniętym głosem. Momentalnie przyciągnęłaś swoją dłoń do klatki piersiowej i spojrzałaś na niego zaskoczona.
- D-dobrze. – wydusiłaś w końcu. – Wybacz, że tak..
- Spokojnie, podobało mi się. – na jego twarz wstąpił uśmiech. – Jeśli będziesz tak chciała robić częściej, nie będzie mi to przeszkadzać. – zaśmiał się i za chwilę podniósł do siadu, zostawiając cię w niemałym szoku. Bo jak on śmiał mówić ci takie rzeczy i powodować jeszcze większe drżenie twojego serca?
Powoli usiadłaś na miękkim materacu, obserwując dokładnie, jak chłopak przeciąga się uroczo.
- Głodna? – spytał, gdy tylko wstał na nogi.
- Trochę. – przytaknęłaś.
- Chodź, zrobimy kanapki. – złapał cię za rękę i delikatnie pociągnął za sobą. Zamiast uważać na to, czy się o coś nie potkniesz, wpatrywałaś się maślanym wzrokiem w wasze splecione dłonie. Naprawdę do siebie pasowały.
- ____? Słuchasz mnie? – poczułaś na swoim ramieniu jego drugą dłoń. Automatycznie wyostrzyłaś słuch i spojrzałaś na niego.
- Wybacz, co mówiłeś? – zaśmiałaś się niezręcznie.
- Pytałem, czy pokroisz pomidora. – odparł równie rozbawiony.
- Pewnie~. – niechętnie puściłaś jego rękę i poszłaś do lodówki po warzywo.
Krojąc je, patrzyłaś ukradkiem na Hoona, który po chwili zorientował się, że na niego spoglądasz.
- Stało się coś? – zapytał w końcu.
- Po prostu nie mogę uwierzyć, że ktoś taki, jak ty istnieje. – powiedziałaś powoli. To chyba była idealna chwila do wyznania.
- Jak ja?
- Miły, opiekuńczy, towarzyski i to w stosunku do każdego. – wyjaśniłaś a ku twojemu zaskoczeniu, chłopak zaczął się lekko śmiać. – Co?
- Mam wrażenie, że zaczęliśmy grać w minutę prawdy. – stwierdził, przypatrując ci się uważnie.
- Możesz to tak potraktować. – serce zaczęło ci bić jeszcze szybciej, przez świadomość, co zaraz powiesz. – Posłuchaj Hoon.. Już od naszego pierwszego spotkania, polubiłam cię. W trakcie pracy pomagałeś mi, rozmawiałeś ze mną i dodawałeś otuchy, gdy byłam naprawdę zmęczona. Chcę ci tylko powiedzieć, że..
- Kocham cię. – przerwał ci nagle z promiennym uśmiechem.
- Nie przerywaj mi. – mruknęłaś lekko speszona. – Chciałam ci powiedzieć, że lubię cię nawet bardziej niż.. Zaraz.. – trybiki w twojej głowie zaczęły pracować w zawrotnym tempie. – Co ty powiedziałeś?
- Że też cię kocham. – zachichotał i przyciągnął cię do siebie, przytulając przy tym.
- Naprawdę? – zdziwiłaś się.
- To aż tak zaskakujące, że pokochałem miłą, bystrą i najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widziałem? – spytał z uniesionymi brwiami.
- Skoro tak przedstawiasz sytuację, to chyba nie. – zaśmiałaś się.
- Cieszę się, że się rozumiemy. – wtulił cię jeszcze bardziej w siebie, opierając swoją brodę na twojej głowie. – Mogłabyś napisać swojemu tacie, że wrócisz późno?
- Z wielką przyjemnością to zrobię. – zgodziłaś się rozanielona. Nie tylko to mu napiszesz, będziesz musiała mu też podziękować, że wyłączył wtedy swój telefon. 


~Koszka